Pszczoły pod ochroną, pszczelarze przy stole z rządem. Nowe przepisy mogą zmienić zasady gry

1 godzina temu

To nie jest już akademicka dyskusja o przyrodzie. To sprawa, która dotyka rolnictwa, produkcji żywności, pszczelarstwa i bezpieczeństwa całego ekosystemu. Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozpoczęło rozmowy ze środowiskiem pszczelarskim nad zmianami w Krajowym Planie Odbudowy Zasobów Przyrodniczych. Stawka jest wysoka: zatrzymanie spadku liczby owadów zapylających, ale bez uderzania w tych, którzy od lat zajmują się pszczołami zawodowo i hobbystycznie.

11 maja 2026 r. w siedzibie resortu klimatu zaplanowano spotkanie z przedstawicielami branży pszczelarskiej. W rozmowach biorą udział m.in. reprezentanci Klastra Organizacji Pszczelarskich, Polskiego Związku Pszczelarskiego oraz regionalnych i wojewódzkich organizacji pszczelarskich. Ministerstwo podkreśla, iż chce dostosować zapisy KPOZP do postulatów branży oraz specyfiki polskiego rolnictwa.

Alarm dla zapylaczy. Bez nich rolnictwo zapłaci wysoką cenę

Owady zapylające są cichym fundamentem produkcji żywności. Bez nich spada stabilność plonowania wielu roślin, pogarsza się bioróżnorodność, a ekosystemy stają się słabsze i bardziej podatne na kryzysy.

Problem w tym, iż populacje zapylaczy w Europie są pod silną presją. Unijne przepisy o odbudowie przyrody zakładają odwrócenie spadku populacji owadów zapylających do 2030 r., a następnie utrzymanie trendu wzrostowego. Komisja Europejska wskazuje, iż chodzi nie tylko o same pszczoły miodne, ale szerzej o owady zapylające i ich różnorodność.

To właśnie ten cel ma zostać przełożony na polskie przepisy i działania w ramach Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych.

Pszczelarze podnieśli alarm. Ministerstwo odpowiada rozmowami

Spotkanie z 11 maja jest odpowiedzią na list otwarty środowiska pszczelarskiego z 5 maja 2026 r.. Pszczelarze zgłosili uwagi do projektu KPOZP, obawiając się, iż przepisy dotyczące ochrony dzikich zapylaczy mogą w praktyce uderzyć również w legalnie prowadzone pasieki.

Według informacji opublikowanych przez organizacje pszczelarskie list był odpowiedzią na projekt dokumentu przygotowany w związku z wdrożeniem unijnego rozporządzenia 2024/1991. Środowisko pszczelarskie wskazywało, iż w procesie tworzenia przepisów trzeba uwzględnić realia polskiego pszczelarstwa i nie stawiać znaku równości między pasiekami rodzinnymi, zawodowymi i przemysłowym modelem produkcji.

Ministerstwo deklaruje, iż chce prowadzić dialog, a nie tworzyć przepisy ponad głowami zainteresowanych. Resort zapewnia, iż ochrona dzikich zapylaczy nie jest działaniem wymierzonym w hodowlę pszczoły miodnej.

Najbardziej gorący punkt: art. 10 i przyszłość pasiek

Najwięcej emocji budzi część dotycząca zapylaczy, powiązana z art. 10 unijnego prawa o odbudowie przyrody. To on nakłada na państwa członkowskie obowiązek poprawy różnorodności owadów zapylających i odwrócenia spadku ich populacji najpóźniej do 2030 r.

W praktyce oznacza to konieczność zaplanowania konkretnych działań: ochrony siedlisk, monitoringu populacji, odbudowy miejsc żerowania i gniazdowania oraz ograniczania czynników, które niszczą owady zapylające.

Dla pszczelarzy najważniejsze jest jednak pytanie: czy nowe przepisy będą chronić przyrodę, czy zaczną ograniczać działalność pasiek? Właśnie dlatego rozmowy z branżą są tak istotne.

Zrównoważone pszczelarstwo kontra przemysłowe zagęszczenie pasiek

Jednym z tematów, które mają zostać uporządkowane, jest rozróżnienie między pszczelarstwem zrównoważonym a przemysłowym. To ważne, bo nie każda pasieka działa w taki sam sposób i nie każda wywiera taki sam wpływ na środowisko.

