Wzmocnienie ochrony infrastruktury strategicznej na Bałtyku oraz bezpieczeństwa morskich szlaków komunikacyjnych należą do najważniejszych priorytetów Marynarki Wojennej. Realizowane na jej potrzeby programy mają odbudować jej zdolności bojowe. Prowadzony proces modernizacji to nie tylko szansa na wzmocnienie bezpieczeństwa kraju od północy, ale również impuls dla polskiego przemysłu stoczniowego. Polska Grupa Zbrojeniowa zapowiada, iż po realizacji programu fregat Miecznik i okrętu Ratownik jest gotowa budować kolejne jednostki dla Marynarki Wojennej.
– Bałtyk jest dziś bardzo istotnym akwenem, a naszym priorytetem jest zabezpieczenie infrastruktury krytycznej i energetycznej na morzu. Energetyka z południa Polski przenosi się na północ, to dla nas bardzo ważne, dlatego powiedziałbym, iż bezpieczny Bałtyk to bezpieczna Polska – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria wiceadmirał Krzysztof Jaworski, dowódca Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego.
W ostatnich latach na Bałtyku dochodziło do uszkodzeń podmorskich kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, m.in. między Finlandią, Estonią i Szwecją. Dlatego coraz większą wagę państwa NATO przywiązują do zabezpieczeń na wypadek takich zdarzeń. Ma to szczególne znaczenie także dla Polski, ponieważ w naszej części morza i na Wybrzeżu powstają kolejne elementy infrastruktury energetycznej, w tym elektrownia jądrowa, morskie farmy wiatrowe, gazociągi, terminale oraz podmorskie kable przesyłowe, które w razie kryzysu lub konfliktu mogą się stać celem sabotażu albo ataków hybrydowych.
– Infrastruktura krytyczna to energetyka, która jest niezbędna do funkcjonowania państwa, ale również linie komunikacyjne, czyli trzeba zapewnić bezpieczeństwo pływania jednostek handlowych dostarczających towary i wojsko, które jest potrzebne również w przypadku konfliktu – tłumaczy wadm. Krzysztof Jaworski.
Sprawdzeniu gotowości reagowania na kryzysy w regionie służą manewry BALTOPS, których kolejna, 55. edycja, odbędzie się między 4 a 19 czerwca. Siły sojusznicze NATO ćwiczą m.in. wykrywanie okrętów podwodnych, oczyszczanie szlaków żeglugowych z min czy odpieranie ataków jednostek nawodnych, samolotów i dronów. W ćwiczeniach uczestniczą okręty, lotnictwo i wojska specjalne z kilkunastu państw NATO. Manewry służą sprawdzeniu interoperacyjności wojsk sojuszniczych.
Ochrona szlaków komunikacyjnych i obiektów o znaczeniu strategicznym stała się jednym z głównych zadań marynarek wojennych państw NATO na Bałtyku. Jak podkreśla polskie dowództwo, to stawia przed nami wyzwania w zakresie dostosowania zdolności bojowych.
– Mamy niszczyciele min, nieco stare fregaty, ale czekamy na nowe, bo Mieczniki są już w drodze. Palącą potrzebą są okręty podwodne, niezbędne między innymi do zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ale niedługo będą trzy okręty, które zabezpieczą to działanie – mówi dowódca Centrum Operacji Morskich.
Znaczenie okrętów podwodnych dla działań na Bałtyku wzrosło wraz z rozbudową rosyjskich systemów rakietowych i rozpoznawczych w obwodzie królewieckim. Chodzi m.in. o systemy przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, które utrudniają działanie jednostek nawodnych w części akwenu. Polska posiada we flocie jeden okręt podwodny – ORP Orzeł. W ramach programu Orka rząd zamierza pozyskać trzy nowe jednostki. W ubiegłym roku zdecydował o wyborze oferty Szwecji i realizowane są negocjacje umowy.
– Okręt podwodny jest niesamowicie uniwersalną platformą. Dzięki swojej skrytości może działać choćby w obliczu tzw. bańki antydostępowej, którą Rosjanie zafundowali nam z obwodu królewieckiego – mają systemy, które nie pozwalają użyć okrętów nawodnych, więc okręty podwodne doskonale się nadają do tego, by można było rozpocząć poważne działania – mówi wadm. Krzysztof Jaworski. – Jeden okręt podwodny angażuje niesamowite liczby okrętów nawodnych, czyli jedna jednostka również jest w stanie dużo zdziałać.
Poza programem Orka dla Marynarki Wojennej RP realizowane są także programy Miecznik, który zakłada budowę trzech fregat wielozadaniowych: ORP Wicher, ORP Burza i ORP Huragan, czy Ratownik, obejmujący budowę nowego okrętu ratowniczego. Jednostki te powstają w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni.
