Szybko rosną ceny ropy, zwłaszcza ciężkiej zarówno z USA, jak i z lokalizacji poza Zatoką Perską. Tam kryzys jest widoczny – wszystkie kraje zmniejszają wydobycie, zaś Arabia Saudyjska przekierowuje dostawy nad Morze Czerwone. To efekt faktycznego zamknięcia Cieśniny Ormuz i praktycznej niemożności odblokowania jej przez USA i Izrael oraz ataków irańskich dronów na państwa Zatoki. Po atakach dronowych Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie zwróciły się do Ukrainy o udostępnienie technologii przeciwdronowych oraz instruktorów, którzy pomogliby szkolić tamtejszą obronę przeciwlotniczą.
Ceny ciężkiej ropy US Coast z amerykańskiego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej rosły przez cały weekend, ponieważ wojna w Iranie spowodowała, iż znaczący bliskowschodni producenci ropy ze względu na ataki Iranu i zablokowanie Cieśniny Ormuz musieli ograniczyć produkcję i wysyłkę, co skłoniło nabywców do zakupu baryłek z USA.
Ceny ropy Mars Sour, flagowej ropy wydobywanej w Zatoce Meksykańskiej w USA i preferowanej przez rafinerie, jeszcze 6 marca były notowane z premią 11 dolarów w stosunku do amerykańskiej ropy West Texas Intermediate (WTI). Był to najwyższy poziom od kwietnia 2020 r. i wzrost o 4 dolary w ciągu jednego dnia. Brokerzy twierdzą, iż to nie koniec zwyżek cen tego gatunku ropy i przypominają, iż zaledwie tydzień temu cena była notowana z premią 1,50 dolara. Co istotne, wzrosły też ceny innych gatunków ropy, jak Heavy Louisiana Sweet i West Texas Sour. Dodatkowo wzrostowi cen sprzyjają cięcia produkcji ogłoszone 6 marca w Kuwejcie.
Ostatnie notowania wskaźnikowej ropy Brent wykazują poziom 92,69 dolara za baryłkę, najwyższy od października 2023 r. Zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran i praktycznie niemożliwość zapewnienia jej pełnego funkcjonowania przez koalicję USA-Izrael zmusiło kilka krajów, w tym Irak, do ograniczenia wydobycia. A Ormuz jest głównym szlakiem dla transportu ropy zrównoważonej i kwaśnej z Zatoki Perskiej.
„Rafinerie, które polegają na tych gatunkach ropy, będą musiały znaleźć podobne lub mniej więcej podobne alternatywy, aby zastąpić utracone baryłki, więc Mars i inne amerykańskie ropy o dużej i średniej zawartości kwaśnego surowca są naturalnymi substytutami i są agresywnie podbijane podażą” – powiedział Reuters Matt Smith, główny analityk naftowy Kpler w Ameryce, dodając, iż kupujący, zwłaszcza w Azji, walczą o więcej baryłek ropy ciężkiej i zrównoważonej, czyli średniej.
„O tej porze roku następuje również przejście z zimy w sezon szczytowy, kiedy popyt zwykle rośnie na wszystkie gatunki ropy naftowej. W krótkim okresie będziemy obserwować dalszy wzrost tych gatunków, aż do otwarcia Cieśniny Ormuz” – powiedział Tim Snyder, główny ekonomista w Matador Economics, dodając, iż to zakłócenia w dostawach spowodowane wojną napędzają ceny.
„Amerykanie wraz z Izraelczykami ustanowią lub już ustanowili prawdopodobnie stałe monitorowanie wybrzeży Iranu i ich zaplecza przy pomocy dronów UAV oraz uzbrojonych, ale Iran przez cały czas ma mobilne wyrzutnie z tanimi rakietami przeciwokrętowymi oraz drony, do których wystrzelenia wystarczy platforma umieszczona na Toyocie Hilux. choćby nie chodzi tutaj, iż mogliby zatopić supertankowiec, czy choć go uszkodzić – dla firm armatorskich ważne jest, iż Cieśnina nie jest bezpieczna, Amerykanie i Izrael nie zapewniają tego bezpieczeństwa, a jak nie jest bezpieczna to nikt tam tankowców wysyłać nie będzie” – powiedział ISBiznes.pl polski analityk wojskowy, dodając, iż nie pomoże na to rozszerzenie zakresów celów do bombardowań, co chce zrobić USA.
Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt już rozpoczęły redukcję produkcji ropy naftowej w związku z wyczerpaniem się zapasów, dołączając do Iraku, którego wydobycie spadło w tej chwili o 60%. Ankietowani przez AFP analitycy uważają, iż inne kraje mogą zostać zmuszone do pójścia w ich ślady, choćby dlatego, iż okrężna droga jaką podróżują teraz tankowce, powoduje, iż dłużej są w drodze, a zatem zmniejsza to liczbę jednostek gotowych do załadunku. A gdy wszystkie statki zostaną załadowane, zapełnią się jeszcze szybciej pozostałe w regionie magazyny lądowe.
Wojna zaczęła wkraczać w „fazę wymiany ciosów” i przestała być całkowicie jednostronna, jak przestrzegają francuscy analitycy militarni, bowiem Iran zapowiedział, iż nie ustąpi w obliczu ataków USA i Izraela, które rozpoczęły się 28 lutego. Z kolei prezydent USA Donald Trump zapowiedział, iż USA zaatakują cele w Iranie, które do tej pory nie były atakowane. Ataki te mają być kontynuowane „aż do momentu, aż Iran się podda lub, co bardziej prawdopodobne, do całkowitego upadku!” – napisał w poście w mediach społecznościowych. Jednak brytyjscy byli funkcjonariusze wywiadu ostrzegają w BBC, iż „Iran to nie Wenezuela” i dalsze kontynuowanie w ten sposób wojny przyniesie chaos na rynku i kryzys, co jest zresztą celem rządzących w Iranie ajatollahów.
Dla analityków, dyrektorów domów handlowych i traderów naftowych są to coraz wyraźniejsze ostrzeżenia, iż wojna doprowadza rynek ropy do punktu krytycznego i zbliża ceny do psychologicznego progu 100 dolarów za baryłkę. Cena ropy Brent wzrosła już w zeszłym tygodniu o 30% – to największy wzrost od sześciu lat – i dzieli ją od tego poziomu zaledwie kilka dolarów.
Kontrakty terminowe już ten próg przekroczyły. Kontrakty na flagową ropę Murban z Abu Zabi zamknęły się 6 marca na poziomie 103 dolarów za baryłkę, podczas gdy kontrakty terminowe na ropę z Omanu kosztowały 107 dolarów. Kontrakty terminowe na chińską ropę naftową na Międzynarodowej Giełdzie Energii w Szanghaju zakończyły się, w przeliczeniu na dolary amerykańskie, na poziomie 109 dolarów. Traderzy twierdzą, iż to nie koniec i „jeśli sytuacja się utrzyma należy spodziewać się dalszych podwyżek”.
Każdy kolejny dzień zakłóceń zwiększa presję, a w takim scenariuszu praktycznie nie ma górnego pułapu cen w krótkim terminie” – powiedział Reuters Stefano Grasso, były trader energii, w tej chwili starszy menedżer portfela w singapurskim funduszu 8VantEdge Pte.
Rosną zagrożenia dla infrastruktury przemysłu wydobywczego, co oznacza, iż problemy mogą trwać, choćby gdy ataki się zakończą. w tej chwili trwa gwałtowne pozyskiwanie środków obrony przeciwlotniczej, jako iż Iran atakuje dronami. 7 marca irańskie drony zaatakowały Bahrajn i Katar. 8 marca Arabia Saudyjska przechwyciła drony zmierzające w kierunku pola naftowego Shaybah, z którego wydobywa się milion baryłek dziennie.
Jak poinformował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, państwa Zatoki Perskiej zwróciły się do Ukrainy o udostępnienie posiadanych technologii przeciwdronowych i choćby instruktorów do przeszkolenia własnej obrony przeciwdronowej. Zapewnił też, iż takie działania zostaną podjęte, ale nie sprecyzował w jakim wymiarze.
Istotnym problemem jest w tej chwili faktyczna niemożność odblokowania Cieśniny Ormuz. Przeszły przez nią tylko dwa tankowce należące do irańskiej floty cieni i dwa masowce wyczarterowane przez Chiny, co dowodzi, iż Iran ma dokładne informacje o ruchu statków i ich przynależności. Prawdopodobnie otrzymuje je, podobnie jak dane lokalizacyjne do ataków dronami, od rosyjskiego wywiadu zagranicznego SWR.
Zablokowanie Cieśniny doprowadziło tylko w Iraku do spadku produkcji ropy naftowej z około 4,3 mln baryłek dziennie w ostatnim tygodniu lutego do około 1,7-1,8 mln baryłek dziennie obecnie.
