Rolnicy stracą na każdej szkodzie? Nowa ustawa o ubezpieczeniach budzi alarm

2 godzin temu

Ustawa o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich przeszła już przez Sejm i Senat. Wprowadza uproszczenia w systemie dopłat do polis oraz rozszerza zakres wsparcia, ale jedna zmiana wywołuje szczególne obawy wśród rolników. Chodzi o zastąpienie franszyzy integralnej franszyzą redukcyjną. Dla gospodarstw dotkniętych przymrozkami, gradem czy deszczem nawalnym może to oznaczać, iż choćby przy realnych stratach odszkodowanie będzie niskie albo nie będzie go wcale.

Rolnicy stracą na każdej szkodzie? Nowa ustawa o ubezpieczeniach budzi alarm

Nowelizacja czeka na dalszy etap procedury ustawodawczej. Rząd argumentował, iż nowe rozwiązanie ma zwiększyć dostępność polis z dopłatą państwa i pozwolić obniżyć składkę dzięki możliwości zastosowania udziału własnego.

Rolnik Roman Waszczyk alarmuje jednak, iż pozorna oszczędność na składce może przełożyć się na bardzo dotkliwe straty po wystąpieniu szkody.

To jest pozorne obniżanie kosztów produkcji rolnej o kilka złotych z hektara. Gdy przyjdzie szkoda w uprawie, okaże się, iż rolnik jest stratny i to bardzo dużo – podkreśla Roman Waszczyk.

Franszyza integralna i redukcyjna to nie to samo

W dyskusji o zmianach łatwo pomylić dwa pojęcia, choć dla wysokości odszkodowania różnica jest zasadnicza.

Dotychczas w polisach z franszyzą integralną ustalano próg odpowiedzialności ubezpieczyciela. Przykładowo, gdy wynosił on 10 proc., szkoda niższa niż 10 proc. nie była objęta wypłatą. Jednak po przekroczeniu progu ubezpieczyciel wypłacał odszkodowanie za całą ustaloną szkodę.

Jeżeli więc szkoda została oszacowana na 12 proc., wypłata obejmowała pełne 12 proc. wartości szkody. W praktyce mechanizm ten dawał rolnikowi ochronę od momentu przekroczenia granicy wpisanej do umowy.

Nowelizacja przewiduje wprowadzenie franszyzy redukcyjnej w miejsce obecnej franszyzy integralnej. Odszkodowanie ma być pomniejszane o wartość wskazaną w umowie, od 10 do 35 proc. sumy ubezpieczenia. Oficjalnie wysokość tego pomniejszenia ma zależeć od wariantu wybranego przez rolnika i wpływać na wysokość składki.

Przy szkodzie 11 proc. wypłata może objąć tylko 1 proc.

To właśnie ten mechanizm wywołuje największe zastrzeżenia Romana Waszczyka. W jego ocenie rolnik, który wybierze wariant z 10-procentowym udziałem własnym, będzie faktycznie ponosił koszt tej części szkody z własnej kieszeni przy każdym zdarzeniu.

Jeśli szkoda wyniesie 10 proc. lub mniej, rolnik nie otrzyma żadnego odszkodowania. jeżeli szkoda wyniesie 11 proc. lub więcej, rolnik otrzyma odszkodowanie tylko za każdy procent powyżej 10 proc. sumy ubezpieczenia – wyjaśnia.

Na przykładzie pszenicy ubezpieczonej na 6,4 tys. zł za hektar wygląda to bardzo wyraźnie. Przy 10-procentowym udziale własnym próg redukcji wynosiłby 640 zł na hektar. Gdy szkoda zostałaby oszacowana na 10 proc., rolnik nie otrzymałby wypłaty. Przy szkodzie 11 proc. odszkodowanie obejmowałoby jedynie część powyżej tego progu.

Ja na swoim ubezpieczeniu pszenicy mógłbym zaoszczędzić około 8 zł, wybierając udział własny na poziomie 10 proc. sumy ubezpieczenia, ale na dzień dobry byłbym stratny 640 zł na hektar – zaznacza Waszczyk.

Kilka szkód w okresie może nie dać żadnej wypłaty

Szczególnie niebezpieczny dla gospodarstw może być sezon, w którym na jednej plantacji wystąpi kilka odrębnych szkód. W polskich warunkach to nie jest scenariusz wyjątkowy. Najpierw plantację może uszkodzić wiosenny przymrozek, później grad, a następnie deszcz nawalny lub lokalne podtopienie.

Zdaniem Waszczyka każda taka szkoda ma być rozliczana oddzielnie. W efekcie rolnik może mieć łączne straty wynoszące kilkadziesiąt procent plonu, ale żadna pojedyncza szkoda nie przekroczy ustalonego udziału własnego.

