To pytanie wraca na forach, w komentarzach i przy wiejskich warsztatach częściej niż „ile pali?”. I nic dziwnego. MTZ-82 to ciągnik, który w wielu gospodarstwach przeżył już dwie epoki, pięciu właścicieli i kilka mód na nowoczesność. A jego sercem od zawsze był ten sam, dobrze znany silnik D-240.
No dobrze – ale ile on tak naprawdę wytrzyma bez remontu? To pytanie nie jest oczywiste, bo nie można dziś podejść do niego w sposób, jaki znamy z nowoczesnych jednostek napędowych.
Po pierwsze dlatego, iż ta konstrukcja ma już kilkadziesiąt lat, a po drugie dlatego, iż ze świecą szukać silników, które jeszcze nie miały remontu generalnego.
Silnik, który nie wiedział, iż ma się zepsuć
Zastosowany w MTZ-cie 80-konny silnik D-240 powstał po głębokiej modernizacji starszego, 50-konnego D-50, znanego jeszcze z początku lat 60. Krążyły legendy, iż jego rodowód prowadzi gdzieś zza Atlantyku – i coś w tym jest, bo filozofia konstrukcji była typowo „zachodnia”: ma być prosto, solidnie i bez kombinowania.
To niewysilona, prawie pięciolitrowa jednostka, która nie goniła za mocą, tylko za momentem i trwałością. I właśnie to jest jej największą zaletą. Duży skok tłoka (większy niż średnica tłoka, a taka konfiguracja daje spory moment obrotowy) niskie obroty nominalne, żeliwny blok – wszystko tu zaprojektowano tak, jakby konstruktorzy z góry zakładali, że:
- olej będzie „jaki jest pod ręką”,
- paliwo bywa podejrzanego pochodzenia,
- a woda w chłodnicy… czasem się zapomni.
Głowica silnika MTZ-82 . fot. Adam ŁadowskiI wiecie co? Ten silnik to znosił
Znam – i nie tylko ja – MTZ-y z końca lat 70. i połowy lat 80., które bez remontu głównego silnika przepracowały ponad 15 000 motogodzin, a choćby więcej. I choćby dziś jest to dobry wynik, a co dopiero 40 lat temu.
I nie były to maszyny z muzeum, tylko ciągniki pracujące w polu, często bez litości, przy niskiej kulturze technicznej ich obsługi. I jeżeli się zastanawiacie, to tak, były to te z pięcioma pierścieniami na tłoku.
Na marginesie: w latach późniejszych, a szczególnie w 90. XX wieku, jakość tych jednostek napędowych znacząco spadła, ale to już zupełnie inna opowieść, a przyczyna ma inne źródło. Jednak zacznijmy od budowy D-240.
Blok silnika MTZ-82 był pancerny, fot. Adam ŁadowskiBlok silnika – fundament długowieczności
Blok D-240 to kawał żeliwa, który spokojnie mógłby służyć jako fundament pod altankę. Mokre tuleje cylindrowe osadzone w nim na grubych oringach, pozwalały na remont bez rozwiercania bloku, a sama konstrukcja była odporna choćby na wysoce nieumiejętne użytkowanie.
To silnik, który:
- odpalał na paliwie, którego nowoczesny common-rail by nie przeżył,
- tolerował kiepski olej,
- potrafił pracować dłuższy czas bez wody, ku przerażeniu dzisiejszych mechaników.
Krótko mówiąc: naprawdę trudno było go zabić.
Uszczelka głowicy – wróg numer jeden (czasem)
Paradoksalnie, jednym z niewielu słabych punktów D-240 bywała… ludzka ręka. A dokładniej – kiepski mechanik.
Uszczelka głowicy ciągnika MTZ-82 z widocznymi plastikami, fot. Adam ŁadowskiUszczelka głowicy w MTZ-cie wyposażona jest w specjalne plastikowe (teflonowe) wkładki, których nie wolno docinać, poprawiać ani „dopasowywać na oko”. A jednak – ilu mechaników, tyle interpretacji.
