
Mokre, błotniste pola, albo wysoka kukurydza — w tym wszystkim coraz krótszy czas na reakcję. Rząd chce dopuścić w praktyce opryski dronami w rolnictwie. Dla wielu gospodarstw może to być szansa na szybsze reagowanie po deszczach i tam, gdzie ciężki opryskiwacz nie ma szans wjechać w pole.
Zainteresowanie dronami w rolnictwie rośnie od kilku lat. Wielu rolników kupowało sprzęt dzięki dofinansowaniu z programu Rolnictwo 4.0. Problem w tym, iż przepisy i praktyka ochrony roślin nie nadążały za technologią. Dziś dron można kupić, ale legalne wykonywanie oprysków jest przez cały czas mocno ograniczone. Projekt ustawy dopuszczający oprysk dronami ma to częściowo zmienić.
Rolnicy widzą problem. Zwłaszcza po deszczach
Projekt ustawy, w tej chwili w konsultacjach społecznych, ma uprościć wykonywanie oprysków dronami w rolnictwie. Zmiany mają pomóc wykonywać zabiegi tam, gdzie ciężki opryskiwacz nie może wjechać, np. po deszczach lub na mokrych polach. Eksperci podkreślają jednak, iż drony nie zastąpią całkowicie tradycyjnych opryskiwaczy i przez cały czas obowiązywać będą rygorystyczne zasady bezpieczeństwa.
Co sygnalizują rolnicy, w praktyce problem pojawia się wtedy, gdy:
- pole jest podmokłe,
- rośliny są wysokie,
- liczy się szybka reakcja,
- ciężki opryskiwacz może zniszczyć plantację, strukturę gleby lub ugrzęznąć.
I właśnie w takich sytuacjach rolnicy najczęściej widzą miejsce dla dronów.
„Jestem zainteresowany użyciem drona na moim polu, głównie do zabiegów herbicydowych po wschodach rośliny uprawnej. Z fungicydami ani insektycydami choćby punktowo bym nie ryzykował zabiegu dronem” — mówi w rozmowie z naszym portalem rolnik z powiatu świdnickiego.
Projekt ustawy zakłada skrócenie części procedur administracyjnych oraz uproszczenie zgłaszania zabiegów wykonywanych dronami. Dla rolników najważniejsze może być to, iż decyzji nie trzeba będzie planować z wielotygodniowym wyprzedzeniem. Ale niestety wciąż planowanie użycia drona w okresie będzie wymagało wielu tygodni na zgłoszenie.
Mianowicie wymagane będzie zgłoszenie planu zabiegów z użyciem bezzałogowego agrolotniczego statku rolniczego w następujących terminach:
„Podmiot planujący przeprowadzenie zabiegu z zastosowaniem środka ochrony roślin przy użyciu sprzętu agrolotniczego przekazuje wojewódzkiemu inspektorowi, o którym mowa w ust. 1, plan zabiegów niepóźniej niż na:
- 40 dni przed planowanym rozpoczęciem zabiegów ujętych w tym planie – w przypadku gdy plan zabiegów obejmuje zabiegi z zastosowaniem środka ochrony roślin przy użyciu sprzętu agrolotniczego montowanego: a) na statku powietrznym innym niż rolniczy bezzałogowy statek powietrzny albo b) na statku powietrznym innym niż rolniczy bezzałogowy statek powietrzny oraz na rolniczym bezzałogowym statku powietrznym;
- 14 dni przed planowanym rozpoczęciem zabiegów ujętych w tym planie – w przypadku gdy plan zabiegów obejmuje wyłącznie zabiegi z zastosowaniem środka ochrony roślin przy użyciu sprzętu agrolotniczego montowanego na rolniczym bezzałogowym statku powietrznym.
Plan zabiegów ma zawierać: uzasadnienie konieczności wykonania zabiegów z zastosowaniem środka ochrony roślin przy użyciu sprzętu agrolotniczego, potwierdzające spełnienie warunków określonych w art. 38 ust. 1″ — czytamy w projekcie ustawy.
„Nie da się wszystkiego zastąpić dronem”
Eksperci studzą jednak hurraoptymizm.
Dr hab. inż. Grzegorz Doruchowski z Instytutu Ogrodnictwa podkreśla, iż dron nie będzie rozwiązaniem każdego problemu w ochronie roślin.
„Niektórzy myślą, iż dron to jest panaceum na wszystko. Według mnie to trochę moda”.
Według profesora Doruchowskiego największy sens z użyciem drona mają:
- zabiegi punktowe,
- selektywne opryski,
- precyzyjne aplikacje na konkretnych fragmentach pola.
To właśnie wtedy można ograniczyć ilość stosowanych środków ochrony roślin i zmniejszyć obciążenie środowiska.
„Zastosowanie środków ochrony roślin selektywnie, a więc z dużym ograniczeniem dawki rzeczywiście łączy się z korzyścią. Wtedy mniej środków ochrony roślin się stosuje, i mamy mniejsze obciążenie środowiska” — wyjaśnia Grzegorz Doruchowski.