Arabia Saudyjska z kolei kieruje bezprecedensowe ilości ropy naftowej na swoje wybrzeże Morza Czerwonego. Jak wynika z danych zebranych przez Bloomberg Economics dostawy z zachodnich terminali wzrosły w pierwszym tygodniu marca do około 2,3 mln baryłek dziennie. Jest to około 50% więcej niż królestwo wysyłało z Morza Czerwonego w dowolnym miesiącu od końca 2016 roku. Z rejonu Zatoki Perskiej w ostatnich miesiącach przed wojną Arabia Saudyjska wysyłała 6 mln baryłek dziennie.
Mimo wprowadzenia przez USA reasekuracji morskiej dla regionu Zatoki Perskiej, z programem który pokryje straty do około 20 mld dolarów „w sposób ciągły”, oraz obiecania systemu konwojowego z eskortą US Navy, armatorzy nie są chętni do posyłania statków do Cieśniny Ormuz. Dla nich koszt ubezpieczenia nie jest głównym powodem spowolnienia ruchu – martwią się o bezpieczeństwo statków i załóg twierdząc, iż potrzebują pełnej eskorty morskiej. Żądają wielonarodowej eskorty Marynarek Wojennych na wzór operacji Prosperity Guardian, koalicji mającej na celu ochronę żeglugi na Morzu Czerwonym. Jednak kraje Zatoki nie porozumiały się jeszcze w tym względzie z Amerykanami. Ponadto okręty Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej musiałyby mieć poza współdziałaniem US Navy także osłonę powietrzną z maszyn USAF, US Navy i izraelskich Sił Powietrznych – Heyl Ha’avir. A to dla państw Zatoki jest trudne politycznie do zaakceptowania.
Tymczasem na chaosie tracą klienci, a zyskują ewentualni dostawcy. choćby ci objęci dotąd sankcjami. Administracja Trumpa zezwoliła Indiom na zakupy rosyjskiej ropy, w tej chwili przechowywanej w pływających magazynach i na rosyjskich tankowcach w regionie.
Waszyngton rozważał również wykorzystanie swoich strategicznych rezerw ropy naftowej, a choćby interwencję na rynkach terminowych.
Na razie jednak członkowie administracji Trumpa bagatelizują możliwość wystąpienia kryzysu naftowego, podczas gdy Trump zbagatelizował obawy dotyczące inflacji, mimo gwałtownego wzrostu cen benzyny w USA.
„To jest dygresja. Spodziewaliśmy się, iż ceny ropy wzrosną, co nastąpi, ale spadną również i to bardzo szybko” – powiedział 7 marca dziennikarzom.
Poza Indiami jednak problemy z dostawami ropy zaczęły odczuwać też i inne uzależnione od importu kraje Azji. W Japonii – która pozyskuje ponad 90% ropy naftowej z tego regionu – rafinerie domagają się możliwości wykorzystania krajowych rezerw ropy naftowej. Inne kraje, w tym Chiny, ograniczyły eksport paliw, aby zachować podaż i utrzymać ceny krajowe pod kontrolą. Jak poinformowała 8 marca południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap, rząd tego kraju rozważa przywrócenie limitu cen ropy po raz pierwszy od 30 lat.
Problemy zaczynają się także w Europie. Francja, Niemcy i Wlk. Brytania doświadczają rekordowego wzrostu cen paliwa lotniczego do 1528 dolarów za tonę, co oznaczałoby 190 dolarów za baryłkę surowej ropy. Taki jest efekt zamknięcia Cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi połowa importu paliwa lotniczego przez kraje Unii Europejskiej i Wlk. Brytanię.
Scenariusz bazowy opracowany przez analityków ING Groep zakłada w tej chwili cztery tygodnie zakłóceń – dwa tygodnie całkowitego zamętu i „dwa tygodnie 50% chaosu” – jak stwierdził w opisie Warren Patterson, dyrektor ds. strategii surowcowej banku w Singapurze.
„Ten scenariusz niekoniecznie oznacza, iż w tym okresie nastąpi całkowite zakończenie konfliktu. Ale jeżeli ataki USA i Izraela ograniczą zdolność Iranu do atakowania statków i wymuszą zamknięcie Cieśniny Ormuz, możemy być świadkami normalizacji przepływów” – dodał.
Jest jednak i scenariusz najbardziej pesymistyczny, zakładający trzymiesięczne całkowite zakłócenie dostaw ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego. Oznaczałby on globalny chaos w przemyśle oraz rekordowy wzrost cen ropy w II kw. obecnego roku. Na razie jednak prawdopodobieństwo jego wystąpienia oceniane jest jako „niewielkie”.

2 godzin temu
















