Niemcy wpompowali w rolnictwo 350 mld euro. Mimo to młodzi nie chcą przejmować gospodarstw

2 godzin temu
Zdjęcie: Rolnictwo Niemiec Rolnictwo Świata


Niemcy są największym w Unii Europejskiej producentem mleka, masła, sera i ziemniaków oraz drugim producentem wieprzowiny, wołowiny i zbóż. Od 2000 roku w tamtejsze rolnictwo wpompowano około 350 mld euro. Rolnicy inwestują w nowoczesne obory, biogazownie, fotowoltaikę i maszyny, a kredyt inwestycyjny mogą zaciągnąć choćby na 20 lat. Za tym obrazem rolniczej potęgi kryje się jednak poważny problem – przeciętny niemiecki rolnik ma już 56 lat, a wielu młodych wybiera pracę w przemyśle zamiast przejmowania rodzinnego gospodarstwa.

Niemcy są jednym z najważniejszych państw rolniczych Europy, ale próba opisania tamtejszego rolnictwa jednym zdaniem gwałtownie prowadzi do uproszczeń. Inaczej gospodaruje się na terenach dawnego NRD, inaczej na zachodzie kraju, a jeszcze inaczej w intensywnie rolniczej Bawarii. Różnice dotyczą nie tylko powierzchni gospodarstw, ale także:

  • struktury produkcji,
  • cen ziemi,
  • sposobu organizacji pracy,
  • źródeł dochodu.

Podczas naszej podróży po Niemczech odwiedziliśmy zarówno spółdzielnię gospodarującą na około 3000 ha, jak i rodzinne gospodarstwa. Zobaczyliśmy siew bezpośredni, ogromną oborę dla 400 krów, zrobotyzowany dój, biogazownię pracującą w gospodarstwie i region, z którego pochodzi mniej więcej co trzecia tona chmielu produkowanego na świecie.

I choć niemieckim rolnikom można pozazdrościć niektórych warunków inwestowania, gwałtownie okazało się, iż także oni mają problemy, których nie rozwiążą choćby kolejne miliardy euro.

Niemieckie rolnictwo jest jednym z największych w Unii Europejskiej

Skalę niemieckiego sektora rolnego najlepiej pokazują liczby. Niemcy są największym producentem mleka, masła, sera i ziemniaków w Unii Europejskiej. Zajmują również drugą pozycję pod względem produkcji wieprzowiny, wołowiny oraz zbóż. Według danych przytoczonych w materiale od 2000 roku do niemieckiego rolnictwa trafiło około 350 mld euro.

Ogromne nakłady widać w gospodarstwach. Nowe maszyny, zautomatyzowane obory, instalacje fotowoltaiczne czy biogazownie nie są w Niemczech czymś wyjątkowym. Nie oznacza to jednak, iż rolnictwo stało się tam łatwym i pewnym biznesem.

Rolnicy mierzą się ze zmiennością cen produktów rolnych, suszą, kosztami produkcji i coraz większymi wymaganiami dotyczącymi m.in. dobrostanu zwierząt. Do tego dochodzi presja społeczna i zmieniające się podejście kolejnych pokoleń do pracy. Najpoważniejszy problem jest jednak demograficzny.

Przeciętny niemiecki rolnik ma 56 lat. Gospodarstwa zaczynają mieć problem z następcami

Średni wiek niemieckiego rolnika wynosi już 56 lat. W kolejnych latach duża część obecnych gospodarzy będzie więc zbliżała się do zakończenia aktywności zawodowej. Tymczasem młodzi Niemcy nie zawsze chcą przejmować gospodarstwa rodziców. Powodów jest kilka.

Rolnictwo oznacza odpowiedzialność przez praktycznie cały rok, ryzyko związane z pogodą i rynkiem oraz często pracę znacznie wykraczającą poza standardowe godziny. Jednocześnie młody człowiek w Niemczech ma do wyboru bardzo silny rynek pracy (Volkswagen, Audi czy Siemens).

