Niemiecka reforma ochrony zdrowia ruszyła, będą awantury

1 godzina temu

Bundesrat, czyli wyższa izba parlamentu Niemiec zatwierdziła ostatecznie ustawę mającą na celu ograniczenie kosztów ubezpieczeń zdrowotnych. Koncerny farmaceutyczne zapowiadają protesty i ograniczanie inwestycji w tym kraju, ujęła się za nimi także administracja prezydenta USA Donalda Trumpa, co Niemcy odebrali bardzo źle.

Niemiecki parlament zatwierdził wielką reformę ustawowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Wymusi ona na firmach farmaceutycznych zarówno tych największych, jak i średnich obniżki cen leków, co jest częścią programu redukcji kosztów państwa o dziesiątki miliardów euro.

Za ustawą głosowali głównie parlamentarzyści CDU i SPD, czyli koalicji, ale poparli ją także Zieloni, co umożliwiło jej przyjecie 10 maja na ostatniej sesji przed wakacjami letnimi. Co ciekawe, rządy landowe, choć wcześniej projekt skrytykowały, kilka godzin później jednak go poparły, co umożliwi wejście ustawy w życie 1 stycznia.

Reforma ta jest fragmentem wielkiego pakietu ekonomicznego ogłoszonego na początku lipca i ma na celu zmniejszenie rosnącej luki finansowej w systemie opieki zdrowotnej poprzez wyższe obowiązkowe rabaty od producentów leków oraz ściślejsze limitowanie wzrostu kosztów leczenia szpitalnego. Zmienia też płatności za szereg usług zdrowotnych oraz m.in. wprowadza nowe limity rocznych podwyżek wynagrodzeń i refundacji w placówkach opieki zdrowotnej, cięcia niektórych pozabudżetowych płatności dla lekarzy, niższe stałe dotacje na protezy stomatologiczne oraz ograniczenia w zakresie bezpłatnego ubezpieczenia rodzinnego dla niektórych małżonków.

Rządowi kanclerza Friedricha Merza chodzi o zmniejszenie kosztów ubezpieczeń zdrowotnych, które dzielą pracownicy i pracodawcy i ułatwienie w ten sposób ożywienia niemieckiej gospodarki poprzez zmniejszenie obciążeń finansowych i administracyjnych przedsiębiorstw.

„Po latach rosnących składek na ubezpieczenia zdrowotne w końcu stworzyliśmy podstawy do stabilnych finansów w ustawowym systemie ubezpieczeń zdrowotnych. Sytuacja finansowa publicznych ubezpieczycieli zdrowotnych jest dramatyczna i nie można jej dłużej odkładać. To nie może być tym, czego chcemy. Krótko mówiąc: nie ingerujemy w cały system, ale ograniczamy przyszłe podwyżki dla rozwoju całej gospodarki. To odpowiedzialny sposób zarządzania składkami osób ubezpieczonych” – powiedziała parlamentarzystom minister zdrowia Nina Warken, dodając, iż bez tych działań jakie wymusza reforma składki od pracowników i pracodawców będą musiały „istotnie wzrosnąć” od przyszłego roku.

Koszty ochrony zdrowia w Niemczech gwałtownie rosną, a wraz ze wzrostem kosztów rosną też składki, co zwiększa koszty pracy dla firm i obniża dochody pracowników, przez co finansowanie opieki zdrowotnej staje się kwestią zarówno ekonomiczną, jak i polityczną.

Koalicja Merza w ramach pakietu reform już przedstawiła plan zmian w niemieckim publicznym systemie emerytalnym, zapewnienia ulg podatkowych dla dużej części niemieckich pracowników, złagodzenia przepisów dotyczących rynku pracy i ograniczenia biurokracji dołączając do tego reformę ubezpieczeń zdrowotnych. Według danych rządu bez reformy do 2030 roku publiczny system ubezpieczeń zdrowotnych będzie musiał zmierzyć się z luką finansową w wysokości ponad 40 mld euro. Poza rabatami na leki ustawa pozwoliłaby zaoszczędzić około 16 mld euro już w przyszłym roku dzięki połączeniu ograniczeń wydatków, wyższych wpłat do systemu i wyższych opłat dla pacjentów.

