Z planowanej obory została sprzedaż gospodarstwa
Paulina Bagińska i jej partner przez ostatnie 15 lat rozwijali gospodarstwo w miejscowości Olszyny, w gminie Kamienna Góra na Dolnym Śląsku. Produkowali mleko od 40 krów. Były plany budowy nowej obory, powiększenia skali produkcji i dalszego rozwoju.
Udało się uzyskać zgody, przygotować projekty i kupić materiały. Dziś te materiały leżą na podwórku, a zamiast budowy nowej obory jest sprzedaż krów, maszyn i całego gospodarstwa.
Decyzja zapadła niedawno. Jeszcze w zeszłym roku likwidacja nie była planowana. Liczono, iż gorszy okres potrwa kilka miesięcy i rynek odbije. Nie odbił.
Przy 1,46 zł/l zostaje 1-3 tys. zł
Przy cenie 1,46 zł/l mleka, jak mówi partner Pauliny Bagińskiej, po odjęciu kosztów zostaje około 1 tys. zł za miesięczną pracę. Jak mówią, przy obecnych realiach produkcja daje 1-3 tys. zł dochodu, przy codziennej pracy, dużym ryzyku i gospodarstwie, które trzeba przez cały czas utrzymać.
– Chcieliśmy się rozwijać, ale po prostu się nie opłaca w to inwestować. Przy cenie 1,46 zł/l mleka, zostaje po odjęciu kosztów około 1 tys. zł za miesięczną pracę. Koszty wytworzenia praktycznie zrównały się z wartością produkcji, a często ją choćby przekraczają. Przy tak dużej skali inwestycji, którą planowaliśmy i ogromie codziennej pracy ten dochód nie jest warty świeczki – mówi rolnik.
W jego ocenie przy inwestycji rzędu 2-2,5 mln zł dalsze kroki są po prostu bez sensu. Jak podkreśla, kilka słabszych miesięcy można jeszcze wytrzymać, ale większość ostatnich oszczędności poszła na zakup materiałów do budowy obory.
Rolnik porównuje obecną sytuację z pracą poza gospodarstwem. Przy takich realiach, jak mówi, lepiej pójść do zwykłej pracy i zarabiać 4 tys. zł miesięcznie, niż zostać przy produkcji, która po ogromnych inwestycjach daje 1-3 tys. zł dochodu.
„Zaraz nie będzie z czego dokładać”
Według relacji rolnika przy stawce 1,46 zł/l produkcja mleka przestała się spinać. Gospodarstwo trzeba utrzymywać, dokładając pieniądze z dopłat i innych źródeł.
– Mleczarnie również walczą o utrzymanie i nie są w stanie płacić więcej. W praktyce oznacza to, iż choćby dobrej jakości mleko nie daje dziś gwarancji opłacalności. Nie przy takiej skali, a zaraz nie będzie z czego dokładać – mówi partner Pauliny Bagińskiej.
Zostało 16 ha i 18 krów
Paulina Bagińska kilkukrotnie wystawiała ogłoszenie o sprzedaży gospodarstwa. w tej chwili przy domu zostało około 16 ha, 18 krów mlecznych, zabudowania, maszyny i materiały gotowe do budowy obory. Wcześniej gospodarstwo miało około 40 ha, ale część gruntów została już sprzedana.
– Koniunktura jest zła, nie dziwne, iż ludzie nie chcą inwestować w produkcję mleka. Ale to miejsce ma potencjał na agroturystykę, konie czy inne rzeczy, na których ja się nie znam. Dlatego chcemy to sprzedać w całości. Jest dużo maszyn, ciągnik rolniczy, materiały gotowe do budowy obory leżą na podwórku – mówi rolnik.
Gospodarstwo miało iść w stronę większej skali. Przygotowano pozwolenia na budowę obory i kolejnych budynków gospodarczych, kupiono materiały, opracowano projekty. Same formalności i dokumentacja kosztowały około 70 tys. zł.
– Gospodarstwo miało się rozwijać. Przygotowane były pozwolenia na budowę obory i kolejnych budynków gospodarczych, kupiliśmy materiały, opracowaliśmy projekty, a same formalności i dokumentacja kosztowały około 70 tys. zł. Całość była przygotowywana z myślą o zwiększeniu skali produkcji do 40-60 sztuk – mówi producent mleka.
Część krów została już sprzedana.
Krów też nie ma komu sprzedać
Problemem jest nie tylko bieżąca opłacalność mleka, ale też słaby rynek zbytu krów dojnych. Jak relacjonuje rolnik, jeszcze niedawno za dobrą krowę można było uzyskać 10-11 tys. zł. Dziś trudno sprzedać ją choćby za 7 tys. zł.
Przy sprzedaży na rzeź zostaje około 3-4 tys. zł za sztukę. To duża strata dla gospodarstwa, które jeszcze niedawno planowało rozwój stada i inwestycję w nową oborę.
Sprzedaż obejmuje także samo gospodarstwo. Cena całości została określona na około 1,5 mln zł. jeżeli nabywca nie byłby zainteresowany wszystkimi zgromadzonymi materiałami, możliwe jest zejście do około 1,3 mln zł. W okolicy w niedługim czasie będzie można dokupić kolejne 10 ha.
Najtrudniejsze jest dziś nie tylko samo wygaszenie produkcji, ale brak realnego zainteresowania zakupem – zarówno krów, jak i całego gospodarstwa.
„Może kiedyś wrócę do rolnictwa”
Miejsce ma potencjał, ale chętnych jest niewielu. Według relacji rolnika w okolicy coraz częściej słychać o rezygnacji z produkcji mleka.
Dla Pauliny Bagińskiej i jej partnera zamknięcie gospodarstwa oznacza pytanie, co robić dalej po 15 latach rozwijania produkcji mleka. Ryzyko jest duże, a rodzinę trzeba utrzymać.
Teraz trudno podjąć dalszą decyzję, co będziemy robić. jeżeli będą pieniądze ze sprzedaży gospodarstwa, pewnie pójdę w usługi, otworzę jakąś firmę. Może kiedyś wrócę do rolnictwa, ale to już nie będzie takie proste – mówi rolnik.
Źródło: Topagrar.pl

1 godzina temu











