Bank centralny osiągnął strategiczny cel szybciej niż ktokolwiek zakładał. Teraz stawka idzie jeszcze wyżej – i to nie tylko o tony kruszcu, ale o dziesiątki miliardów złotych na armię.
Jeszcze dwa lata temu złoto stanowiło niecałe 17 proc. polskich rezerw walutowych. Dziś jest to ponad 30 proc. Tempo, w jakim Narodowy Bank Polski zmienił strukturę swoich aktywów rezerwowych, nie ma precedensu wśród europejskich banków centralnych – i budzi coraz większe zainteresowanie analityków na całym świecie.
Próg 30 proc. osiągnięty. Co mówią liczby?
Z danych opublikowanych przez NBP wynika, iż na koniec stycznia 2026 roku udział złota w oficjalnych aktywach rezerwowych wyniósł 30,2 proc. Bank dysponował wówczas 550,2 tonami kruszcu o wartości ok. 313,7 mld zł. To oznacza, iż strategiczny cel przyjęty przez zarząd NBP we wrześniu 2025 roku – podniesienie udziału złota do 30 proc. – został zrealizowany.
Ale to nie koniec. W lutym bank centralny wrócił na rynek po miesięcznej przerwie i – jak wynika z szacunków Bankier.pl opartych na danych o wycenie rezerw – dokupił ok. 20 ton metalu. Stan posiadania wzrósł tym samym do ok. 570,5 tony, a udział złota w rezerwach na koniec lutego wyniósł już 31 proc. Wartość rynkowa polskiego złota sięgnęła blisko 340 mld zł.
Całość oficjalnych aktywów rezerwowych Polski na koniec lutego to 259,2 mld euro, czyli 305,8 mld dolarów – o 12,5 mld euro więcej niż miesiąc wcześniej. To rezerwy nieproporcjonalnie wysokie jak na kraj naszej wielkości i jedne z największych w Europie Środkowo-Wschodniej.
Polska 12. na świecie. Ale Glapiński chce więcej
Konsekwentne zakupy złota prowadzone od lat wyniosły Polskę na 12. pozycję w globalnym rankingu rezerw kruszcowych, przed Europejski Bank Centralny (ok. 506,5 tony), Wielką Brytanię czy Hiszpanię. NBP w 2025 roku był największym pojedynczym nabywcą złota wśród banków centralnych świata – kupił blisko 102 tony. Rok wcześniej było to prawie 90 ton, a w 2023 roku – ponad 130 ton. Łącznie przez trzy lata polskie rezerwy powiększyły się o ponad 320 ton.
Ambicje sięgają jednak dalej. W styczniu 2026 roku prezes Adam Glapiński ogłosił decyzję o zwiększeniu zasobów do 700 ton. Do realizacji tego celu brakuje jeszcze ok. 130 ton – przy obecnym tempie zakupów jest to wykonalne jeszcze w tym roku. Osiągnięcie poziomu 700 ton uczyniłoby Polskę 10. największym właścicielem złota na świecie.
197 mld zł zysku na złocie. I pomysł, jak je wydać
Z polskim złotem wiąże się jeszcze jedna – gorąca politycznie – sprawa. Na konferencji 11 marca prezes Glapiński ujawnił, iż niezrealizowany zysk NBP wynikający ze wzrostu cen kruszcu sięgnął ok. 197 mld zł, co odpowiada mniej więcej 5 proc. ubiegłorocznego PKB.
Bank centralny zaproponował operację, w której część złota zostałaby sprzedana w celu zaksięgowania zysku, a następnie odkupiona. Tak wypracowane środki – zgodnie z obowiązującymi przepisami 95 proc. zysku NBP trafia do budżetu – mogłyby zasilić finansowanie armii. Doradca prezydenta Leszek Skiba szacował, iż w pierwszym roku taka operacja mogłaby przynieść ok. 60 mld zł, a w perspektywie kilku lat – choćby 185 mld zł.
Pomysł budzi jednak poważne kontrowersje. W badaniu Panelu Ekonomistów „Rzeczpospolitej” aż 12 z 17 ekspertów nie zgodziło się z tezą, iż NBP powinien realizować zyski ze złota na wydatki obronne. Obawy dotyczą m.in. ryzyka prawnego, możliwego wpływu na inflację i zagrożenia dla niezależności banku centralnego. Zdecydowana większość ekonomistów wskazała unijny program SAFE jako preferowane źródło finansowania zbrojeń, choć sam SAFE utknął w impasie po wecie prezydenta Nawrockiego.
Złoto drożeje, choć od rekordu trochę spadło
Polskie zakupy złota realizowane są w warunkach rynkowych, jakich jeszcze niedawno nikt nie przewidywał. Po wybuchu konfliktu zbrojnego w Iranie i blokadzie Cieśniny Ormuz cena uncji na początku marca poszybowała do historycznego rekordu 5 589 dolarów. Od tego czasu rynek wszedł w korektę – dziś uncja kosztuje ok. 5 020 dolarów, co i tak jest ponad dwukrotnie więcej niż dwa lata temu.
Analitycy J.P. Morgan prognozują, iż ceny mogą sięgnąć choćby 6 000–6 300 dolarów za uncję do końca roku, o ile napięcia geopolityczne się utrzymają. Dla NBP, który akumulował kruszec po znacznie niższych cenach, oznacza to dalszy przyrost wartości rezerw – choćby bez nowych zakupów.
Złoto jako narzędzie polityki. Nowa epoka?
To, co jeszcze kilka lat temu było techniczną pozycją w bilansie banku centralnego, stało się tematem politycznych debat, wyborczych sporów i dyskusji o przyszłości bezpieczeństwa narodowego. Złoto NBP jest dziś nie tylko zabezpieczeniem przed kryzysem walutowym, ale potencjalnym instrumentem finansowania obronności – i to w skali dziesiątek miliardów złotych.
Na najbliższych posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej wątek złota może pojawiać się coraz częściej – nie jako abstrakcyjna pozycja bilansowa, ale jako realne narzędzie polityki fiskalnej w czasach, gdy Europa wydaje na zbrojenia więcej niż kiedykolwiek od końca zimnej wojny. Niemcy planują w tym roku przeznaczyć na obronność ponad 127 mld dolarów, a Polska – ponad 4 proc. PKB.
Niezależnie od politycznych sporów o to, co zrobić z zyskiem ze złota, jedno jest pewne: Polska zbudowała jedną z największych złotych rezerw w Europie w tempie, które nie ma odpowiednika wśród państw zachodnich. To zmienia pozycję kraju na finansowej mapie świata – i daje narzędzia, o jakich jeszcze niedawno nikt w Warszawie nie marzył.

4 godzin temu







