KE znosi cła, Rosja zaciera ręce? Branża nawozowa ostrzega przed zalewem importu

2 godzin temu

Z pozoru to dobra wiadomość dla rolników: Komisja Europejska chce czasowo zawiesić cła na wybrane nawozy, by obniżyć ich ceny przed sezonem. Jednak w cieniu tej decyzji narasta poważny konflikt. Polski przemysł nawozowy ostrzega, iż skutkiem może być zalew rynku tanimi nawozami z Rosji i trwałe osłabienie krajowej produkcji. A to – jak podkreślają przedstawiciele branży – uderzy w rolników z opóźnieniem, ale ze zdwojoną siłą.

KE znosi cła, Rosja zaciera ręce? Branża nawozowa ostrzega przed zalewem importu

KE chce gwałtownie znosić cła

Komisja Europejska zaproponowała tymczasowe zawieszenie ceł na mocznik i amoniak, najważniejsze surowce do produkcji nawozów. Równolegle rozważane jest zawieszenie mechanizmu CBAM, czyli granicznego podatku węglowego, który miał chronić unijny przemysł przed tańszym importem z państw trzecich nieponoszących kosztów polityki klimatycznej.

Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič zapowiedział, iż rozwiązanie może wejść w życie już w 2026 roku. Oficjalny cel: ulżyć rolnikom i obniżyć koszty produkcji.

Branża chemiczna: to polityczna reakcja, nie strategia

Zdaniem Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego to ruch obliczony głównie na złagodzenie napięć politycznych po umowie UE–Mercosur.

Zniesienie ceł w imię pomocy rolnikom oznacza w praktyce przesunięcie ryzyk i kosztów na sektor nawozowy – ocenia prezes PIPC Tomasz Zieliński. – To reakcja na presję społeczną i polityczną, a nie długofalowa strategia bezpieczeństwa żywnościowego.

Jak przypomina, Polska zabiegała wcześniej o dodatkowe cła na nawozy, traktując ten sektor jako element bezpieczeństwa państwa – nie tylko gospodarczego, ale także przemysłowego i obronnego.

Rosyjska przewaga kosztowa wraca tylnymi drzwiami

Cła wprowadzone w ubiegłym roku miały być odpowiedzią na wieloletnią ekspansję rosyjskich producentów, którzy dzięki tanim surowcom energetycznym mogli sprzedawać nawozy po cenach nieosiągalnych dla firm z UE.

CBAM nie jest rozwiązaniem idealnym, ale dziś pełni istotną funkcję ochronną – podkreśla Zieliński. – Zawieszenie CBAM bez zwiększenia darmowych uprawnień ETS oznacza pozbawienie przemysłu nawozowego jakiejkolwiek osłony przed dumpingiem kosztowym.

W praktyce oznacza to, iż producenci z Rosji, Azji czy Ameryki Południowej zyskaliby ogromną przewagę cenową, której europejskie zakłady nie są w stanie zniwelować.

Związki z Azotów: „to zaproszenie dla rosyjskich nawozów”

Jeszcze ostrzej sytuację oceniają związki zawodowe w Grupie Azoty, największym producencie nawozów w Polsce.

Polskie zakłady są obciążone kosztami ETS i wyśrubowanych norm środowiskowych, których nie ponoszą producenci z Rosji – mówi Piotr Śliwa, przewodniczący „Solidarności” w Zakładach Azotowych Puławy. – Zawieszenie ceł i CBAM to wpuszczenie na rynek towaru, z którym cenowo nie mamy szans konkurować.

Zwraca uwagę, iż jeszcze niedawno wprowadzenie ceł na nawozy z Rosji i Białorusi ogłaszano jako sukces. – Dziś te zwycięstwa okazują się pozorne. Rosyjskie nawozy, formalnie przepakowane w krajach Azji czy Afryki, mogą wjechać do Polski szerokim strumieniem – bez barier – ostrzega.

Rolnicy zapłacą rachunek z opóźnieniem

Zdaniem związkowców ratowanie rolnictwa kosztem krajowego przemysłu nawozowego to krótkowzroczność.

Gdy padną polskie fabryki, rolnicy zostaną na łasce importerów – mówi Śliwa. – Po wykoszeniu konkurencji ceny będą dyktowane nie w Warszawie, ale w Moskwie lub na rynkach azjatyckich.

To scenariusz, który oznacza krótkotrwałą ulgę cenową i długofalową utratę kontroli nad rynkiem nawozów.

Groźba protestów i żądanie „planu B”

Związki zawodowe zapowiadają, iż będą domagać się od zarządu Grupy Azoty i Skarbu Państwa natychmiastowego przedstawienia realnego „planu B”.

Jeśli nasze argumenty będą ignorowane, jesteśmy gotowi do podjęcia wszelkich prawnie dostępnych działań protestacyjnych – zapowiada Śliwa.

Areszt za gnojowicę! Rolnik za kratkami, a jego dzieci bez środków do życia

Bezpieczeństwo żywnościowe pod znakiem zapytania

Prezes PIPC podkreśla, iż w obecnej sytuacji geopolitycznej utrzymanie zdolności produkcyjnych w UE powinno być traktowane jako dobro wspólne.

Przerzucanie całego ciężaru ochrony rynku na producentów nawozów prowadzi do trwałego osłabienia bezpieczeństwa Unii Europejskiej – ocenia Zieliński. – Proponowane przez KE instrumenty nie rozwiązują problemów rolnictwa, a jednocześnie niszczą fundamenty przemysłu nawozowego.

Dla rolników oznacza to jedno: decyzje, które dziś mają obniżyć koszty, mogą już jutro uczynić ich całkowicie zależnymi od importu. A wtedy o cenach nawozów nie zdecyduje rynek lokalny – ale globalna polityka.

Idź do oryginalnego materiału