Elektryczny przedni WOM do Ursusa C-360? Proszę bardzo

2 godzin temu

Jeszcze kilka lat temu elektryczny WOM brzmiał jak coś z folderu „rolnictwo 2050”. Dziś? Coraz bardziej wygląda na to, iż ta przyszłość powoli podjeżdża na podwórko – i to bez dymu z rury wydechowej. Oto elektryczny WOM. I tak, może być do Ursusa.

Kiedy holenderska firma Zuidberg bierze się za temat wałka odbioru mocy napędzanego prądem, to wiadomo, iż nie chodzi o ciekawostkę dla inżynierów, tylko o coś, co ma szansę trafić pod strzechy. Albo przynajmniej pod wiaty maszynowe.

WOM na prąd – czyli jak to działa?

Zasada jest prosta, choć wykonanie już mniej. Zamiast klasycznego napędu mechanicznego od silnika, mamy silnik elektryczny, który napędza WOM. Taki układ można: podłączyć bezpośrednio do akumulatora ciągnika elektrycznego albo zasilić z generatora napędzanego silnikiem spalinowym. Czyli choćby jeżeli ktoś nie ma jeszcze „pełnego elektryka”, temat nie jest zamknięty.

Kompaktowe ciągniki na celowniku

Na razie największy sens ten wynalazek ma w mniejszych maszynach – kompaktowych ciągnikach i nośnikach narzędzi. Tam elektryfikacja postępuje najszybciej, a zapotrzebowanie na napęd narzędzi… wcale nie maleje.

Bo prawda jest taka: możesz mieć najnowocześniejszy ciągnik elektryczny, ale jeżeli nie uruchomisz kosiarki, zamiatarki czy frezu – to kilka z tego wynika. Elektryczny WOM ma właśnie rozwiązać ten problem i pozwolić korzystać z normalnych, znanych maszyn.

6000 obr./min kontra rzeczywistość

Diabeł – jak zwykle – tkwi w szczegółach. Silniki elektryczne lubią wysokie obroty. Problem w tym, iż maszyny rolnicze już nie bardzo. Tu pojawia się największe wyzwanie, z którym zmierzył się Zuidberg: silnik elektryczny: około 6000 obr./min, a potrzebne na WOM: 1000 obr./min.

Rozwiązanie? Dwustopniowa przekładnia z podwójnym zestawem kół zębatych. Proste? Na papierze tak. W praktyce to już precyzyjna robota, gdzie liczy się trwałość, sprawność i… hałas.

Cisza ma znaczenie

W ciągniku spalinowym wiele rzeczy „ginie” w ogólnym hałasie. W elektrycznym – wręcz przeciwnie. Każdy dźwięk przekładni, każdy świst zębatek jest słyszalny jak na dłoni. Dlatego ograniczenie hałasu w elektrycznym WOM-ie to nie fanaberia, tylko konieczność. Bo inaczej zamiast komfortu pracy dostajemy „śpiew przekładni” przez cały dzień.

Było na targach, ale do sklepu jeszcze daleko

Elektryczny WOM nie jest już tylko szkicem na serwetce. Drugi prototyp pokazano na Agritechnica i – co ważne – temat się rozwija.

Na razie jednak: realizowane są rozmowy z producentami ciągników (OEM), rozwiązanie ma trafiać najpierw do nowych maszyn, a na zestawy do samodzielnego montażu trzeba jeszcze poczekać.

Choć – jak pokazuje historia klasycznych przednich WOM-ów – jeżeli jest zapotrzebowanie, to prędzej czy później pojawi się też wersja „do dołożenia”. choćby do poczciwego Ursusa.

Co dalej? Prąd wchodzi głębiej

Ciekawostka na koniec: Zuidberg pracuje nie tylko nad WOM-em, ale też nad elektrycznym napędem pomp hydraulicznych. Czyli powoli cały układ napędowy maszyn zaczyna odchodzić od mechaniki na rzecz elektryki. I tu robi się naprawdę interesująco.

Gadżet czy kierunek?

Na razie elektryczny WOM to jeszcze nowość – trochę pokaz technologii, trochę zapowiedź zmian. Ale jeżeli spojrzeć na tempo rozwoju elektrycznych maszyn, to można się spodziewać jednego: to nie jest chwilowa moda.

Tak jak kiedyś przedni WOM był ciekawostką, a dziś jest narzędziem pracy, tak samo elektryczna wersja może za kilka lat być czymś zupełnie normalnym. A wtedy zamiast pytania „czy to działa?” pojawi się inne, dużo bardziej rolnicze:

ile to wytrzyma i ile spali… a adekwatnie – ile zużyje prądu.

Idź do oryginalnego materiału