Kioti i producent robotów Naïo łączą siły. Co to oznacza?

2 godzin temu

Jeszcze niedawno robot w gospodarstwie kojarzył się co najwyżej z dojarką. Dziś to skojarzenie gwałtownie się dezaktualizuje. Robotyzacja w rolnictwie nie nadchodzi – ona już wdziera się przez miedzę, rozgląda się po polu i sprawdza, gdzie tu można podłączyć ładowarkę. Tak się już dzieje, a firmy łączą siły, jak Kioti i Naïo.

Robotyzacja to nie fanaberia inżynierów ani futurystyczna zabawka dla bogatych gospodarstw. To odpowiedź na bardzo przyziemny problem: brak rąk do pracy. A jeżeli już ręce się znajdą, to gwałtownie okazuje się, iż są one… najdroższym elementem całej technologii produkcji. „Czynnik ludzki” – brzmi dumnie, ale w arkuszu kosztów potrafi być bezlitosny.

Gdy ludzi brakuje, do gry wchodzą roboty

Rolnictwo od zawsze mechanizowało się wtedy, gdy nie było wyjścia. Najpierw konie zastąpiły parowe silniki, potem ciągniki, a dziś sam ciągnik zaczyna rozważać, czy w ogóle potrzebuje kierowcy. Roboty polowe pojawiają się tam, gdzie praca jest monotonna, czasochłonna i trudna do obsadzenia kadrowo – pielenie, mechaniczne zwalczanie chwastów, precyzyjne zabiegi międzyrzędowe.

I tu na scenę wchodzą Kioti Europe i francuska firma Naïo, które ogłosiły w lutym 2026 roku strategiczne partnerstwo. Miejsce akcji: Tuluza. Brzmi jak początek powieści, ale to raczej zapowiedź nowego rozdziału w europejskim rolnictwie.

Naio OZ 440, fot. mw

Koreańska produkcja spotyka francuską robotykę

Kioti, marka należąca do południowokoreańskiej grupy Daedong, nie jest w Europie anonimowa. Traktory tej firmy zdążyły już pokazać się w sadach i mniejszych gospodarstwach, a i w Polsce pną się coraz wyżej.

Z kolei Naïo to jeden z pionierów robotów rolniczych – wystarczy wspomnieć dobrze znanego robota Oz, który zamiast pryskać, po prostu wyrywa chwasty z ziemi.

Nowe partnerstwo ma prosty cel: stworzyć niedrogą i niezawodną platformę robotyczną, która realnie trafi do gospodarstw, a nie tylko na targowe stoiska. Pierwsze efekty mamy zobaczyć pod koniec 2026 roku. Kioti wnosi do projektu zaplecze produkcyjne i ogromne doświadczenie maszynowe, Naïo – wiedzę z zakresu autonomii, czujników i „inteligencji” robota.

To ważne, bo robot w rolnictwie nie może być kapryśny. Tu nie ma miejsca na zawieszanie się systemu, gdy buraki czekają na pielenie, a prognoza pogody ma własne zdanie.

Robot zamiast oprysku, czyli chemia na diecie

Ciekawym wątkiem tej współpracy jest ograniczenie zużycia środków chemicznych. Robot, który widzi chwast i usuwa go mechanicznie, nie potrzebuje oprysku „na zapas”. To argument, który coraz częściej trafia nie tylko do ekologów, ale i do księgowych w gospodarstwie.

W czasach, gdy każda substancja czynna jest pod lupą, a ceny środków ochrony roślin potrafią zaskoczyć bardziej niż pogoda w maju, precyzyjna robotyka zaczyna mieć sens ekonomiczny – nie ideologiczny. I to bardzo poważny sens.

Kioti Europe i Naio łączą siły we wspólnych projektach na przyszłość, fot. źródło Naio

Restrukturyzacja, prototypy i europejskie pola

Warto dodać, iż dla Naïo to partnerstwo jest też nowym otwarciem po restrukturyzacji w 2025 roku. Dla Kioti – kolejnym krokiem w stronę autonomii, czego przykładem był już prototyp Kioti RT100, przeznaczony do transportu i zwalczania chwastów.

Europa jest tu kluczowym rynkiem. To właśnie tu presja na koszty pracy, dostępność pracowników sezonowych i regulacje środowiskowe tworzą idealne warunki do tego, by robot zamiast ciekawostki stał się narzędziem codziennej pracy.

Epoka, której nie da się cofnąć

Można kręcić nosem, iż „to nie to samo, co człowiek”, iż „kiedyś to się pieliło motyką”. Owszem. Ale kiedyś orało się też wołem, a dziś nikt nie pisze listów do fabryk ciągników ze skargami na konie mechaniczne pod maską.

Robotyzacja w rolnictwie jest nieuchronna, bo wynika z realnych potrzeb: braku ludzi i potrzeby obniżania kosztów. A jeżeli przy okazji pozwala mniej pryskać, mniej męczyć się i lepiej spać oraz oszczędzać – to trudno uznać ją za wroga.

Robot w polu to nie koniec rolnika. To raczej znak, iż rolnik coraz częściej będzie tym, który zarządza, a nie tylko wykonuje. A to, wbrew pozorom, wcale nie jest najgorsza zmiana. Kioti i Naïo o tym wie.

Idź do oryginalnego materiału