Polexit: Co oznaczałby dla rolników?

3 godzin temu

Wspólna Polityka Rolna jest najstarszą wspólną polityką Wspólnoty Europejskiej. W ostatnich latach stała się jednak mocno kontrowersyjnym tematem. Jak funcjonowałoby polskie rolnictwo, gdyby jej nie było lub gdyby Polska opuściła UE?

Polexit: Co oznaczałby dla rolników?

Jednolita polityka w dziedzinie rolnictwa, czyli Wspólna Polityka Rolna, powstała w 1962 r. i jest najstarszą polityką Unii Europejskiej. W budżecie na lata 2021–2027 przeznaczono na nią 386,6 mld euro, czyli około 0,34 euro dziennie na obywatela.

Założeniem WPR jest to, aby gwarantować obywatelom UE przystępną cenowo, bezpieczną i wysokowartościową żywność, a także gwarantować dobry poziom życia rolnikom – w tym sensie ma aż 7 mln beneficjentów. Jej celem jest również ochrona zasobów naturalnych i działania na rzecz klimatu, na co trafia 40 proc. jej budżetu.

Wspólna Polityka Rolna składa się z trzech elementów: płatności bezpośrednich dla rolników, środków stabilizujących rynki i wsparcia dla obszarów wiejskich.

Elementy WPR

UE wspiera rolników dzięki płatności bezpośrednich, aby, mieli stabilne dochody, zabezpieczone przed wahaniami cen i gorszymi zbiorami, dostarczali dobra publiczne, za które nie płaci rynek, np. dbali o swoje użytki i przestrzegali norm bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt oraz osiągali zyski z rolnictwa.

Na dopłatach korzystają jednak nie tylko rolnicy. Jak wskazuje Rada UE, wsparcie dla producentów przekłada się na ceny żywności w sklepach oraz na przestrzeganie przez rolników norm bezpieczeństwa, ochrony środowiska oraz zdrowia i dobrostanu zwierząt, które należą do najbardziej rygorystycznych na świecie.

Rolnicy, którzy nie przestrzegają wymogów, otrzymują mniejsze wsparcie lub nie otrzymują go wcale – jest to zasada tzw. wzmocnionej warunkowości.

Wspólna Polityka Rolna przewiduje też środki rynkowe, które mają stabilizować rynki rolne, zapobiegać kryzysom i równoważyć dużą zmienność cen spowodowaną np. chwilową nadwyżką produktów.

Środki te obejmują unijne finansowanie dla państw członkowskich, by rozwiązać problemy w konkretnych sektorach, przepisy dotyczące międzynarodowego handlu produktami rolnymi, a także interwencje ad hoc w sytuacjach kryzysowych.

Od początku XXI wieku WPR wspiera także obszary wiejskie. Według danych Eurostatu na obszarach wiejskich mieszka bowiem jedna czwarta z 447-milionowej populacji UE, a regiony z przewagą takich obszarów stanowią prawie połowę powierzchni Europy, o PKB na mieszkańca znacznie poniżej unijnej średniej.

Unijne środki na rozwój obszarów wiejskich mają pomagać w modernizacji gospodarstw rolnych, zwiększać inwestycje w infrastrukturę, w tym łączność i podstawowe usługi, zwiększać konkurencyjność sektora rolnego i wspierać wymianę pokoleń w rolnictwie.

WPR w Polsce

W perspektywie finansowej 2023-2027 Polska ma łącznie otrzymać 17,3 mld euro w ramach I filaru WPR i 4,7 mld euro w ramach II filaru WPR. Dodatkowo w I filarze WPR realizowane jest Przejściowe Wsparcie Krajowe finansowane w całości z budżetu krajowego.

Wydatki związane ze wsparciem na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, dodatkowo współfinansowane są ze środków krajowych. W ramach środków krajowych na ten cel planuje się przeznaczyć ponad 3,2 mld euro.

W sumie środki na wsparcie polskiego rolnictwa i rozwój obszarów wiejskich zaplanowane na okres 2023-2027 wynoszą 25,2 mld euro.

W 2025 r. płatności bezpośrednie wyniosły:

  • podstawowe wsparcie dochodów: 488,55 zł za hektar
  • płatność dla małych gospodarstw: 960,70 zł za hektar
  • płatność dla młodych rolników: 248,16 zł za hektar

Osobne rodzaje dotacji przysługują hodowcom bydła (322,49 zł/szt.), owiec (110,16 zł/szt.), kóz (48,12 zł/szt.), rolnikom uprawiającym rośliny strączkowe na nasiona (879,96 zł/ha), rośliny pastewne (430,18 zł/ha), chmiel (1 864,49 zł/ha), ziemniaki skrobiowe (1 580,89 zł/ha), buraki cukrowe (1 284,14 zł/ha), pomidory (2 097,56 zł/ha), truskawki (1 495,79 zł/ha), len (542,69 zł/ha) i konopie włókniste (168,99 zł/ha).

