Ursusy 4512 i 1212 zostały w nowoczesnym gospodarstwie. Nie stoją tylko z sentymentu

2 godzin temu

W gospodarstwie Roberta Szymczaka z Wielkopolski obok nowoczesnych ciągników zostały też starsze Ursusy 4512 i 1212. Jeden jest tam od lat, drugi trafił jako używana maszyna i został wyremontowany własnymi siłami, ale dziś oba przez cały czas mają swoje miejsce przy lżejszych pracach. To właśnie ta praktyczna rola, a nie sam sentyment, sprawiła, iż nie poszły na sprzedaż.

Stare Ursusy zostały obok nowych maszyn

Park maszynowy Roberta Szymczaka robi wrażenie. Są ciągniki John Deere, maszyny Horsch i sprzęt, który pracuje w nowoczesnej technologii siewu oraz uprawy. Ale w gospodarstwie nie wszystko, co starsze, od razu poszło na sprzedaż.

Zostały też starsze ciągniki. Szymczak wymienia Ursusa 4512, MF 255, czyli odpowiednik Ursusa 3512, oraz Ursusa 1212. Część tych maszyn jest w gospodarstwie od nowości. Inaczej było z Ursusem 1212.

Ten pojawił się później i wymagał dużo pracy.

Ursus 1212 trafił do gospodarstwa w 1994 roku

Ursus 1212 nie był nowym zakupem z salonu. Do gospodarstwa trafił w 1994 roku jako mocno zużyta maszyna. Szymczak wspomina, iż ciągnik został wyremontowany własnymi siłami, a dla niego, wtedy młodego chłopaka, była to duża rzecz.

– Jak kupiliśmy w 1994 roku starego, zajechanego Ursusa 1212, którego wyremontowaliśmy sami, to powiem szczerze, chyba poza pierwszym John Deerem z żadnego ciągnika nie było większej euforii – mówi Robert Szymczak.

Porównanie z pierwszym John Deerem nie pada przypadkiem. Nowy, zachodni ciągnik oznaczał później duży skok: klimatyzację, radio, biegi pod obciążeniem i zupełnie inny komfort pracy. Ale euforia z wyremontowanego Ursusa była inna. Bardziej osobista.

Kiedyś robił ciężką pracę

Po remoncie Ursus 1212 nie stał jako pamiątka. Przez lata normalnie pracował w gospodarstwie. Szymczak wspomina agregat uprawowo-siewny, orkę i gruber zrobiony we własnym zakresie na wzór Lemkena Smaragda.

– Bardzo dużo swego czasu prac wykonywał ten 1212. I agregat uprawowo-siewny, i orki, i gruber właśnie własnoręcznie zrobiony na wzór Lemkena Smaragda – opowiada.

Dziś takie ciągniki często kojarzą się głównie z sentymentem. W tym przypadku sentyment jest ważny, ale nie jest jedynym powodem, dla którego Ursusy zostały w gospodarstwie.

Zostają z sentymentu, ale przez cały czas pracują

Szymczak mówi wprost, iż Ursusów nie chce sprzedawać. Mają swoją historię i swoje miejsce w gospodarstwie. Jednocześnie nie stoją tylko po to, żeby przypominać dawne czasy.

– Te Ursusy dzisiaj zostają, bo nie sprzedaję ich ze sentymentu, ale wykonują pracę pomocniczą – mówi rolnik.

To rozsądna rola dla starszych ciągników. Nie muszą ciągnąć największych zestawów ani pracować w najważniejszych oknach sezonu. Mogą za to robić zadania, przy których liczy się prostota, dostępność i to, iż maszyna jest pod ręką.

Jednym z zadań jest koszenie poboczy

Jedną z takich prac jest koszenie rowów i poboczy przy polach. Gospodarstwo kupiło kosiarkę wysięgnikową SaMASZ, dzięki której można wykaszać także drugą stronę rowu.

– Przy swoich polach, przy wszystkich drogach, co mogę wykosić z drogi, wykaszamy rowy i pobocza – mówi Szymczak.

Powód jest prosty. Po pierwsze, porządek przy polach. Po drugie, ograniczenie krzaków tam, gdzie zaczynają przeszkadzać w pracy.

– Lubię, jak ładnie przy polu wygląda. A drugą sprawą jest to, iż krzaki nie rosną – dodaje.

Rolnik zaznacza przy tym, iż krzaki same w sobie są potrzebne. Zatrzymują wilgoć, ograniczają wiatr i mają swoje miejsce w krajobrazie. Woli jednak, gdy rosną tam, gdzie nie utrudniają prac przy jego polach.

Stary ciągnik nie musi być bezużyteczny

Najpierw dał ogromną satysfakcję po remoncie. Potem przez lata pracował w polu. Dziś nie musi już ciągnąć największych zestawów, żeby mieć swoje miejsce w gospodarstwie.

Czasem wystarczy, iż jest pod ręką, odpala do prac pomocniczych i przypomina kawałek historii gospodarstwa. Dlatego nie poszedł na sprzedaż.

Idź do oryginalnego materiału