Rolnicy alarmują: nowe przepisy mogą uderzyć w prosumentów. KRIR żąda odrzucenia projektu rozporządzenia

2 godzin temu

Krajowa Rada Izb Rolniczych nie zostawia suchej nitki na projekcie rozporządzenia Ministra Energii dotyczącym funkcjonowania systemu elektroenergetycznego. W piśmie z 12 czerwca 2026 roku Zarząd KRIR zwrócił się do ministra Miłosza Motyki. Wskazuje na poważne zagrożenia dla rolników, którzy zainwestowali w mikroinstalacje fotowoltaiczne.

Rolnicy alarmują: nowe przepisy mogą uderzyć w prosumentów. KRIR żąda odrzucenia projektu rozporządzenia

Sprawa jest poważna, bo nie chodzi o kosmetyczne zmiany w przepisach, ale o rozwiązania. Zdaniem samorządu rolniczego mogą one bezpośrednio uderzyć w ekonomię gospodarstw. Dotyczy to szczególnie nowoczesnych, towarowych gospodarstw. Każdego dnia potrzebują one stabilnych dostaw energii do produkcji, chłodzenia, wentylacji, sortowania czy obsługi zwierząt.

Fotowoltaika w gospodarstwie to nie luksus. To element produkcji

KRIR podkreśla, iż w rolnictwie instalacje prosumenckie nie są dodatkiem ani „zielonym gadżetem”. Dla wielu gospodarstw to realne narzędzie obniżania kosztów i utrzymania konkurencyjności.

W nowoczesnym gospodarstwie energia elektryczna jest potrzebna niemal bez przerwy. Systemy udojowe, chłodnie, wentylatory w budynkach inwentarskich, sortownie owoców i warzyw, magazyny, pompy, sterowniki i automatyka produkcyjna – wszystko to wymaga stabilnego zasilania.

Przerwa w dostawie prądu albo ograniczenie pracy instalacji może oznaczać nie tylko wyższy rachunek, ale również realne ryzyko strat produkcyjnych. W hodowli drobiu, produkcji mleka, przechowalnictwie owoców czy warzyw energia jest jednym z kluczowych warunków bezpieczeństwa produkcji.

Rolnicy inwestowali w zaufaniu do prawa

Zarząd KRIR zwraca uwagę, iż wielu rolników zdecydowało się na inwestycje w fotowoltaikę w określonych warunkach prawnych i ekonomicznych. Część instalacji powstała przy wsparciu środków publicznych, część była finansowana kredytem, leasingiem lub z własnych oszczędności gospodarstw.

Rolnicy kalkulowali opłacalność takich inwestycji na lata. Zakładali określoną produkcję energii, określone oszczędności i określony czas zwrotu. o ile państwo zmienia zasady w trakcie gry, ryzyko zostaje przerzucone bezpośrednio na gospodarstwa.

To szczególnie groźne w czasie, gdy koszty produkcji rolnej pozostają wysokie. Ceny skupu są niestabilne, a wiele gospodarstw szuka każdej możliwości ograniczenia kosztów stałych.

Największy zarzut: zdalne ograniczanie pracy mikroinstalacji

Najwięcej emocji budzi zapis, który – według KRIR – umożliwiałby operatorom systemów dystrybucyjnych jednostronne, zdalne i bez rekompensaty ograniczanie pracy mikroinstalacji. Dotyczyłoby to już instalacji od mocy 0,8 kW.

Dla rolników to punkt zapalny całego projektu.

Jeżeli instalacja zostanie administracyjnie ograniczona, gospodarstwo nie wyprodukuje własnej energii. A każda niewyprodukowana kilowatogodzina oznacza konkretną stratę. Rolnik zamiast korzystać z prądu z własnej instalacji będzie musiał kupić energię z sieci po cenach komercyjnych.

W praktyce może to oznaczać podwójne uderzenie: najpierw rolnik poniósł koszt inwestycji w instalację. Później – mimo tej inwestycji – będzie zmuszony płacić za energię zewnętrznemu dostawcy.

Bez rekompensaty, czyli koszt po stronie gospodarstwa

KRIR wskazuje, iż projekt nie przewiduje mechanizmu rekompensaty za energię, której rolnik nie będzie mógł wyprodukować z powodu decyzji operatora. To zasadniczy problem.

Jeżeli ograniczenie pracy instalacji wynika z potrzeb systemu elektroenergetycznego, a nie z winy rolnika, to trudno uznać za sprawiedliwe przerzucanie całego kosztu na właściciela mikroinstalacji.

