Ceny złota spadły we wtorek poniżej 4800 dol. za uncję. Za przeceną stoi umacniający się dolar i rosnąca niepewność wokół wygasającego rozejmu z Iranem. Na rynku metali szlachetnych nerwowość sięga zenitu – bo najbliższe godziny mogą zdecydować o kierunku notowań na kolejne tygodnie.
We wtorkowy poranek notowania spot kruszcu cofnęły się o 0,7 proc., do poziomu 4785 dol. za uncję. Kontrakty terminowe z dostawą w czerwcu zeszły o 0,5 proc. – do 4805 dol. Na pierwszy rzut oka to niewielki ruch. Ale w kontekście tego, co dzieje się w geopolityce, każdy taki sygnał nabiera dodatkowego znaczenia.
Dolar przejmuje inicjatywę
Bezpośrednim powodem wtorkowej słabości złota jest zachowanie dolara. Indeks DXY utrzymuje się powyżej 98 punktów i we wtorek lekko zyskiwał. Mechanizm jest prosty i znany od lat – silniejszy dolar oznacza droższe złoto dla wszystkich, kto kupuje je za euro, jena, złotego czy franka. W efekcie popyt globalny maleje.
Pytanie brzmi: dlaczego dolar się umacnia, skoro w teorii powinien tracić w środowisku niepewności? Odpowiedź tkwi w ropie naftowej. Brent w poniedziałek ponownie testował okolice 95 dol. za baryłkę, we wtorek lekko schodzi w kierunku 94 dolarów. To wciąż poziomy, które podsycają obawy inflacyjne. A te z kolei przekładają się na oczekiwanie, iż Fed utrzyma stopy procentowe na obecnym poziomie 3,50-3,75 proc. jeszcze przez dłuższy czas.
Wyższe stopy to wyższy koszt alternatywny trzymania złota – aktywa, które nie płaci odsetek ani dywidend. W takim otoczeniu dolar po prostu wygrywa.
Rozejm na ostatnich godzinach
Rynkowe napięcie nie bierze się jednak znikąd. W środę wygasa dwutygodniowy rozejm między USA a Iranem, wynegocjowany 8 kwietnia za pośrednictwem Pakistanu. Sygnały z obu stron konfliktu są sprzeczne. Administracja Trumpa zapewnia, iż delegacja jest gotowa do wylotu na rozmowy do Islamabadu. Irańska dyplomacja mówi natomiast, iż „rozważa” udział w negocjacjach – jednocześnie ostro potępiając zajęcie przez US Navy irańskiego statku handlowego Touska w rejonie Cieśniny Ormuz w miniony weekend.
Właśnie ta niepewność tworzy na rynku złota specyficzne warunki. Mimo ostatniego spadku cen ropy sytuacja w Cieśninie Ormuz jest daleka od stabilizacji. Blokada morska formalnie obowiązuje, co utrzymuje przy życiu obawy inflacyjne i wspiera dolara. A to z kolei stanowi wiatr w oczy dla złota.
Mówiąc wprost – rynek jest zawieszony między nadzieją na dyplomatyczny przełom a strachem przed eskalacją. Zbyt mało pewności, by masowo uciekać w kruszec, ale zbyt dużo ryzyka, by go teraz wyprzedawać.
Od rekordu do korekty. Burzliwe trzy miesiące
Warto cofnąć się o kilka miesięcy, żeby zobaczyć szerszy obraz. W styczniu złoto osiągnęło historyczny rekord – 5595 dol. za uncję. Napędzały je napięcia geopolityczne, popyt banków centralnych i prognoza J.P. Morgan, iż cena może dobić do 6300 dol. do końca roku.
Potem przyszedł jednak szok. Wybuch konfliktu USA i Izraela z Iranem pod koniec lutego wywindował kruszec powyżej 5400 dol., ale euforia byków trwała krótko. Gwałtowny wzrost cen ropy wywołał rewizję oczekiwań dotyczących stóp procentowych, a Fed – zamiast ciąć – utrzymał stopy bez zmian, zarówno w styczniu, jak i w marcu.
Od styczniowego szczytu złoto straciło już ponad 14 proc. To nie pozostało techniczna bessa, ale dystans, który robi wrażenie.
Przesłuchanie Warsha. Rynki nasłuchują
Na wtorkowe notowania złota oddziałuje jeszcze jeden czynnik – przesłuchanie Kevina Warsha, kandydata Trumpa na nowego szefa Rezerwy Federalnej, przed senacką Komisją Bankową. Z opublikowanych wcześniej przygotowanych wystąpień wynika, iż Warsh zamierza bronić niezależności Fed w kwestii stóp procentowych. Jego słowa nie pozostawiają wątpliwości: „Jestem zobowiązany do zapewnienia, iż prowadzenie polityki monetarnej pozostanie ściśle niezależne”.
Dla rynku złota to istotny sygnał. Sugeruje bowiem, iż choćby pod nowym kierownictwem bank centralny nie ulegnie politycznej presji na szybkie cięcia stóp. Robert Kaplan, były szef oddziału Fed w Dallas, skomentował na antenie CNBC, iż Warsh „może nie być w stanie obniżyć stóp przez kilka najbliższych posiedzeń”. jeżeli ta prognoza się potwierdzi, środowisko wyższych realnych stóp procentowych będzie dalej ciążyć na kruszcach.
Cały segment w odwrocie
Złoto nie jest we wtorek odosobnionym przypadkiem. Srebro traciło 1,2 proc. i spadło poniżej 79 dol. za uncję. Platyna cofnęła się o 1 proc., do 2068 dol. Jedynym metalem, który opierał się spadkowej tendencji, okazał się pallad – notujący symboliczny wzrost o 0,3 proc., do 1555 dol.
Dla polskiego inwestora uncja złota to w tej chwili wydatek rzędu 17 200 zł. NBP ustalił we wtorek cenę grama kruszcu na 555,09 zł. Kurs EUR/PLN oscyluje wokół 4,23, a USD/PLN wynosi ok. 3,60 – złoty zachowuje się więc stabilnie, co oznacza, iż krajowi posiadacze złota odczuwają przede wszystkim dolarową przecenę surowca.
Co dalej? Islamabad powie więcej niż wykresy
Kluczem do najbliższej przyszłości rynku złota będą nie wskaźniki techniczne, ale doniesienia z Pakistanu. Jeśli rozmowy w Islamabadzie dojdą do skutku i przyniosą postęp, ropa prawdopodobnie potanieje, oczekiwania inflacyjne osłabną, a złoto może – paradoksalnie – dostać przestrzeń do odreagowania, bo zniknie argument za dalszym umacnianiem dolara.
Scenariusz odwrotny – zerwanie negocjacji i ponowna eskalacja wokół Cieśniny Ormuz – pchnąłby ropę z powrotem w okolice 100 dol. za baryłkę. Ale to niekoniecznie pomogłoby złotu. Drożejąca ropa to wyższa inflacja, wyższe stopy i mocniejszy dolar. A w takim układzie kruszec wpada w pułapkę, w której popyt „bezpiecznej przystani” nie jest w stanie przebić bariery kosztowej, jaką stawia przed nim silny greenback.
Rynki czekają. Tym razem dosłownie – na samolot do Islamabadu.
Źródła: Reuters, CNBC

4 godzin temu