Młody, dobrze wykształcony człowiek może znaleźć pracę w przemyśle, otrzymać dobre wynagrodzenie i po zakończeniu dnia pracy po prostu wrócić do domu.

Przy przejmowaniu gospodarstwa sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dochodzi odpowiedzialność za ziemię, zwierzęta, pracowników, maszyny i wieloletnie inwestycje.

Jeden z odwiedzonych rolników zwraca uwagę, iż młodzi zatrudnieni w przemyśle mogą zarobić więcej, poświęcając pracy znacznie mniej czasu. Sam jednak nie wyobrażał sobie innego życia:

Po prostu zakochałem się w tej pracy. To ten zielony wirus, który mnie nie chce puścić

– mówi Malte Messerschmid.

47 ha na zachodzie i 240 ha na wschodzie. Mur upadł, ale różnice zostały

Żeby zrozumieć niemieckie rolnictwo, trzeba cofnąć się do okresu powojennego.

Po II wojnie światowej kraj został podzielony na RFN i NRD. Na zachodzie zachowano przede wszystkim model rodzinnych gospodarstw. Na wschodzie przeprowadzono natomiast kolektywizację – ziemię łączono w spółdzielnie, funkcjonowały również państwowe gospodarstwa rolne. Po zjednoczeniu Niemiec część tych struktur przekształcono w spółki i sprywatyzowano. Skutki widać do dzisiaj.

Na terenach dawnych Niemiec Zachodnich przeciętne gospodarstwo ma około 47 ha. W byłym NRD średnia wynosi około 240 ha.

Dlatego podróżując po Niemczech, można w jednym kraju zobaczyć zarówno niewielkie gospodarstwa rodzinne, jak i przedsiębiorstwa gospodarujące na tysiącach hektarów.

Kilku rolników połączyło gospodarstwa. Razem uprawiają około 3000 ha

Przykładem większej struktury jest wspólnota gospodarstw Neuhof w Badenii-Wirtembergii. Tworzy ją kilka gospodarstw, których grunty rozciągają się na dystansie przekraczającym 100 km. Łączna powierzchnia wynosi około 3000 ha.

Uprawiane są przede wszystkim pszenica, rzepak, jęczmień i buraki cukrowe, ale również orkisz oraz kukurydza na ziarno.

Wspólne działanie ma pozwalać przede wszystkim na ograniczanie kosztów i podział kompetencji. Przy takiej skali nie każda osoba musi zajmować się wszystkim – obowiązki mogą być rozdzielone między ludzi specjalizujących się w poszczególnych obszarach produkcji.

W odwiedzonym gospodarstwie wykorzystywane są m.in. maszyny Horsch: brony talerzowe, kultywatory i opryskiwacze.

Podczas wizyty trwały żniwa rzepaku. Średnia z około 9 ha wynosiła wówczas około 4 t/ha, a chwilowy wskazany plon sięgał 5,7 t/ha. Gospodarze podkreślali jednak, iż warunki w tamtym sezonie były dla rzepaku szczególnie korzystne.

Młodych rolników brakuje, a wraz z nimi może brakować nowych pomysłów

Problem sukcesji nie kończy się na tym, kto za kilkanaście lat będzie prowadził gospodarstwa. Trzeba zwrócić uwagę również na wpływ wieku rolników na tempo wdrażania nowych technologii. To właśnie młodsi gospodarze częściej eksperymentują z siewem bezpośrednim, uprawą minimalną, strip-till czy rozwiązaniami nastawionymi na poprawę żyzności gleby.

W Niemczech przez cały czas stosunkowo często spotykana jest intensywna uprawa gleby – orkowa lub głęboka bezorkowa. Gospodarstwa eksperymentujące z bardziej regeneratywnym podejściem do gleby łatwiej jest znaleźć w Polsce niż w Niemczech.

Nie jest to więc problem braku dostępu do technologii. Niemieckie gospodarstwa dysponują nowoczesnym sprzętem i kapitałem. Barierą może być raczej gotowość do całkowitej zmiany systemu gospodarowania. Jednym z rolników, którzy taką zmianę zdecydowali się przeprowadzić, jest właśnie Malte Messerschmid.

