Gospodarstwo rolne wraz z farmą Wesołe Alpaki w miejscowości Żabokliki Kolonia w woj. mazowieckim prowadzi zgrana rodzina. Fundamentem całej działalności są rodzice, którzy przez lata budowali i rozwijali gospodarstwo, tworząc bazę do dalszych działań. w tej chwili zaangażowane jest w nie także kolejne pokolenie. Mateusz Łęczycki zajmuje się produkcją roślinną na około 60 ha oraz opieką nad zwierzętami z farmy. Siostra rolnika, Dominika Durda, z wykształcenia psycholog, prowadzi alpakoterapię i zajęcia z dziećmi, a jej mąż, Maciej Durda, lekarz weterynarii, zapewnia zwierzętom opiekę weterynaryjną.
Pomysłów na rozwój nie brakuje. Na farmie stale pojawiają się nowe elementy wyposażenia i kolejne zwierzęta, które przyciągają coraz więcej odwiedzających. Następnym etapem rozwoju Farmy Wesołe Alpaki pod Siedlcami ma być labirynt z kukurydzy, który już za kilka dni zostanie wysiany.
Zrezygnowali ze świń, przeszli na produkcję roślinną
W gospodarstwie w tej chwili prowadzona jest produkcja roślinna na powierzchni około 60 ha. Do 2022 r. rodzina utrzymywała świnie w cyklu zamkniętym, mając kilkanaście loch.
– Zrezygnowaliśmy ze świń ze względu na niską opłacalność i strefę ASF, która stale ograniczała możliwości sprzedaży i ceny, poza tym bardzo często mieliśmy kontrole. Zrezygnowaliśmy, gdy pojawiły się trzy pierwsze alpaki – mówi Mateusz Łęczycki.
Gospodarują na kilkunastu własnych hektarach oraz gruntach dzierżawionych. Uprawiają głównie pszenicę, rzepak, kukurydzę, pszenżyto, a także nieco jęczmienia i żyta na słabszych glebach.
– Odkąd skończyłem studia w 2012 r. i zajmuję się gospodarstwem, to na przestrzeni tych lat nie było takiej sytuacji, żeby po prostu nic nie zostawało. Zawsze jakiś nieduży zysk był, raz lepszy, raz gorszy. Tak złej sytuacji, jak jest teraz, jeszcze nie było. To jest podyktowane wysokimi cenami nawozów i paliwa. To są największe koszty w gospodarstwie. Ceny ś.o.r. się nie zmieniają, ale ceny zbóż są strasznie niskie – mówi Mateusz Łęczycki.
Alpaki i alpakoterapia
Alpaki pojawiły się w gospodarstwie nieco przypadkowo. W domu pojawiły się wnuki i mama Dominiki oraz Mateusza chciała, by dzieci miały atrakcję i własne zwierzątka.
– Jeszcze przed zakupem stwierdziłam, iż skoro jestem po pedagogice, to może rozwinę się w kierunku alpakoterapii. Poszłam na kurs, a gdy już były alpaki, zaczęłam z nimi pracować – mówi Dominika Durda.
Pierwsze trzy sztuki pojawiły się w 2022 r.
– Zaczęłam jeździć do przedszkoli i szkół z alpaką. Teraz jest ich osiem – mówi Dominika Durda.
W okolicznej parafii co roku organizowano żywą szopkę. Księża zrezygnowali z tej tradycji, a rodzina postanowiła ją przejąć. Na ten pomysł również wpadła mama Dominiki i Mateusza.
– Żeby w szopce nie były same alpaki, dokupiliśmy owce i osiołka. Żywa szopka stała się w okolicy super atrakcją – mówi Dominika Durda.
Od tamtej pory Farma Wesołe Alpaki zaczęła się powiększać o kolejne zwierzęta: kucyka, kozy, króliki, kury i kaczki.
