Jedna noc, brak prądu i mróz. Dorobek życia zniszczony

2 godzin temu

Jedna noc, jedna awaria i totalna katastrofa. Dramat w Dubielnie

Jedna noc mrozu wystarczyła, by zniszczyć dorobek całego życia. Do ogromnej tragedii doszło w miejscowości Dubielno niedaleko Chełmży (woj. kujawko-pomorskie). Ponad dwudziestostopniowy mróz uszkodził linię energetyczną. Przez kilka godzin gospodarstwo specjalizujące się w produkcji ogórków szklarniowych nie miało zasilenia elektrycznego. Potężne szklarnie nie mogły być ogrzewane. Temperatura w obiektach bardzo gwałtownie spadła grubo poniżej zera. Doszło do zamarznięcia wody w systemie ogrzewania oraz rozerwania rur, w których powinna płynąć ciepła woda.

Noc, która przesądziła o wszystkim

Gospodarstwo przestało otrzymywać energię elektryczną w niedzielę po godz. 20.00. Rolnik natychmiast zgłosił ten fakt, dzwoniąc na numer alarmowy firmy energetycznej.

– Osoba, która odebrała była zdziwiona, iż w naszej wsi nie ma prądu. Usłyszałem na początku, iż przerwa potrwa maksymalnie godzinę i wszystko wróci do normy. Podobno jakaś gałąź spadła na linię odpowiadającą za dostarczanie prądu i dlatego zasilanie zostało odcięte. Naiwnie uwierzyłem, iż po jednej godzinie wszystko wróci do normy. Niestety kolejne mijały i nic się nie zmieniało. Sytuacja w szklarniach stawała się coraz bardziej dramatyczna. Na zewnątrz odczuwalna temperatura w środku nocy sięgała – 23 °C – mówi Paweł Sikorski, który prowadzi gospodarstwo ogrodnicze.

Bez prądu, bez pomocy, bez wyjścia. Dramatyczna walka z czasem

Kolejne telefony do służb dostawcy energii nie przynosiły skutku. Kłopot polegał na tym, iż w szklarniach została wysiana nowa partia ogórków. Koszt specjalnego materiału siewnego wynosi około 70 tys. zł. Ogórki wzrastają w specjalnych instalacjach. Mają one system dostarczania składników odżywczych oraz wody. Jest tam także złożony system ogrzewania. Aby produkcja ogórków mogła odbywać się w warunkach zimowych szklarnie przez całą dobę są ogrzewane. Ciepło dostarczane jest przez duży piec o mocy 3 MWt, który zasilany jest miałem. W ciągu doby zużywa on 7 ton tego paliwa. W nocy z niedzieli na poniedziałek firma energetyczna nie była w stanie przywrócić zasilania elektrycznego. Było ono niezbędne do prawidłowego działania instalacji grzewczej. Aby ciepło mogło być dostarczane do szklarni, których łączna powierzchnia wynosi ponad 1 ha konieczny jest prąd elektryczny. Za krążenie wody w układzie odpowiada odpowiedni zestaw pomp, które rozprowadzają podgrzaną w piecu wodę. Niestety pompy zasilane są elektrycznie. Kiedy nie było prądu woda przestała krążyć w układzie ogrzewania. Ogórki w normalnych warunkach wzrastają w szklarni, w której wnętrzu temperatura powietrza wynosi około 20 °C.

„Dzwoniłem wszędzie, błagałem o agregat”

– O godz. 3.47 na zewnątrz przy zabudowaniach mojego gospodarstwa było choćby – 25 °C. W tamtym momencie w szklarniach temperatura spadła do – 7 °C. To oznaczało, iż świeżo wysiane ogórki do niczego się nie będą nadawać. Zwyczajnie zmarzły. Była noc a ja szukałem pomocy, gdzie tylko mogłem. Prosiłem firmę energetyczną o dostarczenie agregatu prądotwórczego jednak moje błagania o pomoc nie przyniosły żadnego skutku. Próbowałem też pomoc uzyskać w straży pożarnej. OSP w naszej wsi nie dysponuje agregatem, a w Państwowej Straży Pożarnej poinformowano mnie, iż mam się zgłosić do firmy energetycznej, bo ten problem ich nie dotyczy – wspomina Paweł Sikorski.

Lód zaczął strzelać z rur. Pękały całe instalacje

To nie był koniec dramatu, ponieważ woda w instalacji ogrzewania nie krążyła i nie była podgrzewana. Zamarzła w układzie a temperatura w szklarniach tak bardzo spadła poniżej zera, iż lód zwiększając swoją objętość zaczął rozsadzać jej elementy. Popękały rury i przewody. Ciśnienie wewnątrz tak bardzo się zwiększyło, iż kawałki lodu rozszywające metalowe elementy wystrzeliwały niczym pociski niszcząc w wielu miejscach szklane pokrycie dachowe i elementy oświetlania oraz wentylacji.

