Komisja Europejska sprawdza w praktyce, ile kosztuje technologiczna niezależność: latem uruchomiła Element Pro jako awaryjny kanał komunikacji na wypadek niedostępności Microsoft Teams.
Element Pro działa w infrastrukturze kontrolowanej przez Komisję i opiera się na otwartym standardzie Matrix. Teams pozostaje podstawowym narzędziem komunikacji, a nowe rozwiązanie ma przede wszystkim zapewnić ciągłość działania w razie technicznego lub politycznego odcięcia usług amerykańskiego dostawcy. Według POLITICO część urzędników krytycznie ocenia jednak użyteczność platformy. Element podkreśla, iż wdrożenie znajduje się na etapie testów.
Sprawa wykracza poza komfort użytkowników. We wrześniu Reuters informował, iż Międzynarodowy Trybunał Karny, przygotowując się na możliwość dalszych amerykańskich sankcji, przebudował część infrastruktury i przeniósł oprogramowanie biurowe z Microsoftu na niemieckie openDesk. Potencjalne sankcje wobec całej instytucji mogłyby utrudnić jej dostęp m.in. do usług IT, bankowości i ubezpieczeń.
Dodatkowym elementem europejskiej debaty pozostaje CLOUD Act. Prawo pozwala amerykańskim organom, przy spełnieniu odpowiednich warunków prawnych, żądać od podmiotów podlegających jurysdykcji USA danych pozostających pod ich kontrolą, również gdy są przechowywane poza Stanami Zjednoczonymi. Microsoft przyznał przed francuskim Senatem, iż nie może zagwarantować, iż nigdy nie zostanie zobowiązany do przekazania takich danych.
Test Element Pro pokazuje więc najtrudniejszą część cyfrowej suwerenności: sama dostępność europejskiej technologii nie wystarcza. Alternatywa musi być również wystarczająco dojrzała, aby w sytuacji kryzysowej rzeczywiście przejąć pracę podstawowego syst

1 godzina temu















