Wspomnienie o Marianie Góreckim

2 godzin temu
Zdjęcie: Wspomnienie o Marianie Góreckim


30 stycznia odszedł wieloletni prenumerator AgroProfilu, prowadzący Rogowską Hodowlę Roślin Marian Górecki.
Urodzony 25 stycznia 1949 roku jako jedyny syn Erny i Antoniego Goreckich, wychowywał się w Steblowie. Był bardzo ciekawym świata dzieckiem, gwałtownie się uczył i chłonął życie. Choć był jedynakiem, dorastał razem ze swoimi kuzynkami Marysią i Ewą, które nazywał swoimi „siostryczkami”.
Już jako nastolatek pokochał las — chodził na grzyby, na polowania z manualnie wystruganym flutserem, łowił ryby oraz hodował króliki i gołębie. Uczęszczał do zasadniczej szkoły zawodowej w Krapkowicach, gdzie kształcił się w zawodzie papiernika, a następnie kontynuował naukę w Technikum Przemysłu Papierniczego w Jeziornej koło Warszawy, uzyskując kwalifikacje w zawodzie budownictwa ogólnego.
Pierwszą pracę rozpoczął w Krapkowickich Zakładach Papierniczych w dziale zaopatrzenia. Następnie pracował w kombinacie PGR Krapkowice jako kierownik.
21 października 1974 roku poślubił Monikę, z którą doczekał się jedynej córki Elwiry. W 1993 roku został dumnym dziadkiem jedynej wnuczki Jessiki.
Pod koniec lat 90. hobbystycznie założył hodowlę i uprawę pieczarek oraz plantację szparagów, która aktywnie funkcjonuje do dziś. W tym samym okresie stworzył również Rogowską Hodowlę Roślin, w której pracował do ostatniego dnia swojego życia. Założenie tej firmy wymagało ogromnej odwagi, determinacji i pracy.
W 1998 roku otrzymał odznakę honorową Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi jako zasłużony dla rolnictwa. W 2002 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a w 2005 roku Marszałek Województwa Opolskiego nadał mu odznakę honorową za zasługi dla regionu. Trudno byłoby wymienić wszystkie nagrody, medale i dyplomy, które otrzymał. Chętnie wspierał również finansowo szkoły, przedszkola i inne instytucje.
Był ojcem dobrze znanej w całej Polsce wystawy rolniczej Opolagra oraz członkiem zarządu Banku Spółdzielczego w Krapkowicach. W 2008 roku opuścił swój ukochany Stobłów, przeprowadzając się do wymarzonego domu w stylu myśliwskim — nad wodą, pod dębami w Gwoździcach.
Pomimo licznych obowiązków i ciężkiej pracy największy spokój odnajdywał w lesie, podczas polowań oraz spotkań z myśliwymi — kolegami z koła łowieckiego, a szczególnie ze swoją bratnią duszą i przyjacielem Gerardem Muszelikiem. Przez wiele lat pełnił funkcję łowczego w Kole Łowieckim nr 13 „Bażant” w Opolu, gdzie chętnie wspierał młodych adeptów łowiectwa.
Jego stanowczy i ambitny charakter sprawiał, iż nigdy nie dbał o swoje zdrowie. Można powiedzieć, iż wierzył w swoją nieśmiertelność — zbyt często ufał intuicji, nie słuchając lekarzy ani bliskich. Pomimo wielu schorzeń, do których nigdy się nie przyznawał, śmierć zaskoczyła jego i wszystkich wokół w najmniej spodziewanym momencie.
Idź do oryginalnego materiału