Może się zdarzyć, iż jedna uprawa zostanie dotknięta przymrozkiem i kilkoma gradobiciami na łączną sumę 40–50 proc. wartości ubezpieczenia, ale żadna z tych szkód nie przekroczy udziału własnego. Rolnik nie ma wtedy 40–50 proc. plonu, ale nie dostanie żadnego odszkodowania – ostrzega.

To właśnie ten punkt może stać się najważniejszym źródłem sporów między rolnikami a ubezpieczycielami. Dla producenta liczy się przecież całkowity efekt ekonomiczny sezonu, a nie tylko pojedynczy epizod pogodowy oceniany w oderwaniu od wcześniejszych strat.

Niższa składka, ale wyższe ryzyko po stronie gospodarstwa

Ministerstwo Rolnictwa uzasadniało wprowadzenie franszyzy redukcyjnej potrzebą zwiększenia dostępności ubezpieczeń i odpowiedzią na problem wysokich składek. Zastosowanie udziału własnego ma pozwolić na obniżenie ceny polisy.

Rolnicy obawiają się jednak, iż w praktyce będzie to przesunięcie ryzyka z ubezpieczyciela na gospodarstwo. Im wyższy udział własny wybierze producent, tym niższa może być składka, ale jednocześnie tym wyższa będzie część szkody, którą będzie musiał pokryć sam.

Rolnik będzie mógł liczyć na odszkodowanie tylko przy szkodach znacznych rozmiarów. A jeżeli skusi się na wariant z 35-procentową franszyzą redukcyjną tylko dlatego, iż składka będzie niższa, to na realne odszkodowanie może nie mieć co liczyć – ocenia Roman Waszczyk.

W praktyce ubezpieczenie może więc przestać pełnić funkcję zabezpieczenia przed częstymi, średnimi stratami. Ochrona pozostanie istotna głównie przy katastrofalnych zniszczeniach, gdy szkoda wyraźnie przekroczy poziom udziału własnego.

Nowelizacja ma też korzystne elementy

Zmiany nie ograniczają się wyłącznie do franszyzy. Ustawa ma uprościć zasady przyznawania dopłat do składek. W szczególności wysokość wsparcia nie ma już zależeć od klasy gleby, dzięki czemu rolnicy nie będą musieli składać dodatkowych oświadczeń dotyczących klas użytków rolnych.

Nowelizacja przewiduje także jednolite limity stawek taryfowych, do których przysługuje dopłata państwa: do 25 proc. sumy ubezpieczenia dla tytoniu, warzyw gruntowych, drzew i krzewów owocowych oraz truskawek, a do 15 proc. dla pozostałych upraw.

Resort wskazywał również na rozszerzenie katalogu upraw objętych wsparciem oraz rozwiązania dotyczące ubezpieczeń zwierząt gospodarskich.

Rolnicy powinni dokładnie czytać warunki polisy

Największym zagrożeniem może być sytuacja, w której gospodarz wybierze tańszy wariant ubezpieczenia bez pełnego zrozumienia konsekwencji udziału własnego. Cena składki nie powinna być jedynym kryterium wyboru.

Przed podpisaniem umowy warto sprawdzić przede wszystkim:

  • jaki dokładnie poziom franszyzy redukcyjnej zawiera polisa;
  • czy udział własny jest liczony od sumy ubezpieczenia, czy od wartości konkretnej szkody;
  • czy każda szkoda będzie rozliczana osobno;
  • w jaki sposób ubezpieczyciel oceni kolejne zdarzenia pogodowe w tym samym sezonie;
  • czy uszkodzenia z różnych ryzyk mogą być łączone;
  • jaka będzie realna wypłata przy stracie wynoszącej 10, 15, 20 i 30 proc.

Przy obecnej franszyzie integralnej rolnik po przekroczeniu progu otrzymywał pełne odszkodowanie za całą szkodę. Teraz ma dostać pieniądze tylko za część przekraczającą jego udział własny. To może oznaczać kilkaset złotych straty z hektara przy każdej szkodzie – podsumowuje Roman Waszczyk.

Import nawozów mocno hamuje. Azot spadł o ponad połowę

Dyskusja wokół nowelizacji pokazuje, iż ubezpieczenie upraw nie może być oceniane wyłącznie przez pryzmat wysokości składki. Dla gospodarstwa najważniejsze pozostaje pytanie, czy polisa rzeczywiście zadziała wtedy, gdy plon zostanie uszkodzony. Przy coraz częstszych ekstremalnych zjawiskach pogodowych odpowiedź na to pytanie może decydować o wyniku finansowym całego sezonu.

Idź do oryginalnego materiału