Niespełna 300 hektarów upraw, produkcja nasienna, kanał p0sione i park maszynowy budowany przez lata. Robert Szymczak, właściciel firmy Nasiona Szymczak, ma czym przyciągnąć uwagę rolników, ale w rozmowie dla Kanału Rolniczego PL nie zatrzymuje się przy maszynach. Dużo częściej wraca do następcy, wody, wiedzy i pytania: co naprawdę decyduje o przyszłości gospodarstwa?
Syn ma przejąć gospodarstwo. Ojciec mówi: dobrze się zastanów
– Gospodarstwo nie jest najcenniejsze, co posiadamy. Najcenniejsze są nasze rodziny, a zwłaszcza nasi następcy – mówi Robert Szymczak.
Gospodarstwo prowadzi wspólnie z rodziną. Myśli o sukcesji, ale nie traktuje jej jak formalności. Synowi, który ma w przyszłości przejąć gospodarstwo, powtarza, żeby dobrze się zastanowił.
– Nikodemowi, który ma przejąć gospodarstwo, mówię niejednokrotnie: ty się dobrze zastanów, czy ty na pewno w to chcesz iść – przyznaje.
Rolnictwo nazywa ciężkim kawałkiem chleba. Trzeba znać przepisy, rozumieć pole, pilnować terminów i pracować z czymś, czego nie da się w pełni kontrolować.
– Do tego mamy fabrykę pod gołym niebem – mówi.
Woda potrafi zmienić rachunek
W Wielkopolsce jedną z takich zmiennych jest woda. Szymczak nie ukrywa, iż technologię można zaplanować ambitnie: wysokie nawożenie, dobra ochrona, wysoki cel plonowania. Tyle iż o wyniku często decyduje czynnik, którego nie da się zamówić.
– Dajemy wysokie nawożenie, dobrą ochronę, ale nagle się okazuje, iż czynnikiem ograniczającym jest woda – tłumaczy.
Dlatego nie patrzy na plon wyłącznie jak na wynik do pobicia. Wysoki plon może dobrze wyglądać w rozmowie, ale nie zawsze oznacza najlepszy rachunek dla gospodarstwa.
– Wysokie plony to nie jest zawsze recepta na sukces – mówi Szymczak.
Odmiana to nie cała odpowiedź
Podobnie ostrożnie podchodzi do odmian. Gdy rolnicy rozmawiają o plonie, gwałtownie pada pytanie: jaka odmiana? Szymczak uważa, iż to za mało. Trzeba jeszcze zapytać o deszcz, przedplon, termin siewu, nawożenie, ochronę i warunki na konkretnym polu.
Przy domu mogło padać, a kilka kilometrów dalej już nie. Jedna odmiana mogła lepiej trafić w termin, druga w przedplon, trzecia w sposób nawożenia. Bez tego kontekstu łatwo wyciągnąć z plonu wniosek, który w następnym sezonie już się nie sprawdzi.
Największy kapitał nie zawsze widać na polu
Szymczak wraca też do tego, co wyniósł z domu. Nie zaczyna od ziemi ani sprzętu. Za największy kapitał uznaje sposób myślenia, który przekazał mu ojciec.
– Największym moim kapitałem wcale nie są te pola. Tylko ta świadomość, którą mi ojciec dał – mówi.
Chodzi o szukanie, uczenie się i brak spokoju, który każe pytać: czy choćby dobrą rzecz da się zrobić lepiej. Ten sposób myślenia widać przy odmianach, płodozmianie, obserwacji pola i technologii uprawy. Szymczak mówi o bezorce, uprawie pasowej i głębokim depozycie fosforu, ale nie sprzedaje żadnej metody jako lekarstwa na wszystko.
– Nie ma cudów. Nie ma jednej zarąbistej technologii – mówi.
Błąd za 20 tys. czy za 200 tys.?
Wątek następcy wraca przy błędach. Szymczak uważa, iż dziecko musi uczyć się gospodarstwa w praktyce. jeżeli coś zrobi źle, ojciec powinien wytłumaczyć, co poszło nie tak, zamiast robić z każdej pomyłki tragedię.
– Lepiej niech popełni błąd teraz pod okiem ojca za 20 tysięcy, niż później jako dorosły za 200 tysięcy – mówi.
Za tym stoi prosta myśl: gospodarstwo można powiększać, unowocześniać i dopracowywać przez lata, ale same hektary nie wychowają następcy. Można dbać o pole, maszynę, odmianę i każdy zabieg, a jednocześnie przegapić człowieka, który kiedyś ma wziąć za to wszystko odpowiedzialność.
U Szymczaka plon, ziemia i sprzęt mają znaczenie. Tylko nie są końcem rozmowy. Bez wiedzy, uważności i następcy, który będzie chciał wejść w gospodarstwo świadomie, same liczby nie wystarczą.
Źródło: Kanał Rolniczy PL

2 godzin temu














