Miód z importu – czy jest gorszy? Nowe przepisy UE zmienią etykiety miodu od czerwca

1 godzina temu
Zdjęcie: Miód z importu – czy jest gorszy? Nowe przepisy UE zmienią etykiety miodu od czerwca


Już od czerwca konsumenci będą mogli dokładniej sprawdzić, skąd pochodzi miód dostępny na sklepowych półkach. Nowe przepisy unijne zobowiążą producentów do umieszczania na etykietach szczegółowego wykazu państw pochodzenia miodu wraz z ich procentowym udziałem.

Zmiany mają zwiększyć przejrzystość rynku, jednak eksperci podkreślają, iż kraj pochodzenia miodu nie przesądza o jego jakości ani smaku.

Pochodzenie miodu a jego jakość – fakty i mity

Dla wielu konsumentów słowo „import” wciąż budzi wątpliwości. Tymczasem specjaliści z branży pszczelarskiej i technologii żywności są zgodni – miód to produkt naturalny, którego jakość nie zależy wyłącznie od kraju pochodzenia.

Pszczoła miodna działa w ten sam sposób niezależnie od regionu – czy to w Polsce, na Bałkanach, czy w Azji.

– Konsument ma prawo wiedzieć, skąd pochodzi produkt, ale warto pamiętać, iż o jakości miodu decydują przede wszystkim standardy produkcji, kontrola jakości i warunki środowiskowe – podkreśla Przemysław Rujna, sekretarz generalny Polskiej Izby Miodu.

Podział na miód „polski” i „importowany” jest więc dużym uproszczeniem, które nie oddaje rzeczywistej wartości produktu.

Dlaczego import miodu jest konieczny?

Zmiany w przepisach wynikają również z realiów rynkowych. W Polsce produkcja miodu w 2025 roku nie przekroczyła 17 tys. ton, co oznacza spadek choćby o 40% w porównaniu do dobrych sezonów.

Średni zbiór z jednego ula wyniósł zaledwie 10–12 kg, a w wielu regionach był jeszcze niższy.

Podobna sytuacja dotyczy całej Unii Europejskiej:

  • produkcja spadła o ok. 35%,
  • pokrywa jedynie 55–60% zapotrzebowania rynku,
  • brakuje popularnych miodów odmianowych (akacjowego, lipowego, gryczanego czy spadziowego).
Przemysław Rujna — Stowarzyszenie Polska Izba Miodu (PIM)

– To nie jest kwestia wyboru, ale konieczność. Bez importu półki sklepowe byłyby puste, a miód stałby się produktem luksusowym – zaznacza Przemysław Rujna.

Nowe etykiety miodu – więcej informacji, ale nie zawsze więcej jasności

Wprowadzenie nowych przepisów oznacza, iż na rynku przez pewien czas będą funkcjonować równolegle trzy systemy oznaczeń:

  • dotychczasowe ogólne etykiety („mieszanka z UE i spoza UE”),
  • oznaczenia z podaniem państw (bez procentów),
  • nowe etykiety z dokładnym udziałem procentowym poszczególnych krajów.

Choć podawanie udziałów procentowych zwiększa przejrzystość, pojawia się pytanie o ich weryfikację. W tym celu wykorzystywane są zaawansowane metody analityczne, takie jak:

  • spektroskopia,
  • analiza pyłkowa,
  • chemometria,
  • analiza izotopowa pierwiastków.

Jak podkreśla dr hab. inż. Joanna Katarzyna Banach, ekspertka ds. jakości żywności, analiza DNA nie spełnia w tej chwili wymagań kontroli urzędowej ze względu na brak standaryzacji i ograniczenia metodologiczne.

Najważniejsze dla konsumenta – autentyczność i bezpieczeństwo

Nowe oznaczenia na etykietach miodu będą przede wszystkim narzędziem informacyjnym, a nie bezpośrednią gwarancją jakości produktu.

Kluczowe znaczenie ma to, aby miód był:

  • autentyczny,
  • bezpieczny,
  • zgodny z obowiązującymi normami jakości.

Ostatecznie to nie kraj pochodzenia, ale standardy produkcji i kontrola jakości decydują o tym, co trafia do słoika i na stół konsumenta.

„Miód” zarezerwowany tylko dla pszczół. Ministerstwo i inspekcje ucinają dyskusję o nazewnictwie
Idź do oryginalnego materiału