Ta historia 91-letniej kobiety, przeczołganej dokumentnie przez instytucje finansowe i uratowanej dopiero dzięki wyrokowi sądu, jest absolutnie wstrząsająca. Po śmierci syna starsza pani została sama – z psem, wspomnieniami i emeryturą ledwie wystarczającą na leki i rachunki. Po czterech latach dostała "czuły" list z banku z żądaniem spłaty 35 000 zł długu, o którym choćby nie wiedziała. Przez cały ten czas bank nie podjął żadnych działań windykacyjnych i naliczał odsetki karne w maksymalnej wysokości. Starszą panią uratowała dopiero ostatnia instancja

22 godzin temu