Małe i średnie pasieki rodzinne często funkcjonują w ścisłym związku z lokalnym krajobrazem rolniczym. Inaczej wygląda sytuacja w miejscach, gdzie dochodzi do bardzo dużego zagęszczenia uli, szczególnie na terenach cennych przyrodniczo albo w miastach. Tam może pojawiać się konkurencja o pożytek między pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami.

Resort wskazuje, iż nowe propozycje mają uwzględniać m.in. zrównoważone pszczelarstwo, zasady dotyczące pasiek miejskich, ochronę siedlisk półnaturalnych i mokradeł.

Miasta, mokradła i siedliska półnaturalne. Tam mogą pojawić się nowe zasady

Projektowane rozwiązania mają dotyczyć nie tylko terenów rolniczych. Ważnym obszarem rozmów są również miasta, gdzie w ostatnich latach gwałtownie wzrosła popularność uli na dachach, w parkach i przy instytucjach publicznych.

Z jednej strony taka moda zwiększa świadomość społeczną. Z drugiej – może prowadzić do nadmiernego zagęszczenia pszczoły miodnej w miejscach, gdzie żyją dzikie zapylacze. Dlatego w rozmowach pojawia się temat uporządkowania przepisów dotyczących pasiek miejskich.

Równie ważna jest ochrona siedlisk półnaturalnych: miedz, łąk, zadrzewień, mokradeł i pasów kwietnych. To właśnie tam żyje wiele dzikich pszczół, trzmieli, motyli i innych owadów, które również odpowiadają za zapylanie roślin.

Ministerstwo: to nie wojna z pszczołą miodną

Wokół KPOZP narosło wiele emocji. Pojawiały się głosy, iż ochrona dzikich zapylaczy może oznaczać ograniczenie lub choćby wypieranie pszczelarstwa. Ministerstwo Klimatu i Środowiska stanowczo temu zaprzecza.

Resort informował 11 maja, iż w projekcie nie ma zapisów o likwidacji pasiek ani zakazie hodowli pszczół, a część dotycząca zapylaczy powstaje przy udziale pszczelarzy, bartników, naukowców, lekarzy weterynarii, samorządowców i ekspertów.

Według ministerstwa ochrona dzikich zapylaczy ma wzmacniać cały ekosystem, a nie osłabiać sektor produkcji miodu. To istotny komunikat, bo bez zaufania pszczelarzy choćby najlepszy dokument może pozostać tylko papierem.

Rolnictwo potrzebuje i pszczół miodnych, i dzikich zapylaczy

W tej sprawie nie chodzi o wybór: pszczoła miodna albo dzikie zapylacze. Rolnictwo potrzebuje jednych i drugich. Pszczoła miodna jest ważna dla pszczelarstwa, produkcji miodu i zapylania wielu upraw. Dzikie zapylacze uzupełniają ten system i często pracują tam, gdzie pszczoła miodna nie wystarcza albo działa mniej skutecznie.

Dlatego najrozsądniejszy kierunek to nie konflikt, ale odbudowa bazy pożytkowej i siedlisk. Więcej kwitnących roślin, mniej degradacji krajobrazu, ochrona mokradeł, ograniczenie presji chemicznej i zachowanie różnorodności w krajobrazie rolniczym mogą przynieść korzyści zarówno przyrodzie, jak i pszczelarzom.

To dopiero początek. Przepisy będą konsultowane dalej

Dzisiejsze rozmowy mają być wstępem do szerszych konsultacji społecznych. Ministerstwo zapowiada kolejne spotkania z interesariuszami, tak aby ostateczny kształt Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych był wynikiem porozumienia, a nie narzuconego odgórnie kompromisu.

Dla pszczelarzy to moment, w którym warto bardzo uważnie śledzić prace nad dokumentem. Dla rolników również, bo zapylacze to nie temat poboczny. To element bezpieczeństwa produkcji rolnej.

Jeżeli nowe przepisy zostaną napisane rozsądnie, mogą wzmocnić i przyrodę, i pszczelarstwo. o ile powstaną bez praktyków, ryzyko konfliktu będzie tylko rosło. Stawka jest ogromna: miód, plony, bioróżnorodność i przyszłość zapylania w polskim krajobrazie rolniczym.

Agroskop pokazał prawdę o polskiej wsi. Ogromny spadek koniunktury w 4 miesiące
Idź do oryginalnego materiału