1 z 15
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak
Fot. Tomasz Ślęzak

Straty i brak perspektyw. „Nie mam już z czego produkować”

Po wielu godzinach zasilanie elektryczne zostało przywrócone jednak dla szklarni było zbyt późno. Naprawa instalacji kosztować może choćby kilka mln zł. – W moim gospodarstwie wydarzyła się tragedia. Zostałem bez środków do prowadzenia dalszej produkcji. Zgłosiłem całe zdarzenie w biurze obsługi klienta firmy energetycznej. Powiedziano mi, iż mam zgłosić reklamację a oni mają 30 dni na jej rozpatrzenie. Tylko, iż ja nie mogę tyle czekać. Zima trwa dalej w nocy temperatura cały czas spada grubo poniżej 0°C. Ja nie mogę czekać chciałbym działać, ratować co się da, dokonywać napraw, gromadzić materiały tylko, iż ja nie mam na to środków, nie ma też innej służby lub instytucji, do której mógłbym się zwrócić o pomoc – mówi Paweł Sikorski.

Ogórki w szklarni nie są uprawiane w tradycyjnej glebie. Nasiona umieszczane są w specjalne formy z wełny mineralnej, otwory nasienne są uzupełniane perlitem. Są do nich doprowadzane składniki odżywcze oraz woda. Przy stanowiskach z nasionami znajdują się układy które zapewniają ogrzewanie kiełkujących nasion oraz wodę i odżywki. Aby ogórki mogły wytworzyć fazę wzrostu trzech liści w szklarni temperatura powietrza musi wynosić co najmniej 20 °C. Obiekty ogrzewane są cały rok choćby latem, ponieważ konieczne jest podgrzewanie wody do temperatury 17°C tak aby nie narażać roślin na szok termiczny spowodowany podaniem zbyt zimnej wody podczas podlewania.

Instalacje nie wytrzymały skrajnych temperatur

Siarczysty mróz doprowadził do rozerwania układów w wielu miejscach na terenie szklarni. Sytuację dodatkowo utrudnia słoneczna pogoda mimo dużych mrozów (w ciągu dnia temperatura powietrza wynosi -8/-10°C). Słońce powoduje nagrzewanie się szklarni przez co temperatura rośnie i jest dodatnia co powoduje rozmarzanie pozostałych w instalacji płynów i ich ponowne zamarzanie nocą.

Lata walki z ubezpieczycielem. To nie pierwsza katastrofa

Szklarnia nie mogła być ubezpieczona. Towarzystwa oferują polisy ochrony najczęściej upraw przed ryzykiem wystąpienia między innymi huraganu, ujemnych skutków przezimowania, przymrozków wiosennych czy też gradu oraz deszczu nawalnego.

Rolnik w 2018 roku prowadził szklarniową produkcję pomidorów. Zainwestował ogromne środki na potrzeby przygotowania odpowiedniego wyposażenia pozwalającego na utrzymanie i rozwój plantacji. Niestety wystąpiły intensywne opady deszczu połączone z obfitym gradem.

Szklany dach został zupełnie zniszczony. W środku obiektu znalazło się 65 ton szkła, które trzeba było wywieźć i poddać utylizacji. Szklarnie były ubezpieczone w bardzo znanym zakładzie ubezpieczeniowym. Uznał on, iż odszkodowanie się nie należy, ponieważ nie wystąpiły opady gradu i deszcz nawalny. Rolnik z decyzją się nie zgodził i sprawę zgodnie z przysługującym mu prawem skierował do Sądu. W pierwszej instancji rolnik udowodnił, iż pogodowe żywioły wystąpiły jednak zakład także skorzystał ze swojego prawa i odwołał się do Sądu drugiej instancji. Sprawa dalej więc trwa a odszkodowania za zniszczoną szklarnię nie udało się jeszcze uzyskać.

– Skoro ubezpieczenie nic nie daje, tylko trzeba o odszkodowanie przez wiele lat walczyć w Sądach postanowiłem nie ubezpieczać odnowionych szklarni, bo to nic i tak nie daje. Nie wiem zresztą czy jest towarzystwo oferujące polisę, która chroniłaby przed skutkami braku dostarczania prądu przez firmę energetyczną. W wyniku gradu musiałem zmienić profil produkcji. Nawalny deszcz doprowadził do wycieku paliwa i zatrucia ziemi w szklarni. To dlatego musiałem przestawić się na produkcję ogórków – wyjaśnia Paweł Sikorski, przytaczając katastrofę, która miała miejsce lata temu.

Gospodarstwo mogłoby zostać uratowane jedynie w przypadku natychmiastowej reakcji firmy energetycznej, która dostarcza energię elektryczną. Wypłata odszkodowania lub pomoc w kosztownej naprawie mogłoby doprowadzić do wznowienia możliwości produkcyjnych gospodarstwa.

Tygodnik Poradnik Rolniczy poprosił biuro prasowe firmy energetycznej o komentarz do tej sprawy, udostępniając link do strony z artykułem oraz materiał video. Zapytano także, czy firma pokryje straty w gospodarstwie spowodowane brakiem zasilania elektrycznego.

Odpowiedź opublikujemy niezwłocznie po jej otrzymaniu.

Idź do oryginalnego materiału