Na rozlewiskach Biebrzy i Narwi rozgrywa się cichy konflikt, który z roku na rok przybiera na sile. Setki, a miejscami tysiące dzikich ptaków siadają na polach i dosłownie „koszą” uprawy, pozostawiając po sobie zniszczone łany i poważne straty finansowe.
Plaga ptaków nad polami. Rolnicy bezradni, straty idą w tysiące złotychRolnicy nie kryją frustracji. Problem nie jest nowy, ale dziś – jak podkreślają – osiągnął skalę, której nie są już w stanie samodzielnie kontrolować.
Najpierw pszenica, potem reszta. „One są wszędzie”
Schemat jest powtarzalny i dobrze znany w gospodarstwach położonych w pobliżu terenów podmokłych.
Największym „przysmakiem” ptactwa pozostaje pszenica. Gdy jej zaczyna brakować, ptaki przenoszą się na kolejne uprawy – rzepak, pszenżyto, a choćby łąki. Te ostatnie są szczególnie narażone, bo intensywne żerowanie powoduje ich „przycinanie” niemal do zera.
Rolnicy zwracają uwagę, iż sytuacja jest dynamiczna. Wczesną wiosną dominują gęsi, ale coraz częściej pojawiają się także żurawie. Te z kolei potrafią wyrządzić poważne szkody w kukurydzy – szczególnie w fazie wschodów.
Problem polega na skali. To już nie pojedyncze stada, ale masowe naloty, które potrafią zniszczyć znaczną część plantacji w krótkim czasie.
Straty rosną, a system nie działa
W praktyce rolnik zostaje z problemem sam. Obecne przepisy przewidują rekompensaty za szkody wyrządzane przez niektóre gatunki zwierząt – jak bobry czy żubry. Ptaki jednak wciąż pozostają poza systemem odszkodowań.
To oznacza, iż choćby duże straty nie są rekompensowane.
Jeden z gospodarzy oszacował, iż na 10 hektarach jego pola szkody sięgnęły co najmniej 8 tys. zł. W wielu przypadkach są one jeszcze większe, szczególnie przy intensywnych nalotach.
Jak podkreśla Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych:
„Szkody te mają charakter masowy i w wielu przypadkach przekraczają możliwości ochrony upraw przez samych rolników. Obecne przepisy nie przewidują skutecznego mechanizmu rekompensaty, co powoduje, iż producenci rolni ponoszą straty niezależne od swojej działalności.”
Nowelizacja utknęła. Rolnicy czekają
Nadzieje na zmianę sytuacji pojawiły się wraz z projektami nowelizacji przepisów, które miały rozszerzyć odpowiedzialność Skarbu Państwa na szkody wyrządzane przez ptaki.
Na liście znalazły się m.in.:
- gęsi,
- żurawie,
- kormorany,
- łabędzie,
- czaple siwe,
- kruki.
To właśnie te gatunki najczęściej pojawiają się na polach i odpowiadają za największe straty.
Problem w tym, iż prace legislacyjne utknęły, a rolnicy – mimo zapowiedzi – wciąż nie doczekali się konkretnych rozwiązań.
Ochrona przyrody kontra produkcja rolna
Sytuacja jest trudna także z innego powodu. Wiele gatunków ptaków objętych jest ochroną, co ogranicza możliwości ich odstraszania czy regulacji liczebności.
W praktyce oznacza to, że:
- rolnik nie może skutecznie reagować,
- nie otrzymuje odszkodowania,
- a szkody ponosi w całości na własny koszt.
To rodzi coraz większe napięcia między ochroną przyrody a realiami produkcji rolnej.
Problem lokalny, który staje się ogólnopolski
Choć dziś najgłośniej o sytuacji na Podlasiu, podobne sygnały pojawiają się z innych regionów kraju. Wraz ze zmianami klimatu i migracji ptaków, problem może się nasilać.
Rolnicy podkreślają, iż bez systemowych rozwiązań sytuacja będzie się tylko pogarszać.
Wniosek: rolnik nie może być jedynym, który ponosi koszty
Naloty ptaków to nie incydent, ale zjawisko, które zaczyna mieć realny wpływ na opłacalność produkcji.
Bez zmian w przepisach rolnicy pozostaną w sytuacji, w której:
- nie mają narzędzi do skutecznej ochrony,
- nie otrzymują rekompensat,
- a straty rosną z każdym sezonem.

2 godzin temu













