Silnik S320 – historia “esioka”, polskiej legendy, która napędzała wieś

1 godzina temu

Był ciężki, głośny i nie należał do specjalnie wytwornych. Ale gdy już zaczął pracować, robił to z uporem godnym najlepszego. Silnik S320 przez dekady napędzał polskie gospodarstwa – od młocarni i pomp po samodzielnie budowane ciągniki. Oto jego historia.

To jedna z tych konstrukcji, które nie tylko zapisały się w historii techniki rolniczej, ale po prostu stały się jej częścią. W dziejach polskiej mechanizacji rolnictwa kilka jest maszyn i urządzeń, które zyskały taką renomę jak silnik S320.

Dla jednych był sercem młocarni, dla innych niezawodnym napędem pompy, a dla jeszcze innych – podstawą do budowy ciągnika SAM, bo przecież na wsi od zawsze obowiązywała zasada: jeżeli czegoś nie można kupić, trzeba to zrobić samemu.

Jednocylindrowy, solidny i prosty niczym cep, S320 stał się symbolem epoki, w której liczyła się przede wszystkim trwałość, łatwość naprawy i odporność na traktowanie dalekie od podręcznikowych zaleceń.

Polska wieś potrzebowała napędu

Lata powojenne nie rozpieszczały rolników. Traktorów było jak na lekarstwo, elektryfikacja wsi dopiero nabierała rozpędu, a pracy w gospodarstwach nie ubywało. Młocarnie, sieczkarnie, pompy czy młyny gospodarskie trzeba było czymś napędzać.

S320 jako stacjonarne źródło napędu, fot. Grzegorz Szularz

W takich warunkach idealnie sprawdzały się silniki stacjonarne, które można było ustawić obok maszyny i połączyć z nią dzięki pasa transmisyjnego.

Najpierw pojawiły się silniki rodziny S60. Były pożyteczne, ale z czasem okazało się, iż polskie rolnictwo potrzebuje czegoś mocniejszego. Czegoś, co poradzi sobie z większym obciążeniem i będzie równie proste w obsłudze. Tak narodził się S320.

Narodziny „esioka”

Produkcję seryjną uruchomiono w 1958 roku w Wytwórni Silników Wysokoprężnych w Andrychowie. Konstruktorzy nie odkrywali Ameryki – i bardzo dobrze. Oparli się na sprawdzonych rozwiązaniach stosowanych w zachodnich, głównie brytyjskich silnikach stacjonarnych.

Następnie dostosowali je do polskich realiów, czyli do użytkownika, który często bardziej ufał młotkowi i kluczowi 24 niż fabrycznej instrukcji obsługi. I trzeba przyznać, iż był to strzał w dziesiątkę.

Prosty, ale skuteczny

S320 był jednocylindrowym, czterosuwowym silnikiem wysokoprężnym o poziomym układzie cylindra. Rozwijał moc około 18 KM przy 1500 obr./min, co w tamtych czasach w zupełności wystarczało do większości prac gospodarskich.

Chłodzenie wodą w układzie odparowującym było rozwiązaniem niemal idealnym dla wiejskich warunków. Żadnych skomplikowanych pomp, termostatów czy chłodnic, które mogłyby odmówić współpracy akurat wtedy, gdy pogoda sprzyjała młócce. Do tego dochodziło potężne koło zamachowe, które nadawało pracy silnika charakterystyczny, spokojny rytm. Nie spieszył się, ale też nie miał w zwyczaju się poddawać.

Charakterystyczną cechą “esioka” było mocarne koło zamachowe. Stabilizowało pracę jednocylindrowego silnika, fot. Grzegorz Szularz

Napęd do wszystkiego

Lista zastosowań S320 była imponująca. Napędzał: młocarnie, sieczkarnie, prasy, młyny gospodarskie, pompy wodne, agregaty prądotwórcze, a także niezliczone konstrukcje typu SAM.W czasach, gdy dostęp do fabrycznych ciągników bywał mocno ograniczony, S320 często stawał się sercem własnoręcznie budowanej maszyny. I trzeba przyznać, iż wiele z tych samoróbek pracowało zaskakująco długo.

Rozruch dla odważnych

Pierwsze wersje uruchamiano manualnie, dzięki korby. Było to zajęcie wymagające nie tylko siły, ale też pewnego doświadczenia. Silnik potrafił odwdzięczyć się piękną pracą, ale źle potraktowany mógł też przypomnieć, kto tu naprawdę rządzi.

Z czasem pojawiły się wersje wyposażone w rozrusznik elektryczny, między innymi S320E i S320ER. Dzięki temu obsługa stała się nieco wygodniejsza, a liczba wykręconych nadgarstków i połamanych kciuków prawdopodobnie zauważalnie spadła.

Dane techniczne silnika S320, tab. Adam Ładowski

Początek większej rodziny

S320 nie pozostał konstrukcją osamotnioną. Stał się fundamentem całej rodziny silników, obejmującej także jednostki wielocylindrowe, takie jak S321, S322 czy kolejne odmiany serii. Trafiały one do coraz większych maszyn, w tym również do ciągników gąsienicowych i zastosowań przemysłowych. Można więc śmiało powiedzieć, iż od tego jednego cylindra zaczęła się cała silnikowa dynastia.

Dlaczego rolnicy go pokochali?

Bo wybaczał więcej niż niejeden mechanik. Nie obrażał się na paliwo średniej jakości, tolerował drobne zaniedbania serwisowe i potrafił pracować w warunkach, które współczesnej elektronice wywołałyby natychmiastowy atak paniki. Wystarczyło zapewnić mu paliwo, olej i trochę wody. Resztę załatwiał sam, rytmicznie stukając, sapnąwszy od czasu do czasu jak stary koń pociągowy.

Legenda, która wciąż żyje

Choć od rozpoczęcia produkcji minęły już dziesięciolecia, S320 przez cały czas cieszy się uznaniem wśród miłośników dawnej techniki. Wiele egzemplarzy wciąż pracuje, a jeszcze więcej jest pieczołowicie odnawianych przez kolekcjonerów i pasjonatów.

Współcześnie produkowane silniki S320, fot. źródło WSW Andrychów

To najlepszy dowód na to, iż dobra konstrukcja nie starzeje się nigdy. Może tylko nabiera szlachetnej patyny. Silnik S320 to nie tylko kawał żelaza. To fragment historii polskiej wsi, symbol zaradności i świadectwo czasów, gdy maszyna miała przede wszystkim działać. I działała – często przez całe pokolenia.

Więcej o silniku S320 i o tym, iż był produkowany do niedawna przeczytacie poniżej.

Silnik S320, czyli “esiok” jest produkowany w Polsce do dziś. Czy wiedzieliście?

Idź do oryginalnego materiału