Najpierw węgiel, teraz gaz. Zielona rewolucja przyspiesza

23 godzin temu

Najpierw kazano odejść od węgla. Potem przekonywano, iż gaz to bezpieczny przystanek. Dziś także on znalazł się na cenzurowanym. Europejska polityka klimatyczna przyspiesza, a właściciele domów coraz częściej łapią się na tym, iż decyzje sprzed kilku lat właśnie tracą sens ekonomiczny i polityczny. Ogrzewanie, które miało być „docelowe”, znów okazuje się tymczasowe.

Najpierw węgiel, teraz gaz. Zielona rewolucja przyspiesza

Gaz spada z piedestału

Jeszcze niedawno kocioł gazowy był symbolem nowoczesności: czysty, wygodny, „akceptowalny” ekologicznie. Dla setek tysięcy rodzin był naturalnym wyborem po likwidacji kopciucha. Dziś Bruksela mówi wprost: gaz ziemny to paliwo kopalne i musi ustąpić miejsca bezemisyjnym technologiom.

Impuls przyszedł z poziomu UE. Komisja Europejska realizuje cele pakietu Fit for 55, a jednym z jego filarów jest nowa dyrektywa budynkowa. Jej sens jest prosty: skoro Europa ma być neutralna klimatycznie, to budynki nie mogą emitować CO₂ – choćby „mniej niż węgiel”.

Daty, które zmieniają wszystko

Zmiany nie rozciągają się w nieskończoność. Harmonogram jest coraz ostrzejszy:

  • od 2030 roku nowe budynki mają być zeroemisyjne,
  • od 2040 roku zakaz ma objąć także istniejące domy.

To oznacza jedno: gaz przestaje być rozwiązaniem długoterminowym. choćby jeżeli dziś działa i grzeje, w perspektywie kilkunastu lat stanie się technologią schyłkową.

Koniec dopłat. Symboliczny moment

Przełom nastąpił szybciej, niż wielu się spodziewało. Od 2025 roku publiczne pieniądze nie mogą wspierać indywidualnych źródeł ciepła opartych na paliwach kopalnych. W praktyce z programu Czyste Powietrze zniknęły dotacje do kotłów gazowych.

Pozostawiono jedynie wyjątek: instalacje hybrydowe, w których główne źródło ciepła stanowi OZE, a gaz pełni rolę awaryjną. To jednak rozwiązanie droższe i bardziej skomplikowane – nie dla wszystkich domu i nie dla wszystkich portfela.

Pompa ciepła? Entuzjazm już nie ten sam

Na papierze wszystko wygląda idealnie. Pompa ciepła, fotowoltaika, magazyn energii – dom niemal samowystarczalny. Tyle iż rzeczywistość gwałtownie ostudziła emocje. Wysokie koszty inwestycji, problemy z doborem instalacji i rachunki za prąd sprawiły, iż Polacy zaczęli się wycofywać.

Statystyki programu „Czyste Powietrze” pokazują wyraźny zwrot: rośnie zainteresowanie kotłami na biomasę, a udział pomp ciepła w nowych wnioskach wyraźnie spada. Transformacja miała być cicha i bezdymna, tymczasem pellet i drewno wracają do łask.

Biomasa wraca, choć miała odejść

Drewno, pellet, kotły na biomasę – jeszcze niedawno traktowane jako rozwiązanie przejściowe – znów stają się realną alternatywą. Są tańsze w zakupie, znane użytkownikom i mniej wrażliwe na ceny energii elektrycznej. Paradoks polega na tym, iż zielona rewolucja coraz częściej pachnie dymem z komina, choć w nowocześniejszej wersji niż dawniej.

Ulgi i programy też tracą impet

Spadek zainteresowania widać także w uldze termomodernizacyjnej. Brak waloryzacji limitów i rosnące ceny urządzeń sprawiają, iż 53 tys. zł odliczenia coraz rzadziej wystarcza, by realnie zmniejszyć koszt inwestycji. Gaz i olej zniknęły z katalogu wydatków, a nowe pozycje – jak magazyny energii – wymagają znacznie większego kapitału początkowego.

Sprzeciw wobec Mercosur, nowe ustawy i tanie kredyty. Krajewski podsumował rok

Transformacja na papierze, problemy w domach

Polityka klimatyczna UE ma jasny cel, ale jej wykonanie coraz częściej rozmija się z możliwościami gospodarstw domowych. Gaz był obiecywany jako bezpieczny most. Teraz okazuje się mostem donikąd. Pompy ciepła nie wszędzie się sprawdzają, biomasa wraca z braku alternatywy, a rachunek ekonomiczny coraz częściej przegrywa z ambicjami regulacyjnymi.

Jedno jest pewne: polskie ogrzewanie wchodzi w okres niepewności. A im szybciej zmieniają się przepisy, tym więcej osób zadaje sobie to samo pytanie – czy tym razem to naprawdę rozwiązanie na lata, czy tylko kolejny etap przejściowy?

Idź do oryginalnego materiału