Pierwszy ciągnik Ursus był amerykański. Niezwykła historia polskiej „ciągówki”

30 minut temu
Zdjęcie: ciągnik Ursus


Ciągówka to zapomniana dziś nazwa ciągnika rolniczego. Pierwsze takie maszyny sprowadzono z USA na tereny obecnej Wielkopolski już w 1912 r. Były wówczas dostępne jedynie dla najbogatszych majątków, a Polski jako niepodległego państwa nie było jeszcze na mapie Europy.

Pierwszy polski ciągnik rolniczy Ursus zaprojektował w 1915 r. Karol Taylor, profesor Politechniki Warszawskiej. Jeżdżący prototyp powstał w ciągu następnych trzech lat w fabryce Ursus na Woli. Jednak ciągnik ten nie doczekał się wprowadzenia do produkcji.

Na drodze stanął wybuch wojny. Bowiem Rosjanie wywieźli wówczas większość urządzeń z hal Ursusa, a po zakończeniu działań wojennych fabryka straciła główny, rosyjski rynek zbytu. Chcąc dalej produkować należało zakłady doinwestować, a to zaś wymagało wielkiego kapitału. Aby go zgromadzić 4 czerwca 1920 r. powołano do życia spółkę akcyjną pod nazwą Fabryka Silników i Traktorów Ursus S.A.

Prototyp pierwszego polskiego ciągnika z 1915 r. zaprojektowany przez Karola Taylora. Ten dość duży pojazd był napędzany rzędowym, wzdłużnie ustawionym silnikiem.

Ciągnik Ursus powstał na bazie amerykańskiego Titana

Udziałowcy spółki Ursus widzieli duże możliwości w produkcji i rozpowszechnieniu ciągówki. Skonstruowanie i uruchomienie własnej konstrukcji zdawało się zadaniem dość trudnym i obarczonym ryzykiem. Najpewniejszym rozwiązaniem wydawało się oparcie projektu, o któryś ze sprawdzonych, szeroko produkowanych i niedrogich ciągników. I tu trafiamy na firmę International Harvester Company (IHC).

Pierwsze modele traktorów IHC, choć zdobyły sobie dobrą opinię, to już niedługo okazało się, iż są za duże i zbyt drogie. Tendencje światowe szły w kierunku lekkich, tanich ciągników. Tym samym do wybuchy I wojny w USA budowano wyłącznie ciężkie traktory o mocach 60-80 KM. Posiadały one monstrualne rozmiary i niekorzystny stosunek mocy do masy. Dlatego również i tam taki ciągnik, nie był tanim rozwiązaniem problemów siły pociągowej. Nowym podejściem do potrzeb rynku okazało się wypuszczenie przez IHC w 1914 r. małego, jednocylindrowego ciągnika Mogul.

Rok później fabryka w Milwaukee rozpoczyna produkcję traktora Titan 10-20, który z powodzeniem współpracował z 3-skibowym pługiem. Amerykańskie źródła podają, iż w wytwórni w Milwaukee powstało ich ponad 700 tysięcy. Tego typu ciągówki, można było nabyć po niskich cenach. Traktor Mogul w 1914 r. kosztował niecałe 680 dolarów. Była to dość atrakcyjna kwota, gdyż na większość konkurencyjnych traktorów trzeba było wyłożyć powyżej 1000 dolarów.

Trudno ukryć amerykańskie pochodzenie ciągówki Ursusa. Na wielu jej elementach znajdują się sygnowane znaki IHC.
Silnik i jego osprzęt: A-gaźnik, B-dźwignie zaworowe, C-popychacze, D-dolny styk elektryczny zapłonu „make&brake”, E-pompa olejowa z okienkami wskazującymi przepływ oleju, F-iskrownik. Fot. R. Mazur
Fot. R. Mazur

Pierwszy ciągnik Ursus – jak rozpoczęła się produkcja?

Widniejące na błotnikach Titana cyfry 10-20, informowały o mocy na haku, oraz na kole pasowym. W rzeczywistości wartości te był większe. Test Nebraska nr 23 wykazał, maksymalną moc na dyszlu 16 KM oraz 25 KM na kole pasowym. Fot. R. Mazur

I tu dochodzimy do momentu, gdy w 1920 r. firma handlowa pod nazwą Syndykat Rolniczy Warszawski SA sprowadziła i uruchomiła w majątkach ziemskich pierwszych 250 traktorów Titan 10-20, oraz jego 1-cylindrową odmianę Junior 8-16. Traktory te okazały się jak na warunki polskie szlagierem importowym. Nie umknęło to uwadze zarządowi spółki Ursus, który postanowił uruchomić produkcję Titanów.