Co istotne, obecna ustawa różni się mocno od swego pierwszego projektu m.in. zawiera zapis, iż od 2027 roku producenci leków będą musieli przyznać 15,5% rabatu na większość markowych leków refundowanych w porównaniu z obecnymi 7%. Pierwotny projekt zawierał zmienną wysokość rabatu odrzuconą w całości przez stowarzyszenia branżowe jako trudną do wiarygodnego obliczenia z wyprzedzeniem.

Nawet ze zmianami ustawa, jak stwierdzili sarkastycznie niemieccy komentatorzy polityczni, stała się dla koncernów i firm farmaceutycznych „kamieniem obrazy”.

Koncerny, jak Eli Lilly i Boehringer Ingelheim, stwierdziły, iż wyższe rabaty mogą zmusić je do przeniesienia inwestycji planowanych w Niemczech gdzie indziej i ograniczy badań nad nowymi lekami. Z kolei rzecznicy i zarządy AstraZenecy, Pfizera i Mercka stwierdziły, iż propozycje te wysyłają zły sygnał, ponieważ Europa dąży do konkurowania z USA i Chinami o inwestycje w badania i produkcję w dziedzinie nauk biologicznych.

„Ustawa w obecnej formie stanie się politycznym bumerangiem. W trudnej gospodarczo fazie, konkurencyjność Niemiec jako lokalizacji dla przemysłu farmaceutycznego jest celowo zagrożona, ponieważ obawy przed prawdziwymi reformami państwa opiekuńczego są zbyt duże” – powiedział mediom Wolfgang Grosse Entrup, szef niemieckiego stowarzyszenia przemysłu chemicznego VCI, dodając, iż branża farmaceutyczna sprzeciwia się zwiększeniu ustawowego rabatu dla producentów do 15,5%, wyższemu rabatowi na szczepionki opatentowane oraz zamrożeniu cen tych szczepionek w latach 2027-2030.

Rzecznik niemieckiego koncernu Merck nazwał nowe regulacje „ciężkim ciosem dla niemieckiego sektora farmaceutycznego”.

„Zagrażają one opiece nad pacjentami, utrudniają rozwój nowych leków i osłabiają pozycję Niemiec jako centrum innowacji” – podała firma w oświadczeniu.

Prezes zarządu AstraZeneca Niemcy Alexandra Bishop nazwała środki ustawowe „krótkowzrocznymi” mówiąc, iż ustawa „karze innowacje i zagraża dostępowi do nowych leków i strategicznych inwestycji w Niemczech” oraz spowoduje przeniesienie produkcji „do innych państw ceniących innowacje”.

„To nie jest sygnał na przyszłość” – dodała Bishop.

Jednak analitycy i dziennikarze branżowi w Niemczech zauważają „sporą hipokryzję” w protestach firm farmaceutycznych. I tak AstraZeneca i EliLilly w ogóle nie planowały inwestycji w Niemczech, Merck i Boehringer Ingelheim już wcześniej stwierdzały, iż będą inwestować w centra badawczo-rozwojowe w USA ze względu na zagrożenie „cłami Trumpa”, zaś o inwestycjach w Europie nie było mowy.

Firmom farmaceutycznym wcale nie pomogło poparcie ze strony administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Niemiecka reforma bowiem, podobnie jak amerykańska, dąży do powiązania płatności za leki z cenami za granicą, co oznacza, iż niższe ceny leków w Niemczech automatycznie spowodowałyby żądania obniżek cen w USA. USA więc powołując się na niemieckie plany reform już w czerwcu wszczęły dochodzenie w sprawie cen w Niemczech w związku z tym, co nazwały „uporczywym niedopłacaniem do innowacyjnych produktów farmaceutycznych”. Niemieccy parlamentarzyści zrozumieli to jako próbę wpływania na politykę wewnętrzną Niemiec, co odebrano bardzo źle i ułatwiło to poparcie reformy, zaś rząd Friedricha Merza odpowiedział na rozpoczęcie postępowania stwierdzeniem, iż oczekuje, iż Stany Zjednoczone dotrzymają swoich zobowiązań handlowych, jakie zawarły w umowie z Unią Europejską, której Niemcy są członkiem.

Idź do oryginalnego materiału