Drony mają swoje ograniczenia
Choć zainteresowanie technologią jest duże, sama możliwość wykonania skutecznego zabiegu zależy od wielu czynników.
Ekspert z IO–PIB zwraca uwagę, iż szczególnie w sadach problemem pozostaje równomierne pokrycie roślin cieczą roboczą.
„Trudno jest opryskać dronem sady w sposób równomierny oraz wprowadzić środek w sposób równomierny w drzewach”
Najwięcej cieczy trafia zwykle: na wierzchołki drzew, na górne strony liści.
Tymczasem wiele szkodników żeruje pod liśćmi albo wewnątrz korony drzewa.
Problemy są także praktyczne:
- niewielkie zbiorniki dronów (do nabycia w Polsce drony z pojemnością zbiornikó do 100 l, niektóre do 150 l)
- wymiana baterii (częstotliwość co kilkanaście minut),
- ograniczona szerokość robocza (największa przy dostępnych w Polsce dronach do 6 m).
Nie wystarczy kupić drona
Wielu rolników kupiło sprzęt dzięki dotacjom, ale sama obecność drona w gospodarstwie nie oznacza jeszcze możliwości wykonywania legalnych oprysków.
Potrzebne są:
- odpowiednie uprawnienia,
- zgłoszenia,
- zatwierdzenie planu zabiegów,
- środki ochrony roślin zarejestrowane do stosowania z powietrza.
Nie ma w Polsce środków zarejestrowanych do ultraniskoobjętościowych zabiegów z powietrza.
Profesor Doruchowski zwraca uwagę, iż w tej chwili lista takich preparatów jest bardzo krótka.
„Na razie mamy tylko Mospilan, który jest zarejestrowany w ten sposób”.
Od urzędnika MRiRW podczas konferencji odbywającej się w IO w Skierniewicach dowiedzieliśmy się, iż w UE jest zarejestrowanych 8 środków do takiego użycia. Dlatego w ramach strefowego wzajemnego uznawania istnieje możliwość zarejestrowania tych środków także w Polsce.
Największy problem? Czas reakcji
Rolnicy od dawna zwracają uwagę, iż obecne przepisy nie pasują do realiów ochrony roślin.
W wielu sytuacjach decyzję o zabiegu trzeba podejmować:
- z dnia na dzień,
- po monitoringu plantacji,
- po przekroczeniu progu szkodliwości,
- po pojawieniu się warunków infekcji.
Jak mówi nam Profesor Doruchowski w ochronie roślin czas reakcji jest najważniejszy, jeżeli chodzi o skuteczność ochrony. O ile zabiegi fungicydami czy herbicydami można wykonać profilaktycznie, o tyle prawo dopuszcza użycie insektycydów w sytuacji zaistnienia zagrożenia. Czyli w przeważającej mierze — interwencyjnie.
Tymczasem projektowane procedury wymagają wcześniejszych zgłoszeń i planowania zabiegów z dużym wyprzedzeniem, kiedy tak naprawdę nie znamy terminu wystąpienia zagrożenia.
„Nie wyobrażam sobie, iż można ustawić sobie program ochrony, kiedy trzeba kolejne pozwolenia długofalowe” — zgłasza swoje wątpliwości Grzegorz Doruchowski.
Projekt ustawy ma częściowo uprościć te procedury:
- skrócić czas zgłoszeń (do 14 dni),
- uprościć dokumentację,
- ograniczyć część formalności.
Technologia może pomóc szybciej wykrywać problemy
Nasz ekspert zwraca uwagę, iż przyszłość dronów w rolnictwie może być związana nie tylko z opryskami, ale także z monitoringiem pól.
„Nowoczesne kamery hiperspektralne potrafią wykrywać stres roślin wcześniej, niż człowiek zauważy zmiany gołym okiem” — informuje profesor Doruchowski.
To może pozwolić: szybciej wykrywać infekcje, wykonywać punktowe zabiegi, ograniczać chemizację środowiska, zmniejszać koszty.
„Można sobie zmapować pole, i wykryć pierwsze ogniska infekcji na podstawie zmiany spektrum koloru”.
Projekt ustawy to dopiero początek
Samo uproszczenie przepisów nie oznacza jeszcze rewolucji.
Potrzebne będą: kolejne rejestracje środków ochrony roślin, badania skuteczności, dopracowanie technologii, szkolenia operatorów, praktyczne doświadczenia z pól.
Eksperci podkreślają jednak, iż kierunek zmian jest wyraźny — rolnictwo będzie coraz mocniej korzystać z precyzyjnych technologii i danych zbieranych z powietrza.
Dla części gospodarstw drony mogą w przyszłości stać się uzupełnieniem klasycznych opryskiwaczy. Zwłaszcza tam, gdzie pogoda i warunki polowe coraz częściej utrudniają szybkie wykonanie zabiegu.

1 godzina temu















