„Degradacja” struktury rynku rolnego

1 godzina temu
Umowa z krajami Mercosur już zaczyna obowiązywać i od razu pojawiają się pierwsze zgrzyty. Czy te rozporządzenia i zapowiadane blokady importu żywności ze śladami pestycydów niedopuszczonych do obrotu w UE cokolwiek realnie zmienią?
– Trudno dziś mówić o spokoju w tej sprawie, bo im bardziej zagłębiamy się w szczegóły, tym bardziej widać, iż to nie jest temat zamknięty, tylko dopiero otwierający długą i bardzo ostrą debatę. Formalnie umowa handlowa z krajami Mercosur została uruchomiona, a wraz z nią pojawiły się deklaracje o ochronie rynku europejskiego, w tym zapisy dotyczące blokowania produktów zawierających niedozwolone w UE środki ochrony roślin. Tyle teoria. W praktyce jednak coraz więcej ekspertów i przedstawicieli branży rolniczej mówi wprost, iż to może być bardziej polityczna zasłona dymna niż realne narzędzie kontroli. Bo jeżeli spojrzeć na konstrukcję samej umowy i to, jak była doprecyzowywana to jest to śmiech na Sali. Szczególnie w okolicach wiosny otrzymywaliśmy informacje o jej fatalnych zapisach. Widać wyraźnie, iż najważniejsze decyzje dotyczące przepływu towarów w dużej mierze zostały przesunięte poza klasyczny mechanizm kontroli państw członkowskich – będą się tym zajmować Latynosi. Chodzi nie tylko o mięso, które najczęściej pojawia się w publicznej dyskusji, ale również o inne segmenty, ale ostatnio głośno jest o wołowinie. W obiegu pojawiają się informacje o znaczących wolumenach importu. Do tego dochodzą jeszcze tzw. produkty przetworzone czy uszlachetnione, które formalnie spełniają inne kategorie celne i przez to mogą łatwiej wchodzić na rynek unijny.
Idź do oryginalnego materiału