Po latach negocjacji Unia Europejska i Australia domknęły rozmowy dotyczące umowy handlowej, która zakłada niemal całkowite zniesienie ceł. W teorii ma to oznaczać łatwiejszy handel i nowe możliwości dla obu stron. W praktyce jednak dla części sektora rolnego – szczególnie producentów wołowiny – to sygnał ostrzegawczy.
Nowa umowa handlowa UE–Australia. Szansa czy kolejny cios dla polskiego rolnictwa?99% ceł znika. Rolnictwo w centrum sporu
Porozumienie obejmuje szeroki zakres – od usług i finansów po bezpieczeństwo i obronność. Jednak to właśnie rolnictwo od początku budziło największe emocje, zarówno w Europie, jak i w Australii.
Nie bez powodu negocjacje trwały od 2018 roku. Liberalizacja handlu w sektorze żywności oznacza bowiem nie tylko nowe rynki, ale też bezpośrednią konkurencję między producentami działającymi w różnych warunkach kosztowych i regulacyjnych.
Wołowina na pierwszej linii ryzyka
Szczególną uwagę branży przyciąga kwestia importu australijskiej wołowiny. To produkt o ugruntowanej pozycji na świecie, często postrzegany jako towar wysokiej jakości.
– Nie może być lepszego miejsca dla komentarza potencjalnych efektów zawartego porozumienia pomiędzy UE i Australią, niż misja handlowa polskiej branży mięsnej w Wietnamie – mówi Wiesław Różański prezes UPEMI – kilka dni temu zainaugurowaliśmy realizację kolejnego projektu promocyjnego „Meat Master 2026”, w którym istotną rolę odgrywa właśnie polska wołowina. Podobnie jak w przypadku umowy UE-Mercosur, największym wyzwaniem pozostaną rynki eksportowe. Po pierwsze polska wołowina to przede wszystkim towar eksportowy. Blisko 90% krajowej produkcji trafia na rynki zagraniczne, gdzie wiodący jest rynek Unii Europejskiej, a coraz większą rolę odgrywają właśnie kraje Azji Południowo-Wschodniej. To właśnie te kraje, które są nadzieją dla polskich eksporterów są również najważniejsze dla australijskich producentów i to właśnie tu będziemy musieli podjąć jeszcze ostrzejszą walkę konkurencyjną, która na pewno nie będzie prosta.
Kontyngenty – niewielkie liczby, duże znaczenie
Na razie brak oficjalnych, ostatecznych danych dotyczących wielkości importu. Nieoficjalne informacje mówią o kontyngentach od 10,2 tys. ton do choćby 30 tys. ton wołowiny rocznie.
Z perspektywy całego rynku UE nie są to wartości, które mogłyby go zdestabilizować. Jednak – jak podkreślają przedstawiciele branży – problem leży gdzie indziej.
– jeżeli doniesienia się potwierdzą, nie będą to wartości, które w bezpośredni sposób zakłócą wewnętrzny rynek Unii Europejskiej – mówi Wiesław Różański – Największe zagrożenie to rynki międzynarodowe. Musimy zdawać sobie sprawę, iż na przestrzeni dwóch ostatnich lat Australia zanotowała blisko 33% wzrost eksportu wołowiny na rynki Azji Południowo-Wschodniej. W przypadku Wietnamu Australia jest drugim co do znaczenia eksporterem pakowanej wołowiny, odpowiadającym za 18% rynku. Dodatkowo dzięki obowiązującym umowom handlowym wprowadzono zerowe cła. Istotne jest również położenie geograficzne, które sprawia, iż eksport jest łatwiejszy i tańszy niż z Polski. Podsumowując umowa UE-Australia w długotrwałym efekcie może doprowadzić do tego, iż eksport polskiej wołowiny na rynki azjatyckie będzie podlegał jeszcze ostrzejszej konkurencji.
Gra toczy się poza Europą
Kluczowy wniosek płynący z analiz jest jasny: największa rywalizacja nie rozegra się na rynku unijnym, ale poza nim. To właśnie Azja Południowo-Wschodnia – w tej chwili jeden z najważniejszych kierunków eksportowych – staje się polem bezpośredniej konkurencji między Polską a Australią.
Australijscy producenci mają tu kilka przewag:
- bliższe położenie geograficzne,
- niższe koszty transportu,
- korzystne umowy handlowe z krajami regionu,
- dynamicznie rosnący eksport.
Dla polskich eksporterów oznacza to konieczność walki o utrzymanie pozycji na rynkach, które do tej pory były postrzegane jako perspektywiczne.
Wewnętrzne bariery większym problemem niż import
Zdaniem branży mięsnej najważniejsze wyzwanie nie dotyczy wyłącznie konkurencji z zagranicy, ale również warunków prowadzenia produkcji w kraju.
– Różański twierdzi, iż wobec tego, jeszcze istotniejszym czynnikiem, niż zabezpieczenie europejskiego rynku przed napływem australijskiej wołowiny jest to, aby produkcja w Polsce mogła się swobodnie rozwijać. Jako główne przeszkody wymienia dużą liczbę przepisów administracyjnych utrudniających inwestycje w rozwój nowych hodowli, w tym także planowane zmiany przepisów dotyczących ochrony środowiska. Według prezesa UPEMI jednym z czynników, który zadecydował o sukcesie polskiej branży wołowej jest dostępność surowca, z którym pozostałe kraje UE miały w ostatnich latach problem. Prezes UPEMI zaznacza, iż aby zmniejszyć negatywne skutki umowy, należy dążyć do wzmacniania a nie ograniczania produkcji w wyniku skomplikowanych procesów administracyjnych i prawnych.
Test dla konkurencyjności polskiego rolnictwa
Umowa UE–Australia nie musi oznaczać natychmiastowych strat dla polskiego rynku. Może jednak stać się kolejnym testem konkurencyjności, szczególnie w segmencie eksportowym.
W dłuższej perspektywie o wyniku tej rywalizacji zdecydują nie tylko ceny czy jakość, ale także sprawność systemu, warunki produkcji i zdolność do ekspansji na rynkach zagranicznych.
Jedno jest pewne: globalna konkurencja nie maleje – a polskie rolnictwo będzie musiało odnaleźć się w niej szybciej niż dotychczas.

2 godzin temu