Nowym elementem systemu płatności bezpośrednich są ekoschematy – obowiązkowe do wdrożenia dla państwa członkowskiego, ale dobrowolne dla rolnika. Są to praktyki rolne sprzyjające środowisku, za których wdrażanie rolnik może otrzymać dodatkowe środki.

Budżet przeznaczony na ekoschematy stanowi minimum 25 proc. kwoty płatności bezpośrednich/rok (średnio w latach 2023-2026 ok. 884 mln euro na rok).

Jak wyglądałoby polskie rolnictwo bez Wspólnej Polityki Rolnej?

– Bez WPR polskie rolnictwo byłoby wyraźnie biedniejsze, mniej nowoczesne i znacznie bardziej kruche ekonomicznie – mówi FocusEurope.pl prof. Jerzy Plewa z SGGW, ekspert Team Europe i były szef dyrekcji generalnej ds. rolnictwa i obszarów wiejskich (DG AGRI) w Komisji Europejskiej.

Zwraca on uwagę, iż od akcesji Polski do Unii Europejskiej same płatności bezpośrednie przekazane rolnikom sięgnęły 264 mld zł, a po doliczeniu głównych programów rozwoju wsi łączna skala transferów związanych z WPR osiągnęła prawie 90 mld euro.

– Nie były to wyłącznie dopłaty bezpośrednie, ale także środki na rozwój wsi. Wsparcie miało różnorodny i wszechstronny charakter: obejmowało dochody rolników, inwestycje i modernizacje gospodarstw i przetwórstwa żywności, działania środowiskowe, instrumenty stabilizujące rynek oraz wsparcie infrastruktury na obszarach wiejskich – wskazuje Plewa.

Jak wyjaśnia, przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej instrumenty krajowe były niewspółmiernie mniejsze i najczęściej opierały się na kredycie preferencyjnym, z którego często większe korzyści czerpali dostawcy środków produkcji niż sami rolnicy.

Według Jerzego Plewy najlepszym dowodem skali pozytywnych zmian nie są jednak same transfery, ale wyniki handlu rolno-spożywczego. W 2025 r. polski eksport rolno-spożywczy osiągnął 58,4 mld euro, import 38,6 mld euro, a dodatnie saldo 19,8 mld euro. Tymczasem jeszcze w 2002 r. Polska miała ujemny bilans w handlu rolno-spożywczym.

Wartość eksportu rolno-spożywczego przed przystąpieniem do UE była ponad 11-krotnie niższa niż obecnie, wskazuje Plewa.

– Mieliśmy tę samą ziemię, ale brakowało tego, co zmieniło reguły gry: pełnego dostępu do jednolitego rynku europejskiego, wspólnych reguł handlowych i rozwojowego impulsu WPR. To zasadnicza różnica między rolnictwem peryferyjnym, zapóźnionym a rolnictwem, które stało się jednym z filarów polskiego eksportu – podkreśla.

Jego zdaniem wystarczy spojrzeć na rolnictwo państw byłego bloku wschodniego, które nie są objęte WPR, np. Serbii czy Mołdawii, i porównać z polskim, aby zobaczyć zasadniczą różnicę w rozwoju.

– WPR to nie dodatek – to jeden z fundamentów cywilizacyjnego skoku polskiej wsi i rolnictwa – ocenia Jerzy Plewa.

Polexit: Jak wpłynąłby na polskie rolnictwo?

Protesty rolników umocniły stereotyp, iż to właśnie ta grupa należy do największych zwolenników wystąpienia Polski z Unii Europejskiej. Tymczasem okazuje się, iż choć producenci rolni krytykują zmiany we Wspólnej Polityce Rolnej, które ich zdaniem zmierza w złym kierunku, to jednocześnie większość z nich chce pozostania w Unii Europejskiej.

Z ubiegłorocznej edycji badania „Polska wieś i rolnictwo” wynika, iż gdyby referendum o przystąpieniu do Unii Europejskiej odbywało się teraz, 63,4 proc. mieszkańców obszarów wiejskich zagłosowałoby za członkostwem, a tylko 14 proc. przeciwko akcesji. 12,3 proc. nie zagłosowałoby wcale, a 10,3 proc. nie wie, jak by zagłosowało.

