Ursus C-360: Najczęstsze bolączki silnika S-4003. Jak rozpoznać problemy?

2 godzin temu

Ursus C-360 to maszyna legenda. Prosta jak budowa cepa, odporna i równie głośna. Przez dekady była podstawowym koniem roboczym w tysiącach gospodarstw. I jak to z legendami bywa – im dłużej pracują, tym więcej mają do opowiedzenia. Czasem… w postaci stuków, dymu i migającej kontrolki oleju.

Większość problemów „sześćdziesiątki” nie bierze się z żadnej wady fabrycznej. To raczej efekt wieku konstrukcji, milionów motogodzin i serwisu prowadzonego według zasady: jak jeździ, to nie ruszać. Sprawdźmy więc, na co najczęściej narzekają silniki S-4003.

Układ paliwowy – klasyka gatunku

Jeśli C-360 nie chce zapalić, pracuje nierówno albo straciła werwę, pierwsze podejrzenia zawsze padają na paliwo. I zwykle słusznie.

Zapowietrzanie układu to chleb powszedni. Sparciałe przewody, podkładki miedziane pamiętające czasy Gierka – i gotowe. Powietrze w paliwie skutecznie psuje humor i rolnikowi, i silnikowi.

Pompa wtryskowa z wiekiem traci wydajność. Objawy? Spadek mocy, nierówna praca, a czasem klasyczny numer – paliwo mieszające się z olejem wewnątrz pompy. Oleju przybywa, ale raczej nie ma się z czego cieszyć.

Lejące wtryskiwacze to z kolei czarny dym, twarda praca i spalanie godne parowozu. Silnik chodzi, ale kultura pracy przypomina młot pneumatyczny, a i z rozruchem ciężko.

Wtryskiwacze Ursusa C-360 mogą nie podawać wystarczającej dawki paliwa, fot. Karol Wieteska

Ciśnienie oleju – mruga kontrolka, rośnie stres

Migająca kontrolka oleju na ciepłym silniku to jeden z najbardziej znanych widoków w kabinie C-360.

Najczęściej winna jest zużyta pompa oleju, która po prostu nie daje rady tworzyć prawidłowego ciśnienia. Do tego dochodzą wytarte panewki – luz na wale powoduje ucieczkę ciśnienia szybciej niż ropa z nieszczelnego przewodu.

Do tego jeszcze sam czujnik (spadku) ciśnienia oleju. Umówmy się, iż jego wskazania, a adekwatnie ich dokładność, bo przecież tylko zapala samą lampkę, jest delikatnie mówiąc – bardzo umowna. Nie warto polegać na samym czujniku, dlatego podstawowym “tuningiem” Ursusa C-360 jest montaż zegarowego wskaźnika ciśnienia oleju.

Bywa też, iż psikus robi zawór przelewowy samej pompy olejowej. Nie jest to zbyt dokładny element, ale jego sprężyna po latach pracy może stracić elastyczność. Także brudny olej i zanieczyszczenia w nim zawarte, nie czynią go wiecznym.

Blok silnika Ursusa C-360 czekający na planowanie, fot. KW

Głowice – cztery sztuki, cztery okazje do problemów

Silnik S-4003 ma cztery osobne głowice. Teoretycznie ułatwia to naprawy, w praktyce… czasem, szczególnie po latach ciężkiej pracy, mnoży potencjalne kłopoty.

Wypalona uszczelka pod głowicą objawia się puchnącymi wężami, wyrzucaniem płynu chłodniczego albo bąblami powietrza w chłodnicy. Spaliny znalazły skrót do układu chłodzenia.

Pęknięcia głowic, zwykle między gniazdami zaworów, to efekt przegrzewania albo starego „patentu” – lania zimnej wody na rozgrzany silnik. Żeliwo tego nie wybacza.

Układ chłodzenia – wróg numer jeden: kamień

Woda zamiast płynu przez 30 lat? Chłodnica tego nie zapomina. Niedawno opisywaliśmy Wam nasze przygody z wymianą chłodnicy. Link znajdziecie poniżej.

Jak popsuliśmy chłodnicę w Ursusie C-355 i dlaczego? I jak ją naprawiliśmy i za ile?

Zakamieniona chłodnica traci drożność i pod obciążeniem silnik gwałtownie łapie temperaturę. W polu to jeszcze ujdzie, ale przy cięższej robocie zaczyna się walka o każdy stopień Celsjusza.

Do tego pompa wody – nieszczelna reperaturka, zużyte łożyska z telepiązym się wałkiem i wirnikiem i obieg chłodzenia staje się bardziej symboliczny niż realny.

Sezonowe wlewanie i spuszczanie wody do i z chłodnicy może się znudzić, dlatego trafi do niej płyn. fot. Karol Wieteska

Dym, olej i odma – czyli silnik mówi „dość”

Niebieski dym i ubywający olej to znak, iż pierścienie i tuleje mają już swoje lata. Mokre tuleje w S-4003 to dobre rozwiązanie, ale zużyta gładź zawsze oznacza spadek kompresji, trudne odpalanie i wysokie spalanie oleju.

Czasem winna jest też odma. Zapchany starym olejem siatkowy filtr powoduje wzrost ciśnienia w skrzyni korbowej, a olej zaczyna wychodzić każdą możliwą drogą – choćby tam, gdzie teoretycznie nie ma prawa.

Na koniec rzecz ważna

Wiele problemów z „sześćdziesiątką” pogłębia dziś jakość części zamiennych. Rynek zalany jest tanimi zamiennikami, które wytrzymują ułamek tego, co oryginalne podzespoły z czasów PRL. Silnik po „remoncie” potrafi pracować gorzej niż przed nim – i to nie jest wina Ursusa.

C-360 da się utrzymać w dobrej kondycji, ale trzeba słuchać, co mówi silnik. Kolor dymu, stuki, zapach paliwa w oleju – to nie są drobiazgi. To komunikaty. A „sześćdziesiątka”, choć prosta, naprawdę potrafi się nimi posługiwać.

Idź do oryginalnego materiału