Dla gospodarstw oznaczałoby to niepewność inwestycyjną. Rolnik nie będzie wiedział, ile energii faktycznie wyprodukuje jego instalacja. Nie będzie też wiedział, jak gwałtownie się zwróci inwestycja i czy w ogóle utrzyma zakładane parametry ekonomiczne.

Nowe obowiązki techniczne i groźba odłączenia od sieci

Projekt rozporządzenia ma również nakładać na właścicieli mikroinstalacji obowiązek dostosowania aparatury falownikowej oraz zapewnienia ciągłego kanału łączności z operatorem.

Dla dużej energetyki takie rozwiązania mogą być elementem zarządzania systemem. Dla rolnika oznaczają jednak kolejne koszty, dodatkowe wymogi techniczne i ryzyko sankcji.

Najpoważniejsza konsekwencja to możliwość odłączenia od sieci w przypadku niespełnienia wymagań. Dla gospodarstwa rolnego, które zainwestowało w instalację jako element produkcji, byłby to bardzo dotkliwy scenariusz.

Transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem rolników

Stanowisko KRIR sprowadza się do jednego wniosku: transformacja energetyczna wsi powinna być prowadzona z rolnikami, a nie przeciwko nim.

Rolnicy przez ostatnie lata byli zachęcani do inwestowania w odnawialne źródła energii. Fotowoltaika miała obniżać koszty, zwiększać samowystarczalność gospodarstw i wspierać modernizację produkcji. Teraz pojawia się obawa, iż ci sami rolnicy zostaną obciążeni skutkami niewydolności sieci i problemów z bilansowaniem systemu.

To budzi sprzeciw, bo gospodarstwa nie są winne temu, iż infrastruktura elektroenergetyczna nie nadąża za rozwojem rozproszonej energetyki.

Rolnicy mogą stracić przewidywalność inwestycji

Największym zagrożeniem projektu nie jest wyłącznie sam obowiązek techniczny czy możliwość ograniczania produkcji energii. Największym problemem jest utrata przewidywalności.

Rolnik inwestujący w fotowoltaikę potrzebuje jasnych zasad. Musi wiedzieć, jakie będą warunki pracy instalacji, jakie poniesie koszty i jakie uzyska oszczędności. Dodatkowo musi mieć pewność, czy państwo nie zmieni reguł po kilku latach od inwestycji.

Bez takiej stabilności trudno mówić o dalszym rozwoju OZE na wsi. A przecież to właśnie gospodarstwa rolne mają ogromny potencjał do produkcji energii z fotowoltaiki, biogazu, biomasy czy małych instalacji hybrydowych.

KRIR chce odrzucenia projektu w obecnym kształcie

Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych wnosi o odrzucenie projektu rozporządzenia w obecnym kształcie. Samorząd rolniczy wskazuje, iż regulacje mogą uderzyć w gospodarstwa, które już zainwestowały w prosumenckie źródła energii. Ponadto te gospodarstwa oparły swoje kalkulacje na stabilności prawa.

To nie jest spór wyłącznie o techniczne zasady funkcjonowania sieci. To spór o to, kto zapłaci za problemy systemu elektroenergetycznego: operatorzy, państwo czy rolnicy, którzy zainwestowali we własne źródła prądu.

Stawką są koszty produkcji i konkurencyjność polskiej żywności

Jeżeli rolnicy będą pozbawiani możliwości pełnego wykorzystania własnych instalacji bez rekompensaty, wzrosną koszty produkcji. A to może przełożyć się na konkurencyjność polskiej żywności, zwłaszcza w sektorach energochłonnych.

Mleczarstwo, drób, produkcja warzyw i owoców, przechowalnictwo, chłodnictwo oraz nowoczesne gospodarstwa towarowe nie mogą funkcjonować bez stabilnego i relatywnie taniego prądu.

Dlatego sprawa projektu rozporządzenia wykracza poza samą energetykę. Dotyczy bezpośrednio bezpieczeństwa produkcji rolnej, opłacalności gospodarstw i zaufania rolników do państwa.

Najważniejsze pytanie brzmi dziś więc nie tylko, jak zarządzać siecią elektroenergetyczną. Trzeba także pytać, czy można robić to w sposób, który nie uderzy w tych, którzy już zainwestowali we własną energię.

Rolnicy oczekują jasnej odpowiedzi: transformacja energetyczna ma być wsparciem dla wsi, a nie kolejnym rachunkiem wystawionym gospodarstwom.

Dopłaty 2025 blisko końca. ARiMR przyspiesza wypłaty
Idź do oryginalnego materiału