– Tak zwany polexit oznaczałby utratę bardzo istotnych funduszy na modernizację, dzięki którym polskie rolnictwo w ostatnich 22 latach dokonało skoku cywilizacyjnego, skutecznie korzystając z ogromnych środków unijnych na unowocześnienie przetwórstwa i gospodarstw – mówi europoseł PSL Adam Jarubas.

– Bez nich rozwój techniczny i konkurencyjność polskiej wsi stanęłyby pod znakiem zapytania – dodaje.

Również prof. Jerzy Plewa uważa, iż polexit byłby złym krokiem z punktu widzenia rolnictwa. – To byłby dla polskiego rolnictwa cios strategiczny, a nie akt gospodarczej emancypacji – ocenia.

– To nie tylko mniej pieniędzy dla całego sektora, więcej ryzyka, więcej biurokracji granicznej i barier w eksporcie żywności oraz słabsza pozycja konkurencyjna, ale także szok wynikający z braku możliwości zagospodarowania olbrzymich nadwyżek na rynku krajowym i pozaunijnym – dodaje nasz rozmówca.

Nie tylko dotacje, ale i rynek

Polexit to jednak dla polskiego rolnictwa przede wszystkim zamknięcie unijnego rynku, mówi Adam Jarubas, zwracając uwagę, iż wystąpienie z UE oznaczałoby powrót barier celnych i utratę głównego rynku zbytu.

– To byłoby najbardziej bolesne i wyniszczające, choćby bardziej niż utrata dopłat bezpośrednich, które stanowią znaczną część dochodów polskich gospodarstw – wskazuje.

Jerzy Plewa zauważa, iż polski sektor rolno-spożywczy jest dziś silnie zintegrowany z rynkiem unijnym. W 2025 r. trzy czwarte polskiego eksportu rolno-spożywczego trafiło do UE, która dla wielu producentów i przetwórców jest rynkiem podstawowym.

– Utrata pełnego dostępu do jednolitego rynku oznaczałaby wstrząs dla łańcuchów dostaw, cen, inwestycji i opłacalności produkcji – podkreśla.

Jak zaznacza, najbardziej ucierpiałyby branże nastawione na eksport: w wołowinie 80–90 proc. produkcji trafia za granicę, w mleczarstwie ok. 30 proc. rocznej produkcji mleka znajduje odbiorców poza krajem, a 73 proc. wartości eksportu produktów mleczarskich kierowane jest do UE. W drobiarstwie eksport obejmuje natomiast ok. 64 proc. produkcji, a Polska pozostaje największym producentem drobiu w UE.

– Tych sektorów nie da się „przestawić” na rynek krajowy: bez pełnego dostępu do jednolitego rynku nadwyżki podaży gwałtownie uderzyłyby w ceny skupu i marże przetwórstwa, obniżając rentowność – mówi Plewa.

Gospodarka na zakręcie. Jedni łapią oddech, inni notują twarde spadki

Nie iść drogą Wielkiej Brytanii

Zdaniem Jerzego Plewy brexit daje Polsce bardzo konkretną lekcję, jak wystąpienie z Unii Europejskiej wpływa na sektor rolny, choćby jeżeli brytyjskie rolnictwo w mniejszym stopniu niż polskie było uzależnione od rynku UE.

Według najnowszych danych administracji celnej wartość brytyjskiego eksportu produktów rolnych do UE spadła o około 37,4 proc. w porównaniu do okresu sprzed brexitu, zaznacza ekspert.

– To pokazuje brutalną prawdę: poza jednolitym rynkiem nie czeka żadna premia za „niezależność”, ale ochrona celna, kontrole, koszty weterynaryjne i sanitarne, opóźnienia oraz utrata części rynku, który wcześniej był dostępny niemal bez tarć – wskazuje.

Jak dodaje, dla Polski skutki mogłyby być szczególnie dotkliwe, bo sukces naszego sektora rolno-spożywczego nie opiera się wyłącznie na produkcji, ale na trzech filarach naraz: WPR, jednolitym rynku i wspólnej polityce handlowej UE.

– Kto obiecuje rolnikom, iż można z tego układu wyjść bez bólu, sprzedaje im nie ekonomię, ale iluzję – kwituje Jerzy Plewa.

Aleksandra Krzysztoszek FocusEurope.pl

Idź do oryginalnego materiału