Trudno tu raczej mówić o licencji, a był to raczej montaż. Jednak od początku Ursus postawił nie tylko na produkcję i sprzedaż ciągówki. Wraz z jej zakupem nabywca mógł liczyć na dostawę drogą kolejową, uruchomienie i przeprowadzenie szkolenia traktorzystów, a w późniejszym czasie na przeprowadzanie odpłatnych napraw i bieżących konserwacji. Ursus tego rodzaju osłonę serwisową z powodzeniem stosował od lat w przypadku lokomobili spalinowych i silników stacjonarnych. Produkcję ciągówek przeprowadzano na kilku stanowiskach, w których pięcioosobowe zespoły mechaników składały te ciągniki (tzw. montaż gniazdowy).

Źródło części zamiennych prawdopodobnie stanowiły znaczne zapasy części zamiennych, dostępnych w sieci Deeringa, która handlowała ciągnikami Titan. Amerykańskie pochodzenie pierwszego Ursusa trudno ukryć, gdyż świadczą o nim min. sygnowane oznaczenia „IHC” znajdujące się na wielu podzespołach ciągówki Ursusa. Dlatego wyrób z Ursusa niczym nie różnił się od pierwowzoru. Nie jest jasne, czy produkcja ta, notabene jednostkowa, odbywała się za porozumieniem z siecią handlową Deeringa, czy została podjęta bez wiedzy amerykanów. Należy pamiętać, iż w tym momencie IHC kończył produkcję Titana, a tym samym zainteresowaniem tym modelem.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Ciągówka Ursus miała silnik 8,68 l i wtrysk wody

W przypadku ciągówki Ursusa mamy do czynienia z rozwiązaniami technicznymi, które diametralnie różnią się od znanych nam układów stosowanych w drugiej połowie XX w. Można powiedzieć, iż jest to traktor, który pochodzi z okresu raczkowania myśli technicznej. Dwucylindrowy, leżący silnik o poprzecznym ułożeniu wału, spoczywał centralnie posadowiony na ramie nośnej. Z ogromnej pojemności 8,68 l jednostka ta osiągała niewielką moc 25 KM przy 575 obr/min.

Cechą charakterystyczną traktorów z pierwszej połowy XX w, były zwolnice łańcuchowe, które również znajdziemy w ciągówce Ursusa. Fot. R. Mazur

W silniku tym uwagę zwraca nowoczesny układ górnozaworowy, który wyróżniał się na tle powszechnych układów dolnozaworowych. Do niespotykanego dziś rozwiązania należała umieszczona w przewodzie dolotowym dysza, rozpylająca niewielkie ilości wody. Do czego ona służyła? Otóż we wczesnych silnikach iskrowych, podczas spalania nafty, rozgrzanie ścianek cylindra prowadziło do powstawania przedwczesnego zapłonu od temperatury, zanim przeskoczyła iskra. Wówczas praca jednostki przebiegała sztywno z objawem czarnego dymienia.

Dlatego stosowano wspomnianą dyszę wodną, zwaną układem przeciw detonacyjnego spalania nafty. Generalnie jego działanie polegało na tworzeniu mgły wodnej, która parując obniżała temperaturę mieszanki.

Jak działał nietypowy układ zapłonowy ciągówki Ursusa?

Kolejne osobliwe rozwiązanie to iskrowy układ zapłonowy pozbawiony świec. System ten o nazwie „make&brake”, posiadał styki przerywacza umieszczone wewnątrz cylindra. Jeden na denku tłoka i drugi na elastycznym uchwycie w głowicy. Gdy tłok doszedł do górnego, martwego położenia następowało zamknięcie obwodu elektrycznego. Następnie po przekroczeniu martwego położenia, cofający się tłok powodował rozwarcie styków i powstanie między nimi iskry inicjującej zapłon.

Umieszczony nad przednią osią zbiornik wody chłodzącej o pojemności 117 litrów, pełnił dodatkową funkcję obciążnika. Fot. R. Mazur

Układ zapłonowy posiadał cewkę indukcyjną, a prąd był generowany dzięki iskrownika. Wynaleziony w 1909 r. system „make&brake”, był montowany w amerykańskich ciągnikach przez wiele lat, mimo niskiej trwałość styków i skutecznym działaniu tylko w wolnoobrotowych silnikach. Kolejnym niewiarygodnym rozwiązaniem wydaje się być brak chłodnicy i pompy wody. Jednak myliłby się ten, kto by sądził, iż ciągówka przegrzewała się. Bowiem zastosowano w niej termosyfonowy układ chłodzenia, w którym ruch cieczy wymuszała różnica gęstości cieczy ciepłej i zimnej.