– Ta żywa szopka bardzo nam pomogła, bo wtedy ludzie zaczęli przyjeżdżać i poznawać to miejsce. Otworzyłam Facebooka i tak zaczęliśmy – mówi Dominika Durda.
Na farmie można przejść się po gospodarstwie, zobaczyć, jak hodowane są zwierzęta, i nakarmić je. Coraz popularniejsze są też spacery z alpakami.
– Wchodzimy też do zagrody, tak żeby można było pobyć bezpośrednio ze zwierzętami. Przy budowie pierwszego ogrodzenia pomogli nam ludzie z Ukrainy, którzy u nas zamieszkali podczas wojny. Zrobili to w ramach wdzięczności – mówi Dominika Durda.
W okresie Świąt Wielkanocnych przedszkola odwiedzane są z kurczaczkami i alpakami. Jednak najwięcej dzieje się latem. Na farmie organizowane są imprezy okolicznościowe, półkolonie letnie, w weekendy przyjeżdżają turyści, a w tygodniu wycieczki szkolne i przedszkolne.
– Chcę wrócić do alpakoterapii, byłam terapeutką SI. Zamiast prowadzić terapię w przychodni wolałabym robić to na farmie. Zobaczymy, czy poradnia się zgodzi. To jest terapia wspierająca. Pomaga dzieciom nieśmiałym, wrażliwym, które próbują przełamać takie pierwsze lęki. Już mamy zadowolonych rodziców i dzieci z takich zajęć – mówi Dominika Durda, która w tej chwili jest na urlopie macierzyńskim.
Oprócz powrotu do alpakoterapii chciałaby też rozwinąć zajęcia dla mam z dziećmi, na przykład pilates albo jogę na pastwisku.
– Trochę zwierząt na farmie już jest. Niebawem dołączy jeszcze struś i kangury. Myślimy też o krowie rasy highland albo galloway – mówi Mateusz Łęczycki.
W tym roku po strzyży alpak po raz pierwszy oddano wełnę do przerobienia. Z jednej dorosłej sztuki można uzyskać około 4 kg wełny. Rodzina przekazuje ją do obróbki, a z niej powstają kołdry i poduszki, które stanowią dodatkowy dochód gospodarstwa.
Labirynt z kukurydzy pod Siedlcami
Co roku farma jest powiększana, a w tym roku przybędzie kolejny hektar z przeznaczeniem dla zwierząt i atrakcji dla dzieci. Dodatkowo rodzina postanowiła otworzyć labirynt w kukurydzy.
– Na labirynt natrafiliśmy w Internecie i skontaktowaliśmy się z Justyną Maciorowską. Będzie miał kształt mrówki. Planujemy siew na 27 kwietnia, a otwarcie pewnie w lipcu, jeżeli pogoda będzie sprzyjać – mówi Dominika Durda.
Wszystko jednak będzie zależało od pogody. Na razie jest zimno i sucho.
– To jest odmiana ziarnowa, ale nieco wyższa, mam nadzieję, iż się sprawdzi. W labiryncie trzeba zwiększyć normę wysiewu do 90 tysięcy na hektar, żeby plantacja była gęsta. Przy ścieżkach, gdzie będą chodzić ludzie, kukurydza będzie większa, ale w środku kolby raczej będą mniejsze. Planujemy zakończenie sezonu razem ze żniwami kukurydzy. Zwykle do 11 listopada było już skoszone, więc pewnie będzie otwarty do września lub października – mówi Mateusz Łęczycki.
Gospodarstwo znajduje się pod Siedlcami, ale rodzina liczy na to, iż labirynt i farmę odwiedzą również turyści z Warszawy, to około 50 minut od centrum stolicy. Dodatkowymi atrakcjami będą dmuchańce dla dzieci i miejsce na ognisko.
Źródło: Topagrar.pl

7 godzin temu



![Aktualne ceny prosiąt. Gdzie najtaniej, gdzie najdrożej? [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/04/23/617579.webp)