125 ha i siew bezpośredni. Malte robi to inaczej niż większość

Malte Messerschmid jest rolnikiem w piątym pokoleniu. Gospodarstwo przejął w kwietniu 2024 roku, ale jego historia jest bardziej skomplikowana.

Ojciec Maltego około 30 lat wcześniej uległ poważnemu wypadkowi. Przewrócił się na niego opryskiwacz, w wyniku czego doznał złamania kręgosłupa i od tamtej pory poruszał się na wózku. Znalazł zatrudnienie poza rolnictwem, zdobył kwalifikacje administracyjno-handlowe, ale jednocześnie rodzina przez cały czas utrzymywała gospodarstwo. Przez około trzy dekady rozwijało się ono stosunkowo wolno. Zmiany przyspieszyły w ostatnich latach.

Od około 2015–2016 roku powierzchnia wzrosła z nieco ponad 50 ha do około 125 ha. Rodzina przejmowała kolejne grunty, a równolegle zaczęła wymieniać przestarzały park maszynowy.

W 2017 roku pojawił się nowy opryskiwacz i rozsiewacz nawozów. Dwa lata później kupiono agregat uprawowy. Dziś duża część maszyn współpracuje już z ISOBUS-em, a do siewu wykorzystywany jest Horsch Avatar z trzema zbiornikami.

Siew bezpośredni zamiast intensywnej uprawy

Zmiana parku maszynowego była jednak tylko częścią większej transformacji. Malte już około 2015–2016 roku zaczął interesować się żyznością gleby, uprawą konserwującą oraz siewem bezpośrednim. Wspólnie z ojcem uczestniczył w szkoleniach i spotkaniach poświęconych tym zagadnieniom.

Pierwsze doświadczenia z siewem bezpośrednim rozpoczęli w 2019 roku. Kilka lat później zdecydowali się na zakup siewnika Horsch Avatar, który pozwolił szerzej zastosować uprawę konserwującą. Zmianie technologii towarzyszyła przebudowa płodozmianu.

Dziś w gospodarstwie uprawiane są rzepak ozimy, pszenica ozima, jęczmień ozimy, kukurydza na kiszonkę, bobik oraz soja. W kolejnym sezonie ma pojawić się również kukurydza na ziarno. Celem jest nie tylko uzyskanie plonu. Malte chce zwiększać ilość materii organicznej trafiającej do gleby i naprzemiennie prowadzić rośliny jare i ozime oraz zboża i gatunki dwuliścienne.

Efekty produkcyjne są przy tym całkiem wysokie. W ostatnich latach gospodarstwo uzyskiwało średnio około 9–9,5 t/ha jęczmienia ozimego, 8–9 t/ha pszenicy ozimej oraz 3,2–3,3 t/ha rzepaku ozimego.

Siewnik Horsch Avatar

Założył do ciągnika opony o szerokości 900 mm

Dużo uwagi w gospodarstwie poświęca się ograniczeniu zagęszczenia gleby.

Malte zwraca uwagę, iż rolnik płaci za nie adekwatnie kilkukrotnie. Najpierw wysokie ciśnienie w oponach zwiększa poślizg i zużycie paliwa. Później zagęszczona gleba może ograniczać plon. Na końcu trzeba jeszcze zużyć energię, czas i pieniądze, aby uszkodzoną strukturę ponownie rozluźnić.

Dlatego przy jednym z ciągników zdecydował się na nietypowo szerokie opony Michelin o rozmiarze 900.

Na takich kołach ciągnik nie nadaje się już do klasycznej orki w bruździe – ale w tym gospodarstwie nie jest to problem, ponieważ właściciel nie zamierza wracać do tego systemu.

Celem jest ograniczenie ingerencji mechanicznej i stworzenie warunków, w których coraz większą część pracy nad strukturą gleby wykonują korzenie roślin i organizmy glebowe.

Bawaria ma średnio tylko 38 ha, a mimo to jest rolniczym sercem Niemiec

Jeszcze inaczej wygląda południe kraju. Bawaria jest jednym z najważniejszych rolniczo regionów Niemiec, choć na pierwszy rzut oka warunki wcale nie wskazują na oczywistą przewagę.

Średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi tam około 38 ha, teren jest pagórkowaty, występuje ryzyko erozji i spływu powierzchniowego, a grunty wykorzystywane rolniczo zajmują około 46 proc. powierzchni regionu.

Mimo tego wartość produkcji rolnej przypadająca na hektar ma wynosić blisko 20 tys. zł rocznie. W materiale porównano ją do około dwukrotnie niższej średniej dla Polski. Jednym z powodów jest sposób organizowania gospodarstw.

W Bawarii często nie ma jednej gałęzi działalności. Pole łączy się z produkcją mleka, bydła lub trzody, a do tego dochodzi produkcja energii. o ile sytuacja na jednym rynku jest słaba, pozostałe źródła przychodów mogą stabilizować wynik całego gospodarstwa.

Wybudował oborę dla 400 krów. Dój wykonują roboty na karuzeli

Tak właśnie działa gospodarstwo 34-letniego Johannesa Grafa.

Gospodarstwo przejął dwa lata wcześniej. Jedną z najważniejszych decyzji była budowa nowej obory przeznaczonej dla 400 krów mlecznych. Wcześniej rodzina sama spędzała przy doju około 6–7 godzin dziennie. Nowa inwestycja miała przede wszystkim ograniczyć nakład pracy.

Zastosowano karuzelę udojową z robotami. Kamera lokalizuje wymię i strzyki, a robot automatycznie zakłada kubki udojowe. W jednym cyklu odbywa się oczyszczanie, przedudój, dój adekwatny oraz dipping. Według gospodarza jest to pierwsza karuzela z robotami w Bawarii.

Gospodarstwo posiada także około 200 ha ziemi ornej. Uprawia kukurydzę na kiszonkę, pszenicę, jęczmień ozimy i pszenżyto. Kukurydza trafia do żywienia bydła, natomiast około 90 proc. zboża jest sprzedawane. Słoma wraca z kolei do produkcji zwierzęcej jako ściółka i element systemu gospodarstwa.

Mleko staniało z ponad 50 do 35 centów. Jedna gałąź produkcji już nie wystarcza

Nowoczesna obora nie oznacza jednak gwarancji wysokiej rentowności. W momencie realizacji materiału Johannes otrzymywał około 35 eurocentów za litr mleka, podczas gdy pół roku wcześniej cena przekraczała 50 centów.

Jednocześnie pszenica była sprzedawana za około 180 euro/t. Do tego dochodziły wysokie czynsze dzierżawne i problemy związane z suszą. To właśnie dlatego rolnik podkreśla znaczenie zróżnicowania działalności:

Jeśli nie wykorzystamy potencjału całego gospodarstwa, będzie nam bardzo trudno przetrwać.

Drugą nogą jego biznesu jest więc energia.

Ma biogazownię 185 kW. Gospodarstwo produkuje więcej prądu, niż zużywa

W gospodarstwie działa biogazownia o mocy 185 kW, a na dachach znajdują się instalacje fotowoltaiczne. Łącznie gospodarstwo produkuje więcej energii elektrycznej, niż samo zużywa.

Biogazownię zbudowano w 2011 roku, kiedy ceny zbóż były niskie i rodzina szukała dodatkowego, bardziej przewidywalnego źródła dochodu.

W instalacji wykorzystywano około 50 proc. gnojowicy i obornika oraz 50 proc. kiszonki z kukurydzy. Dziennie do instalacji trafiało około 8 ton kiszonki z kukurydzy, 12 ton gnojowicy i 2 tony obornika.

Pierwszy silnik wytwarza energię elektryczną i ciepło. Prąd trafia do sieci, natomiast energia cieplna pozostaje w gospodarstwie.

Ciepłem ogrzewanych jest pięć domów. Wykorzystuje się je również do suszenia zrębków oraz ziarna kukurydzy, dzięki czemu gospodarstwo ogranicza zużycie gazu lub oleju do suszenia.

