Wójt Aleksandrowa mówi Wirtualnej Polsce, iż śliwki rozdawane w
biurze Marcina Romanowskiego to darowizna od lokalnych rolników. Dyrektorka tego samego
biura twierdzi coś przeciwnego: owoce kupił sam poseł. WP ma nagranie obu rozmów. Ostatecznie nikt nie potrafi wyjaśnić, kto zapłacił za akcję promującą polityka ukrywającego się przed polskimi organami ścigania.