W warszawskich tramwajach pojawiła się kampania fundacji Compassion in World Farming Polska pod hasłem „Hodowla przemysłowa pożera nasze jedzenie”. Jej przekaz jest prosty: produkcja zwierzęca ma rzekomo „marnować” zasoby żywności, które mogłyby wyżywić choćby 2 miliardy ludzi więcej.
„Mięso pod ostrzałem”. Spór o kampanię w warszawskich tramwajach nabiera tempa. Fot. Tramwaje Warszawskie, Marcin WrońskiSprawa wywołała ostrą reakcję środowisk rolniczych. Głos w dyskusji zabrał Marcin Wroński ze Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona, który nie pozostawia na kampanii suchej nitki.
„To nie edukacja, to manipulacja”
Zdaniem Wrońskiego kampania nie ma charakteru informacyjnego, ale propagandowy.
„Jest to kolejna kampania, której celem jest walka i likwidacja produkcji zwierzęcej. Organizatorzy chcą wykorzystać coraz mniejszą wiedzę społeczeństwa o tym, jak powstaje żywność i zmanipulować konsumentów w miastach” – podkreśla.
W jego ocenie przekaz oparty na haśle o „marnowaniu żywności” upraszcza skomplikowane mechanizmy gospodarki żywnościowej i wprowadza opinię publiczną w błąd.
Głód to nie brak jedzenia, ale pieniędzy
Kluczowym argumentem kampanii jest teza, iż ograniczenie produkcji zwierzęcej pozwoliłoby rozwiązać problem głodu na świecie. Wroński zdecydowanie się z tym nie zgadza.
„To klasyczna dezinformacja, ponieważ problem głodu na świecie nie bierze się z braku żywności, ale z niedostatecznej ilości pieniędzy części ludności na jej kupno” – zaznacza.
Jak dodaje, przy obecnych możliwościach logistyki i przechowalnictwa żywność może być transportowana praktycznie w dowolne miejsce globu. Problemem nie jest więc produkcja, ale dostęp ekonomiczny.
Nadpodaż zamiast niedoboru
Wroński wskazuje również na globalne trendy, które – jego zdaniem – przeczą narracji o niedoborach.
„Mimo iż Unia Europejska prowadzi politykę ograniczania produkcji, to i tak mamy do czynienia z nadpodażą żywności” – mówi.
Podkreśla, iż kraje takie jak Ukraina, Rosja czy państwa Ameryki Południowej planują dalsze zwiększanie produkcji rolnej. To – jego zdaniem – dowód na ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał sektora.
Bez zwierząt nie będzie żyznej gleby?
Jednym z najmocniejszych wątków w jego wypowiedzi jest kwestia powiązania produkcji roślinnej i zwierzęcej.
„Jak w dłuższym okresie czasu wyobrażają sobie produkcję roślinną bez nawozów naturalnych, które powstają podczas produkcji zwierzęcej i mają znaczący wpływ na żyzność gleb?” – pyta retorycznie.
Dodaje ostro: „Słuchając takich wizji, możemy w przyszłości mieć na polach pustynię i klepisko, chyba iż aktywiści zamierzają sami produkować obornik”.
Interwencja w ministerstwach
Sprawa nie kończy się na komentarzach. Wroński podjął konkretne działania.
„Zwróciłem się do Ministerstwa Cyfryzacji z wnioskiem o podjęcie działań wobec tej kampanii, ponieważ zawiera ona treści dezinformacyjne” – informuje.
To nie wszystko. Wystąpił także do Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie z pytaniem o finansowanie kampanii.
„Zwróciłem się do ZTM o podanie kosztów kampanii, ponieważ jest ona określana jako społeczna. jeżeli nośniki zostały udostępnione bezpłatnie, byłby to dodatkowy skandal” – dodaje.
Spór o przyszłość rolnictwa
Kampania w warszawskich tramwajach stała się kolejnym polem starcia między organizacjami prozwierzęcymi a środowiskiem rolniczym. W tle są nie tylko emocje, ale też fundamentalne pytania o przyszłość produkcji żywności, rolę hodowli zwierząt i kierunek polityki rolnej.
Dyskusja, która zaczęła się od plakatów w komunikacji miejskiej, gwałtownie przenosi się na poziom krajowy – i wszystko wskazuje na to, iż to dopiero początek większego konfliktu.

1 godzina temu

![RSM wystrzelił choćby o 500 zł. Sprawdź, jakie są dziś ceny nawozów [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/03/30/h_596482_1280.webp)