– Marynarka Wojenna RP potrzebowała modernizacji i ona od wielu lat już się toczy. W 2017 roku Polska Grupa Zbrojeniowa przejęła Stocznię Marynarki Wojennej. Dzisiaj PGZ Stocznia Wojenna z upadającego przedsiębiorstwa stała się jedną z najnowocześniejszych stoczni w basenie Morza Bałtyckiego. Budujemy cztery jednostki jednocześnie: trzy fregaty rakietowe pod kryptonimem Miecznik i okręt Ratownik. To ogromne wyzwanie produkcyjne i logistyczne dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej i ponad 100 firm, które z nami współpracują – podkreśla Jan Grabowski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Według MON fregaty mają odpowiadać m.in. za ochronę szlaków komunikacyjnych, obronę przeciwlotniczą, a także zwalczanie okrętów nawodnych i podwodnych. Jednostki będą wykorzystywane również do osłony infrastruktury krytycznej, w tym farm wiatrowych, gazociągów i morskich połączeń przesyłowych.
Pod koniec kwietnia br. PGZ informowała o rozpoczęciu budowy trzeciego okrętu – ORP Huragan, co otworzyło ostatni etap realizacji programu Miecznik. Wicher ma zostać zwodowany w sierpniu tego roku, a Burza jest na etapie budowy sekcji kadłuba. Spółka podkreśla, iż budowa fregat to przedsięwzięcie angażujące dziesiątki dostawców z całego świata, ale wiele z nich to krajowe podmioty.
– To polscy inżynierowie budują te okręty w polskiej stoczni. One są budowane na licencji z Wielkiej Brytanii, a oryginalny projekt Miecznika pochodzi z Danii, natomiast to jest polski produkt. Powstaje w Polsce z partnerami z zagranicy, którzy zawsze z nami będą, bo na przykład system zarządzania walką na Mieczniku dostarczany jest przez firmę Thales. W Polsce takich zdolności nie ma. Dlatego dobrze jest współpracować, bo synergia przemysłów buduje nasze wspólne bezpieczeństwo – wskazuje Jan Grabowski. – Rakiety CAMM, w które uzbrojone będą fregaty Miecznik, będą produkowane w Polsce na bazie współpracy z MBDA.
Od listopada 2025 roku w gdyńskiej stoczni trwa także budowa okrętu ratowniczego Ratownik. PGZ Stocznia Wojenna współpracuje również przy tym projekcie z innymi krajowymi podmiotami, m.in. Stocznią Szczecińską „Wulkan”, która wykona blok dziobowy okrętu.
– W najbliższych latach Marynarka Wojenna będzie potrzebowała 15 jednostek. Polska Grupa Zbrojeniowa jest gotowa na to, aby je zbudować i dostarczyć w terminie – zapewnia wiceprezes PGZ.
W ramach modernizacji Marynarki Wojennej RP trwa także budowa kolejnych niszczycieli min typu Kormoran II oraz okrętów rozpoznania radioelektronicznego Delfin. 28 maja 2026 roku Agencja Uzbrojenia zawarła ze Stocznią Remontową Shipbuilding umowę na pozyskanie dwóch okrętów hydrograficznych finansowanych ze środków SAFE. Będą to specjalistyczne jednostki wsparcia służące do pozyskiwania, gromadzenia i przetwarzania danych geoprzestrzennych na potrzeby Sił Zbrojnych RP.
– Flota, którą mamy zaplanowaną i którą konsekwentnie przemysł realizuje, to jest flota zbilansowana, która zapewni bezpieczeństwo Polski – ocenia wadm. Krzysztof Jaworski.
Marynarka Wojenna coraz mocniej stawia na rozwój systemów bezzałogowych, choć jak podkreślono w trakcie panelu podczas Defence24 Days, z powodzeniem są one stosowane już od wielu lat.
– Systemy bezzałogowe nie zastąpią załogowych okrętów nawodnych. Jest to system uzupełniający. Marynarka ma już wieloletnie doświadczenia, głównie mówimy o bezzałogowcach używanych w wojnie przeciwminowej, które monitorują przestrzeń podwodną i niszczą miny. Dodatkowo w tej chwili idziemy w kierunku rozpoznania, czyli bezzałogowych środków, które nie tylko są na wodzie, ale również w powietrzu, i które będą mogły wykonywać działania uderzeniowe – wskazuje wadm. Krzysztof Jaworski. – Spektrum jest szerokie. Chyba nie ma zadania, którego nie można przypisać bezzałogowcom, i w tym kierunku będziemy iść. Ale będzie to uzupełnienie środków załogowych okrętowych.

4 godzin temu













