Rosnące koszty produkcji, presja cenowa i trudności z utrzymaniem rentowności zmuszają europejską branżę wieprzowiny do poszukiwania nowych rozwiązań. Coraz częściej mówi się nie o zwiększaniu pogłowia, ale o produkcji mięsa, za które konsumenci są gotowi zapłacić więcej. Przykłady z Wielkiej Brytanii, Włoch i Francji pokazują, iż jakość i pochodzenie mogą zwiększać wartość produktów. W Polsce podobną rolę ma odgrywać system QAFP. Problem w tym, jak sprawić, aby wyższa cena na sklepowej półce oznaczała również większe pieniądze dla hodowcy.
Hodowcy świń mają dość produkcji bez zysku. Europa szuka nowego rozwiązaniaProdukcja na dużą skalę nie gwarantuje już rentowności
Europejski sektor trzody chlewnej stoi przed wyzwaniem, którego nie da się rozwiązać wyłącznie poprzez zwiększanie produkcji. Rosnące wymagania, koszty utrzymania zwierząt i presja ze strony rynku sprawiają, iż producenci muszą szukać innych sposobów poprawy opłacalności.
Coraz większego znaczenia nabierają systemy jakości, identyfikowalność pochodzenia mięsa, określone standardy chowu oraz rozwój produktów o wyższej wartości dodanej.
Podstawowe pytanie brzmi jednak: czy za lepszą jakość więcej zarobi nie tylko przetwórca i sprzedawca, ale również rolnik?
Doświadczenia z kilku europejskich rynków pokazują zarówno możliwości, jak i ograniczenia takiego modelu.
Brytyjczycy płacą więcej za wieprzowinę z wyróżnionych systemów chowu
Ciekawe dane przedstawiła we wrześniu 2026 roku brytyjska organizacja AHDB. Przeanalizowała rynek produktów wieprzowych pochodzących z systemów chowu określanych jako outdoor-bred (ODB), związanych z utrzymywaniem zwierząt na zewnątrz na określonym etapie produkcji.
Średnia cena detaliczna takich produktów wynosiła 11,18 funta za kilogram, podczas gdy średnia dla całej kategorii wieprzowiny sięgała 7,43 funta za kilogram.
Oznacza to różnicę wynoszącą około 50 proc.
Co istotne, nie jest to wyłącznie produkt dla niewielkiej grupy odbiorców. Według AHDB niemal dwie trzecie brytyjskich gospodarstw domowych kupuje produkty zaliczane do kategorii ODB.
Największą popularnością cieszą się kiełbasy i inne przetwory wieprzowe.
Wyższa cena detaliczna nie oznacza jednak automatycznie wyższego zysku hodowcy. Produkcja w wyróżnionym systemie może generować dodatkowe koszty, a o podziale wartości uzyskiwanej ze sprzedaży decydują również warunki współpracy z przetwórcami i handlem.
Włosi stawiają na wartość dodaną. Branża warta miliardy euro
Podobny kierunek zmian jest widoczny we Włoszech.
Podczas konferencji zorganizowanej przez ASSICA, organizację zrzeszającą producentów wędlin, wskazano na potrzebę dostosowania sektora do zmieniających się preferencji konsumentów i rosnącej konkurencji.
Według zaprezentowanych analiz włoski łańcuch produkcji, przetwórstwa i dystrybucji wieprzowiny generuje około 18,8 mld euro wartości dodanej.
Dane te pokazują ekonomiczne znaczenie całego sektora oraz możliwości rozwijania produktów wyróżniających się jakością, pochodzeniem i stopniem przetworzenia.
Włoska branża dostrzega, iż o konkurencyjności nie musi decydować wyłącznie ilość sprzedawanego mięsa. Równie istotne może być budowanie wartości produktu na kolejnych etapach łańcucha dostaw.
Francja ostrzega: jakość nie może oznaczać nieuzasadnionych kosztów
Nieco inne podejście prezentuje francuska organizacja branżowa INAPORC.
Jej prezes Philippe Bizien w wywiadzie z 2025 roku podkreślał znaczenie jakości, ale jednocześnie przestrzegał przed narzucaniem wymagań, które mogłyby sztucznie zwiększać koszty produkcji.
W jego ocenie rozwój produktów w systemie jakości Label Rouge powinien wynikać przede wszystkim z rzeczywistego zapotrzebowania konsumentów.
Francuzi rozwijają również oznaczenie „Le Porc Français”, które pozwala konsumentom identyfikować produkty pochodzące z krajowego łańcucha produkcji.
To przykład budowania przewagi rynkowej poprzez podkreślanie pochodzenia wieprzowiny, bez konieczności opierania konkurencyjności wyłącznie na wielkości produkcji.