Czym jest biogazownia rolnicza i jakie korzyści może przynieść?

Blisko 10 tys. biogazowni. Jak Niemcy do tego doprowadzili?

Johannes nie jest wyjątkiem. Według danych przytoczonych w materiale w Niemczech działa blisko 10 tys. biogazowni, a większość z nich to instalacje rolnicze funkcjonujące przy gospodarstwach. Ich łączna moc przekracza 6 GW.

Skąd tak duża popularność? Niemcy stworzyli system, który ograniczał trzy podstawowe ryzyka inwestora. Rolnicy mogli korzystać z korzystnego finansowania, operator sieci był zobowiązany do odbioru energii, a państwo zapewniało minimalną gwarantowaną cenę energii przez okres odpowiadający wieloletniemu finansowaniu inwestycji.

W przypadku biogazowni Johannesa stawka wynosiła 20 eurocentów za kWh przez 20 lat. Dla banku oznaczało to znacznie bardziej przewidywalnego kredytobiorcę. Dla rolnika – możliwość policzenia ekonomiki inwestycji na wiele lat do przodu.

Biogazownia pracuje wtedy, kiedy prąd jest najbardziej potrzebny

Z czasem model działania instalacji zaczął się zmieniać. Początkowo jeden silnik pracował przez całą dobę z mocą 185 kW. Według gospodarza dawało to około 4,4 MWh energii na dobę i około 1,3 mln kWh w skali roku. Po uzyskaniu kolejnego wsparcia gospodarstwo dokupiło drugi silnik. Nie pracuje on jednak bez przerwy.

Produkcja jest dostosowywana do sytuacji na rynku energii. Rano, gdy zapotrzebowanie rośnie, mogą pracować dwa silniki. W środku dnia, gdy dużo energii dostarcza fotowoltaika i wiatr, produkcja z biogazu jest ograniczana. Wieczorem, wraz ze wzrostem zapotrzebowania, oba silniki mogą zostać ponownie uruchomione.

To jedna z najważniejszych przewag biogazu nad pogodowo zależnymi źródłami odnawialnymi – produkcją można w pewnym zakresie sterować.

Kredyt na 3,5 proc. choćby na 20 lat. Tak Niemcy finansują inwestycje

Biogazownie, obory i nowoczesny park maszynowy wymagają ogromnego kapitału. Oglądane inwestycje były finansowane przede wszystkim kredytami. Różnica względem Polski ma tkwić w ich koszcie.

Według danych przedstawionych podczas realizacji materiału niemiecki rolnik mógł finansować inwestycje kredytem oprocentowanym na około 3,5 proc., podczas gdy dla Polski wskazano poziom około 7–8 proc.

Przy inwestycji wartej milion euro oznaczałoby to odpowiednio około 35 tys. i 70–80 tys. euro odsetek rocznie – przy takim uproszczonym porównaniu przedstawionym w materiale. Co więcej, niemiecki kredyt inwestycyjny może być rozłożony choćby na 20 lat.

Przy wielomilionowych inwestycjach różnica w kosztach finansowania może więc przesądzać o tym, czy gospodarstwo w ogóle zdecyduje się na rozwój.

Ile kosztuje hektar ziemi w Niemczech? Różnica sięga 140 tys. euro

Nie ma również jednej odpowiedzi na pytanie o cenę niemieckiej ziemi. Najtaniej jest na części terenów dawnego NRD. Na zachód od Berlina, gdzie występują słabsze gleby, problemy z niedoborem wody i mniejsza konkurencja o grunty, ceny mają wynosić około 10 tys. euro za hektar.

Dzierżawa może kosztować około 100 euro/ha rocznie, przy czym dopłaty pozostają po stronie gospodarującego rolnika.

Na południu i zachodzie kraju sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ceny gruntów wynoszą tam około 50–150 tys. euro/ha, a czynsz dzierżawny może sięgać 1000–2000 euro/ha rocznie.

Najdrożej jest w mikroregionach, w których o ziemię konkurują gospodarstwa mleczne, producenci warzyw lub gospodarstwa prowadzące inne intensywne kierunki produkcji.

