W Brandenburgii narasta niepokój wśród hodowców bydła. Z niemieckich pastwisk położonych niedaleko granicy z Polską znikają nie pojedyncze sztuki, ale całe grupy zwierząt. Straty liczone są już w setkach tysięcy euro, a tamtejsza policja bada tropy prowadzące na wschód, w kierunku Polski.
Bydło znika z pastwisk przy polskiej granicy. Niemcy mówią o zorganizowanych kradzieżachSprawa jest poważna nie tylko ze względu na skalę kradzieży, ale również na charakter skradzionych zwierząt. Według doniesień chodzi m.in. o bydło hodowlane i rozpłodowe, czyli zwierzęta szczególnie cenne dla gospodarstw. Ich utrata oznacza dla rolników nie tylko stratę bieżącej wartości rynkowej, ale także utratę potencjału produkcyjnego stada na kolejne lata.
Z pastwisk znikają całe grupy bydła
Według informacji podawanych przez media, w południowej Brandenburgii zginęło już ponad 200 sztuk bydła. Niemiecka policja prowadzi śledztwo pod kryptonimem „Pastwisko” i analizuje możliwość działania zorganizowanych grup przestępczych. Złodzieje mają pojawiać się nocą, korzystać z ciężarówek przystosowanych do przewozu zwierząt i wywozić bydło z pastwisk lub gospodarstw.
To nie wygląda na przypadkowe kradzieże. Przetransportowanie kilkudziesięciu sztuk bydła wymaga logistyki, sprzętu, ludzi oraz znajomości terenu. Zwierzęta trzeba podejść, załadować, przewieźć i ukryć albo gwałtownie przekazać dalej. Taki mechanizm wskazuje raczej na zorganizowane działanie niż na spontaniczną kradzież.
Najbardziej boli utrata zwierząt rozpłodowych
Dla hodowców szczególnie dotkliwe jest to, iż łupem złodziei padają zwierzęta wykorzystywane do rozrodu. Takie sztuki są droższe, mają określoną wartość hodowlaną i często są efektem wieloletniej pracy nad stadem.
W przypadku bydła rozpłodowego strata nie kończy się na bieżącej wycenie zwierzęcia. Rolnik traci także przyszłe cielęta, genetykę, ciągłość produkcji i często część planu hodowlanego. To dlatego frustracja niemieckich gospodarzy jest tak duża. Według różnych doniesień medialnych straty są szacowane od około 125 tys. euro do kilkuset tysięcy euro, w zależności od liczby objętych sprawą zwierząt i zakresu kradzieży.
Niemiecka policja sprawdza polski trop
Niemieckie służby podejrzewają, iż skradzione bydło mogło być wywożone w kierunku Polski. Chodzi o kradzieże w miejscowościach położonych od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów od granicy, przede wszystkim w Brandenburgii, czyli landzie sąsiadującym z województwami lubuskim i zachodniopomorskim.
Na razie należy jednak wyraźnie oddzielić podejrzenia od potwierdzonych faktów. Niemiecka policja analizuje tropy, ale publicznie dostępne informacje nie przesądzają, gdzie dokładnie trafiły zwierzęta i kto stoi za kradzieżami. Sam „polski trop” nie oznacza automatycznie, iż bydło zostało skutecznie wprowadzone do legalnego obrotu w Polsce.
Transport żywych zwierząt pod lupą
Po serii kradzieży strona niemiecka zapowiedziała wzmożone kontrole transportów żywych zwierząt, szczególnie nocą i nad ranem. To logiczny kierunek działań, bo przewiezienie większej liczby sztuk bydła wymaga odpowiedniego pojazdu, czasu i dokumentów.
Z informacji przekazywanych przez polską stronę wynika, iż do Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej nie wpłynęła dotąd formalna prośba o dodatkowe wsparcie w tej konkretnej sprawie. Jednocześnie funkcjonariusze pełniący służbę przy tymczasowo przywróconej kontroli na granicy polsko-niemieckiej mają reagować na wszelkie naruszenia prawa, także dotyczące przewozu żywego inwentarza.
Czy skradzione bydło da się łatwo zalegalizować w Polsce?
Tu pojawia się zasadniczy problem. Polska strona wskazuje, iż wprowadzenie skradzionego bydła do legalnego obrotu nie byłoby proste. Bydło w Unii Europejskiej podlega systemowi identyfikacji i rejestracji. Zwierzęta są oznakowane, mają indywidualne numery, a dane muszą zgadzać się z dokumentacją.