Gorąca woda znajdująca się w okolicy cylindrów silnika stawała się lżejsza, przesuwając się do góry układu, a schłodzona opadała na dół, tworząc samoczynny obieg grawitacyjny. Wraz ze wzrostem obciążenia silnika powiększała się intensywność chłodzenia. Niewielka szybkość krążenia cieczy, wymuszała zastosowanie dużego 117 litrowego rezerwuaru wody, który stanowił ogromny cylindryczny zbiornik. Był to przestarzały, ale i dość dobrze działający w wolnoobrotowym silniku układ. Zbiornik wody umieszczony z przodu ciągnika pełnił dodatkową rolę obciążnika.

Jak smarowano silnik pierwszego ciągnika Ursus?

Również system smarowania różnił się od obecnych rozwiązań. Serce tego układu stanowiła 6-tłoczkowa olejarka Madison Kipp z szeregiem miedzianych rurek, podających olej do kluczowych punktów jednostki napędowej. W urządzeniu tym pierwszymi dwoma przewodami, olej dozowany był do sworzni tłokowych. Kolejnymi dwoma dostawał się do panewek głównych.

Pozostałe dwa szły do skrzyni korbowej, gdzie odbierały go rynienki zwane łapaczami oleju. One następnie kierowały olej nad panewki korbowodowe. Szklane okienka olejarki umożliwiały kontrolowanie ciągłości dozowania oleju do lejków odbierających. Wydajność podawania oleju można było zmieniać dzięki położenia krzywek. Instrukcja mówiła, iż na jeden obrót wałka olejarki, każdy z poszczególnych przewodów powinien podać: 3 krople do panewek głównych, 4 krople do korbowodów i 5 powinno do sworzni tłokowych. jeżeli traktor nie był używany do ciężkich prac, to można było zmniejszyć liczbę kropli podawanych do sworzni tłokowych o jedną kroplę.

Ile ciągówek Ursusa wyprodukowano i gdzie jest ostatnia?

Ciągówki Ursusa zademonstrowano po raz pierwszy podczas polsko–francuskiej wystawy rolniczej w Wilanowie, a potem na II Targach Wschodnich we Lwowie w roku 1922 roku. Otrzymały one wiele pozytywnych opinii. Pod kątem jesiennego sezonu ornego, do czerwca 1922 r. zostało zmontowanych 50 sztuk. Niestety traktory te nie odniosły sukcesu handlowego. Cena pojedynczej sztuki, produkowanej w jednostkowych ilościach okazała się zbyt wysoka, tym bardziej, iż amerykańscy wytwórcy stale zwiększali skalę produkcji, obniżając koszt pojedynczego traktora.

W praktyce taniej było kupić importowany ciągnik zza oceanu niż krajowy wyrób. Ogólnie w Polsce dla producentów maszyn rolniczych był to ekonomicznie trudny okres. Słaby popyt szedł w parze wyczekiwaniem na wzmocnienie polskiej waluty. Sytuację pogarszał ogólny brak gotówki. Ostatecznie podjęto decyzję o zaprzestaniu produkcji ciągówek. Jak się okazało liczba sprzedanych traktorów okazała się niewielka. Szacuje się, iż nie przekroczyła 100 sztuk.

Dwustopniowa skrzynia biegów umożliwiała na drugim przełożeniu rozwinięcie prędkości 4,5 km/h. Czyli tyle, ile w tamtych czasach potrzeba było do przemieszczenia ciągnika wraz z pługiem na pole.
Ciągówka Ursusa, w stosunku do amerykańskiego odpowiednika miała zmienioną z szarej na zieloną barwę zbiornika wody i błotników.
Fot. R. Mazur

Jednak dobrą decyzją okazał się wybór pierwowzoru. Ciagówki Ursusa choć już w momencie produkcji nie były zbyt nowoczesne, spisywały się bardzo dobrze. Udokumentowanym tego przykładem jest traktor pracujący jeszcze 40 lat po zakończeniu produkcji w gospodarstwie Stanisława Rakowskiego. Ten jedyny znany i zachowany egzemplarz przekazany został w 1968 r. do ówczesnego muzeum fabrycznego Ursusa. A w tej chwili znajduje się w zbiorach Narodowego Muzeum Techniki.

Zabawka Ursus C-360 czerwony

Zobacz w sklepie

Zabawka Ursus C-360 żółty

Zobacz w sklepie

Koszulka dziecięca Ursus C-330

Zobacz w sklepie

Koszulka rolnicza Ursus C-360

Zobacz w sklepie
Idź do oryginalnego materiału