Źle założona uszczelka potrafiła doprowadzić do problemów, których sam silnik by się nie powstydził… gdyby miał sumienie. O poprawnym montażu tej uszczelki możecie przeczytać w osobnym artykule – i będzie to artykuł ku przestrodze.
Rozruch, czyli jak MTZ doprowadzał do szału operatora
Jeżeli jest coś, co doprowadzało użytkowników MTZ-82 do szału, to było to zapalanie – szczególnie zimą przy mrozach.
Przez długie lata ciągnik wyposażony był w instalację 12-woltową z dwoma akumulatorami 6 V 215 AH, a później choćby 6V 230 AH. Mocarny oryginalny rozrusznik kręcił dzielnie, ale… silnik zimą nie zawsze chciał współpracować.
Dlaczego? Bo D-240, mimo dość wówczas nowoczesnego wtrysku bezpośredniego, nie miał świec żarowych jakie dziś znamy . Zamiast tego zastosowano rozwiązanie rodem z lat 30. XX wieku – świecę elektropłomieniową.
Świeca elektropłomieniowa silnika MTZ-82. Widoczny elektromagnes, a żarnik ukryty jest w koszyczku, fot. Adam ŁadowskiŚwieca elektropłomieniowa – ogień w kolektorze i główny wróg silnika
To urządzenie było równie genialne, co kapryśne. W teorii fantastyczne, ale praktyka, a szczególnie zaniedbania w obsłudze, doprowadzały użytkownika do furii, a silnik często do… remontu generalnego.
Owo urządzenie składało się z:
- spirali grzejnej,
- metalowego zbiorniczka na paliwo,
- zaworu otwieranego elektromagnesem podczas rozruchu.
I tu ważna rzecz, o której wielu zapomniało:
do zbiorniczka lejemy tylko NAFTĘ.
Nie ropę. Nie denaturat. Nie benzynę. Nie „co było pod ręką”.
Podczas rozruchu spirala się nagrzewała, a zasysana ze zbiornika nafta zapalała się o spiralę i żywy ogień trafiał do cylindrów, pomagając zapalić mieszankę paliwowo-powietrzną. Brzmi jak szaleństwo? Być może. Ale gdy działało – działało świetnie.
Problem zaczynał się wtedy, gdy:
- świeca była niesprawna,
- spirala się przepaliła,
- albo – co gorsza popękała – a jej fragmenty wydostały się z ochronnego koszyczka i wleciały prosto do komory spalania któregoś z cylindrów.
Wtedy robiło się naprawdę drogo. Twarde kawałki wolframowej spirali potrafiły zniszczyć zawory, tłoki i pierścienie, zostawiając po sobie mechaniczny odpowiednik znaku „c”. Pieczęć zniszczenia.
No dobrze – wróćmy do pytania: Ile wytrzyma silnik MTZ-82?
Wracając do pytania z tytułu.
Stary silnik D-240 w MTZ-82 potrafi wytrzymać bardzo dużo.
15 000 motogodzin bez remontu to nie legenda, tylko fakt. A po remoncie – kolejne tysiące, ale nie zawsze, bo:
Warunki są proste:
- regularna zmiana oleju (niekoniecznie najlepszy, ale regularnie najlepiej co 250-300 mth),
- regularnie czyszczony i sprawny wirnikowy filtr oleju. Tu uwaga na siatkę i jej marną trwałość.
- poprawnie złożona uszczelka pod głowicę
- sprawny układ rozruchu.
Jeśli to zapewnimy, D-240 odwdzięczy się tym, iż będzie pracował wtedy, gdy inne silniki już dawno by się poddały. I właśnie dlatego MTZ-82 do dziś spotyka się w polu. Bo jego silnik nie wiedział, iż kiedyś miał się zepsuć.
A ile przepracowały wasze stare MTZ-y bez remontu? Pochwalcie się tym w komentarzach.

9 godzin temu















