John Ternus przejął stery Apple w momencie, gdy firma jest finansowo silniejsza niż kiedykolwiek, ale jej kolejnym testem nie będzie sprzedaż iPhone’ów, ale zdolność do przekucia sztucznej inteligencji w nowy motor wzrostu.
Ternus formalnie został CEO 1 września, kończąc 15-letnią kadencję Tima Cooka. Dotychczasowy szef pozostaje w Apple jako przewodniczący wykonawczy rady dyrektorów i ma odpowiadać m.in. za relacje z decydentami.
Cook zostawia następcę z firmą wartą ponad 4,5 bln dol. Roczne przychody Apple wzrosły za jego rządów ze 108 do 416 mld dol., a zysk przekroczył 112 mld dol. Jedną z najważniejszych zmian było uniezależnianie biznesu od samej sprzedaży urządzeń. Rosnące usługi i ekosystem obejmujący miliardy aktywnych urządzeń stworzyły Apple źródło powtarzalnych przychodów.
Ternus przejmuje jednak firmę w innym momencie technologicznym. Apple pozostaje pod presją konkurentów szybciej rozwijających generatywną AI, a opóźnienia w przebudowie Siri stały się symbolem problemów firmy z komercjalizacją nowych możliwości sztucznej inteligencji.
Drugim wyzwaniem jest produkcja. Apple stopniowo ogranicza koncentrację łańcucha dostaw w Chinach, zwiększając skalę działalności w Indiach i Wietnamie, co ma zmniejszyć ryzyko związane z napięciami handlowymi, ale może wywierać presję na marże.
Sukcesja nie oznacza więc zerwania z epoką Cooka. Ternus przejmuje wyjątkowo dochodową maszynę operacyjną. Rynek będzie jednak oceniał go przede wszystkim po tym, czy Apple ponownie zacznie wyznaczać kierunek kolejnej dużej zmiany technologicznej, zamiast reagować na nią z opóźnieniem.

39 minut temu
















