Żyć bez państwowej emerytury.

oszczednymilioner.pl 2 tygodni temu

Ponownie, zainspirował mnie Bartek komentarzem o „umieraniu z głodu”, jeżeli zlikwiduje się ZUS.

Stąd pytam: Czy faktycznie przed systemem emerytalnym ludzie umierali z głodu i czy właśnie dlatego?

Wracamy do podstaw ekonomii, ale i filozofii czyli starego dobrego Seneki. Otóż, człowiekowi na stare lata potrzebne są:

  1. dach nad głową,
  2. ubranie,
  3. jedzenie,
  4. opieka zdrowotna.

Tę ostatnią (moim zdaniem mega ważną) pomijamy, bo ZUS jej nie gwarantuje. Od tego mamy NFZ.

I docieramy do sedna – ile kosztują te dobra? Otóż, w mojej ocenie, obserwując „wiejskich emerytów z domem” – kilka – może 1000 zł/os. W mieście sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bo nie wyprodukujemy jedzenia, a dach nad głową będzie droższy. Natomiast nikt przecież nie zabrania dokonać racjonalnej decyzji – sprzedania drogiego mieszkania w dużym mieście i urządzenia się na wsi.

Odchodzę jednak od dyskusji o słuszności systemu do nagiej konstatacji – życie bez systemu emerytalnego jest możliwe. Niełatwe, ale z głodu umieraliby nieliczni.

1000 zł zaspokoi nasze potrzeby podstawowe (nie umrzemy z głodu, ani nie będziemy żyć na ulicy). I te 1000 zł można mieć z kapitału 300.000 zł (4% z tej sumy daje odsetki 1000 zł/m-c).

Istnieje też drugi system, stary jak świat – dzieci. Kiedy będziesz już stary, dzieciaki (a masz ich trójkę) zrzucą się po 666 zł (w końcu mają też matkę) i z głodu i zimna nie umierasz. Te 666 zł okazuje się znacznie mniejsze niż składki ZUS, a przede wszystkim krótsze. W wielu krajach „niecywilizowanych” ludzie nie umierają na ulicy, albowiem system międzypokoleniowej solidarności przez cały czas działa. Nie masz dzieci? Możesz jak w Rzymie z czasów Nerona adoptować choćby dorosłego, a dzisiaj podobno często zdarza się to w Japonii. Na naszej wsi istnieli tzw. wychowańcy.

Kolejną metodę na emeryturę wymyślili zapobiegliwi Francuzi, ale i polscy chłopi. Nazywa się dożywocie. Przepisuję nieruchomość na kuzyna, dalszego członka rodziny lub obcego, dalej sobie mieszkam, a on wypłaca mi ustalone świadczenie do śmierci. Kapitalizm zastąpił państwo i więzi rodzinne, a choćby je wyprzedził.

Inny pomysł – dożywotnia renta kapitałowa. Znowu – pisał o niej już Balzac. Całe życie prowadziłem firmę, przekazuję ja następcy, a on zobowiązuje się spłacać mi ją w dożywotnich ratach. Udostępniam oszczędności lichwiarzowi (lub szacownemu obywatelowi, bankowi, firmie ubezpieczeniowej) i on mi płaci „od sta” czyli odsetki, a na koniec zgarnia kapitał – również da się zrobić. Są warianty i bez zgarniania kapitału.

No dobrze, a co z tymi, którzy kapitału i dzieci się nie dorobili? Dobre pytanie. I na nie znalazł odpowiedź człowiek sprzed 200 lat. Czeka ich nie dostatnia starość, ale:

  1. dożywotnia praca,
  2. a jak nie pracują – przytułek.

W przytułku, mają pracować przymusowo, za jedzenie i dach nad głową lub dostają za darmo nocleg i żarcie niskiej jakości (co nie znaczy, iż chodzą głodni). Liczba chętnych do trafienia tam – okazywała się drastycznie niska (5-10%). I jeszcze raz powiedzmy sobie szczerze – w świecie, gdzie jedzenie pochłaniało 50-70% dochodu rodziny. Dzisiaj, gdy żywność jest względnie tania, albo dla obywatela choćby darmowa (jak posiłek w Caritasie), dofinansowanie tych max. 10% starców, kosztować musi w podatkach znacznie taniej niż system emerytalny. Do samego KRUS dopłacamy 30 mld, a do ZUS 90 mld. Emerytów mamy 9 mln. 10% z tej liczby to 900 tys. zł. Podarowanie każdemu po 1000 zł x 12 miesięcy stworzy wydatek ok. 11 mld zł, a więc 1/11 dopłaty budżetowej. Oszczędność – 109 mld/rok z wyasygnowanych dzisiaj 120 mld i to w sytuacji zerowej dobroczynności.

I na koniec, warto uświadomić sobie pewne fakty – pomimo tzw. powszechnego systemu emerytalnego istnieje w Polsce spora grupa:

  • nie otrzymująca żadnych emerytur,
  • dostająca emerytury poniżej minimalnej nazwane „groszowymi”.

Dzisiaj szacuje się liczbę „groszowców” na pół miliona z mocną tendencją wzrostową. Część z nich wybrała świadomie „życie poza systemem”, część stała się ofiarą drapieżnego kapitalizmu (przypominam, przy opowieściach o tzw. „umowie społecznej” i „powszechnej emeryturze”), bo jakiś zakład nie odprowadzał składek, zniszczył dokumenty, a ZUS ich nie archiwizował lub po prostu miał bajzel.

Na deser zostawiłem sobie USA. Tam ludzie dostają minimalne świadczenie w wysokości 180 USD czyli równowartość …. dwóch dni pracy za minimalną. Przy większych kosztach niż w Polsce, mamy równowartość 600 zł/m-c. Bohaterowie Nomadlandu powszechnie opisywali czeki na 500 USD (co nie wystarcza choćby na mieszkanie, stąd komuny starców, miasteczka przyczep lub praca do śmierci), a średnie świadczenie wynosi 1800 USD (przypominam – koszt wynajęcia jednopokojowego mieszkania na obrzeżach Miami – 1300 USD). Nie zbierałeś, nie dostajesz (plus lekarz kosztuje). W Europie i tzw. państwie opiekuńczym – nie do pomyślenia.

Kończąc wpis, trzy słowa jak żyć bez ZUS. Wystarczy zapytać wielu ludzi FIRE. Oni przeszli na emeryturę w wieku 30-40-50 lat. To co napisałem na wstępie. o ile przez lata pracy dorobiłeś się 300k (mniej niż statystyczny majątek Polaka), z takiego kapitału dostaniesz 1000 zł. o ile nie chcesz na stare lata spieniężać domu, oszczędzasz dodatkowo. Zwłaszcza, iż znaczna większość pracujących będzie miała z czego, jeżeli przestanie płacić haracz ZUS-owi. Od pensji minimalnej (ok. 4800 zł) składka emerytalna wynosi 900 zł, od własnej firmy 1150 zł (plus reszta składek drugie tyle). Żeby oszczędzić 300k z 900 zł, wystarczy przez 30 lat zarabiać z kapitału 4% (średnia inflacja). System kapitałowy (zwrot 7-8%) z 500 zł składki przez 40 lat zgromadzi nam kapitał 1 mln zł, co wystarczy na emeryturę ponad 2 -razy większą niż państwowa z ZUS. Ze składki od połowy pensji minimalnej.

Idź do oryginalnego materiału