ARiMR prowadzi system identyfikacji i rejestracji zwierząt, który obejmuje m.in. rejestr zwierząt gospodarskich oraz środki identyfikacyjne, w tym kolczyki dla bydła i kolczyki elektroniczne. Z kolei Główny Inspektorat Weterynarii wskazuje, iż właściciel bydła musi posiadać numer identyfikacyjny nadawany w ARiMR, czyli tzw. numer producenta.
W praktyce oznacza to, iż każde zwierzę wprowadzane do stada musi pasować do systemu ewidencji. Trzeba zgłosić jego pochodzenie, przemieszczenie, oznakowanie i status. Przy zwierzętach pochodzących z kradzieży wymagałoby to fałszowania lub manipulowania dokumentacją oraz znakami identyfikacyjnymi.
Kolczyki i dokumenty są barierą dla złodziei
Bydło nie jest towarem anonimowym. Każda sztuka ma indywidualny numer identyfikacyjny widoczny na kolczykach i powiązany z dokumentacją. Dlatego legalne „wtopienie” skradzionych zwierząt w polskie stado byłoby trudne i ryzykowne.
Nie oznacza to jednak, iż taki proceder jest niemożliwy. Zorganizowane grupy mogłyby próbować fałszować dokumenty, usuwać oznakowanie, przewozić zwierzęta dalej albo kierować je poza legalny obrót. To właśnie dlatego służby zwracają uwagę na kontrole transportów oraz na pochodzenie zwierząt oferowanych do sprzedaży.
Rolnicy organizują patrole i montują monitoring
W niemieckich miejscowościach przygranicznych rośnie napięcie. Hodowcy są zachęcani do montażu monitoringu, obserwowania dojazdów do pastwisk i zgłaszania podejrzanych pojazdów. Media informowały również o obywatelskich patrolach organizowanych przez rolników, którzy próbują chronić stada we własnym zakresie.
Nie wszystkich stać jednak na rozbudowany system kamer, oświetlenie, fotopułapki czy dodatkowe zabezpieczenia. W przypadku rozległych łąk i pastwisk problemem jest także sama powierzchnia do pilnowania. Złodzieje mogą wybierać miejsca oddalone od zabudowań, słabo widoczne z drogi i łatwo dostępne dla ciężarówki.
Sygnał ostrzegawczy także dla polskich hodowców
Choć sprawa dotyczy Brandenburgii, polscy rolnicy również powinni potraktować ją jako ostrzeżenie. Kradzież bydła na taką skalę pokazuje, iż żywy inwentarz staje się celem dobrze przygotowanych grup. Wysokie ceny zwierząt, wartość genetyczna stad i możliwość szybkiego transportu sprawiają, iż ryzyko nie dotyczy wyłącznie jednej strony granicy.
Warto zwracać uwagę na obce pojazdy w pobliżu pastwisk, nietypowe wizyty przy gospodarstwach, ślady manipulowania przy ogrodzeniach oraz nocny ruch ciężarówek w rejonach hodowlanych. Szczególnie narażone mogą być stada wypasane daleko od zabudowań.
Najważniejsze będą dowody, nie domysły
Sprawa kradzieży bydła w Brandenburgii ma już wymiar międzynarodowy, ale wymaga ostrożności w formułowaniu wniosków. Niemiecka policja sprawdza tropy prowadzące do Polski, natomiast polskie służby i weterynaria podkreślają, iż legalizacja takich zwierząt w krajowym systemie byłaby bardzo trudna.
Jedno jest pewne: skala procederu pokazuje, iż nie chodzi o przypadkowe zdarzenia, ale o poważne uderzenie w hodowców. Dla rolników utrata bydła to nie tylko strata finansowa. To często efekt wieloletniej pracy, selekcji i inwestycji w stado. Dlatego ta sprawa powinna być traktowana nie jako ciekawostka kryminalna zza Odry, ale jako realne ostrzeżenie dla całego sektora hodowlanego.

1 godzina temu







![{Burze z gradem - ostrzeżenia pogodowe [03.06]](https://www.sadownictwo.com.pl/edc_media/Structure/Item-21289/FacebookImage/1200xautomAUTOcFFFFFF.jpg)