Na północy piachy, na południu lepsze gleby. Pod tym względem Niemcy przypominają Polskę

Także jakość gruntów jest bardzo zróżnicowana. Na północ od Berlina duży udział mają gleby bielicowe – przepuszczalne, podatne na zakwaszenie i słabiej zatrzymujące wodę. Stanowią one około 22 proc. powierzchni kraju.

Największy udział mają gleby brunatne i płowe – około 43 proc. Do tego dochodzi około 7 proc. mad rzecznych oraz około 10 proc. czarnych ziem, pararędzin i gleb lessowych.

Podobnie jak w Polsce, generalna zasada jest prosta: im dalej na południe, tym częściej pojawiają się lepsze stanowiska.

Niemcy nie mają więc wszędzie wyjątkowo dobrych gleb. Wysokie plony są w dużej mierze efektem wysokiej kultury rolnej, technologii i intensywności produkcji.

W Hallertau produkują ponad 40 tys. ton chmielu

Jednym z najbardziej charakterystycznych rolniczo miejsc południowych Niemiec jest Hallertau. To największy na świecie zwarty region produkcji chmielu. Uprawy zajmują tam ponad 16 tys. ha, a roczna produkcja przekracza 40 tys. ton.

Według danych przytoczonych w materiale z Hallertau pochodzi mniej więcej co trzecia tona chmielu produkowanego na świecie. Sprzyjają temu warunki klimatyczne, stosunkowo wysokie opady, dobre gleby oraz wielowiekowa specjalizacja gospodarstw.

Skala produkcji jest widoczna już z drogi – konstrukcje chmielników ciągną się po obu stronach tras i są dla tego regionu równie charakterystyczne, jak pola kukurydzy w najbardziej mlecznych częściach Polski.

Niemieccy rolnicy kupują niemieckie maszyny

Podczas podróży zwraca uwagę jeszcze jedna rzecz – patriotyzm gospodarczy niemieckich rolników. o ile mają możliwość wyboru sprzętu rodzimego producenta, często właśnie na niego się decydują. Dlatego w niemieckich gospodarstwach regularnie można zobaczyć marki takie jak Claas, Fendt czy Horsch.

W Polsce możliwości są pod tym względem mniejsze – szczególnie w przypadku ciągników, kombajnów czy sieczkarni samojezdnych. Niemiecki przemysł maszynowy jest natomiast na tyle rozwinięty, iż gospodarstwo może znaczną część parku maszynowego oprzeć na krajowych producentach.

Największym problemem mogą okazać się ludzie

Po przejechaniu Niemiec trudno sprowadzić różnice względem Polski wyłącznie do wysokości dopłat czy wielkości gospodarstw.

Ogromne znaczenie mają warunki inwestowania. Wieloletnie gwarancje przy budowie biogazowni ograniczyły ryzyko i doprowadziły do powstania tysięcy instalacji. Tańsze, długoterminowe kredyty ułatwiają finansowanie obór i maszyn. Spółdzielczość pozwala dzielić koszty oraz kompetencje. Z kolei gospodarstwa bawarskie pokazują, jak ważne może być posiadanie kilku niezależnych źródeł przychodów.

Jednocześnie choćby tak silny sektor nie potrafił rozwiązać jednego problemu: Rolnik ma średnio 56 lat, a coraz więcej jego dzieci ma atrakcyjną alternatywę poza gospodarstwem.

Niemcy mają ziemię, maszyny, kapitał, biogazownie i jeden z największych przemysłów rolno-spożywczych w Europie. W kolejnych kilkunastu latach jednym z najważniejszych pytań może być jednak nie to, czym będą uprawiać pola, ale kto będzie chciał na tych polach pracować.

Magazyn Rolniczy Agro Profil
Zobacz w sklepie
Prenumerata magazynu Agro Profil
Zobacz w sklepie
Bezpłatny egzemplarz Agro Profil
Zobacz w sklepie
E-prenumerata magazynu Agro Profil – wydanie cyfrowe
Zobacz w sklepie
Idź do oryginalnego materiału