Polska: 30 proc. pogłowia w systemie QAFP
Podobne działania są prowadzone również w Polsce. Jak wskazuje Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego (UPEMI), krajowe systemy jakości rozwijają się w tej chwili szybciej niż w poprzednich latach.
Jednym z nich jest QAFP, czyli system gwarantowanej jakości żywności.
Według danych przedstawionych przez UPEMI chów zgodny z wymaganiami QAFP obejmuje 30 proc. krajowego pogłowia trzody chlewnej, a produkty oznaczone tym certyfikatem są dostępne w ponad 19 tys. placówek handlowych.
Istotną rolę w rozwoju systemu odgrywają płatności dobrostanowe powiązane z krajowymi systemami jakości.
– Dzięki temu hodowcy otrzymali dotychczas kilkadziesiąt mln złotych. W ten sposób ograniczamy dodatkowe obciążenia ekonomiczne hodowców wynikające ze spełniania podwyższonych wymagań produkcyjnych – wskazuje Wiesław Różański.
Jak podkreśla prezes UPEMI, rozwiązania te powstały m.in. dzięki współpracy organizacji branżowej z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Wsparcie finansowe ma ograniczać koszty uczestnictwa w systemach jakości. Nie rozwiązuje jednak całego problemu opłacalności produkcji.
19 tysięcy sklepów to dopiero początek. Kluczowa decyzja zapada przy półce
Samo wyprodukowanie mięsa zgodnie z określonym standardem nie wystarczy, aby uzyskać wyższą cenę.
Potrzebny pozostało konsument, który rozpozna oznaczenie jakości i zdecyduje się na zakup.
Jak wskazano w analizach przedstawionych podczas konferencji ASSICA, 40 proc. decyzji zakupowych podejmowanych jest bezpośrednio w sklepie.
To oznacza, iż duże znaczenie ma sposób prezentacji produktów certyfikowanych, ich dostępność oraz kooperacja producentów z sieciami handlowymi.
W przypadku polskiego systemu QAFP kolejnym wyzwaniem jest więc nie tylko zwiększanie liczby gospodarstw uczestniczących w systemie, ale również rozwijanie sprzedaży mięsa oznaczonego certyfikatem.
Najważniejsze, aby dodatkowa wartość uzyskiwana na rynku mogła przełożyć się na wynagrodzenie rolników spełniających wyższe wymagania produkcyjne.
Hodowca musi zarabiać na jakości. Inaczej system nie zadziała
Zdaniem prezesa UPEMI przyszłość polskiego sektora trzody chlewnej nie może opierać się wyłącznie na zwiększaniu liczby produkowanych świń.
– Nie wystarczy produkować więcej, o ile nie potrafimy uzyskać odpowiedniej wartości produkcji – zaznacza Wiesław Różański.
Jak wyjaśnia, krajowe systemy jakości pozwalają budować rozpoznawalność polskiej wieprzowiny i rozwijać współpracę z handlem. Dotychczasowe wsparcie dobrostanowe stworzyło mechanizm rekompensowania części dodatkowych kosztów ponoszonych przez hodowców.
Teraz potrzebny jest kolejny etap.
– Kolejnym krokiem powinno być stworzenie mechanizmów rynkowych, dzięki którym jakość będzie przekładała się na wyższą wartość sprzedaży, która trafi również do gospodarstw – podkreśla prezes UPEMI.
Według organizacji takie rozwiązanie mogłoby zachęcać do inwestowania w produkcję oraz wspierać odbudowę krajowego pogłowia trzody chlewnej.
Czy jakość stanie się sposobem na poprawę opłacalności trzody chlewnej?
Przykłady z europejskich rynków pokazują, iż wyróżnianie wieprzowiny ze względu na jakość, pochodzenie i standardy chowu może być sposobem na zwiększanie wartości produktów.
Jednak wyższa cena mięsa w sklepie nie jest równoznaczna z wyższą opłacalnością produkcji świń. Ostateczny efekt zależy od kosztów spełniania wymagań, popytu na produkty certyfikowane oraz zasad podziału przychodów w całym łańcuchu dostaw.
Dla polskich hodowców najważniejsze będzie więc to, czy systemy takie jak QAFP pozwolą uzyskiwać rzeczywistą premię rynkową, a nie tylko korzystać z dodatkowych płatności.
Bo jakość może stać się przewagą konkurencyjną polskiej wieprzowiny, ale pod jednym warunkiem – musi opłacać się również temu, kto produkuje żywiec.

1 godzina temu
















