Eksport rośnie, ryzyko też. Co dalej z cenami jaj?

1 dzień temu

Rynek jaj wchodzi w nowy rok bez fajerwerków, ale z napięciem w tle. Nie widać pustych półek, nie słychać alarmów o brakach, a mimo to producenci działają w warunkach ciągłej niepewności. Choroby drobiu stały się codziennością, koszty nie chcą spaść, a zmiany regulacyjne wypychają branżę w stronę droższych modeli produkcji. Konsument widzi cenę. Hodowca widzi ryzyko.

Eksport rośnie, ryzyko też. Co dalej z cenami jaj?

Stabilizacja bez komfortu

Prognozy na 2026 rok nie zapowiadają gwałtownych skoków cen jaj, ale też nie ma mowy o powrocie do stawek sprzed kilku lat. Koszty pasz, energii i pracy utrzymują się wysoko, a do tego dochodzą wymogi dobrostanowe i presja na odchodzenie od chowu klatkowego. W efekcie „jajko po 50 groszy” pozostaje wspomnieniem – choćby przy dobrej podaży.

Eksperci podkreślają, iż rynek nauczył się funkcjonować w warunkach podwyższonego ryzyka. To jednak oznacza ostrożne planowanie, krótsze serie produkcyjne i mniejszą skłonność do inwestycji zwiększających pogłowie.

Choroby, które nie znikają

Największym obciążeniem pozostaje sytuacja epizootyczna. Wysoce zjadliwa grypa ptaków (HPAI) oraz rzekomy pomór drobiu (ND) nie są już sezonowym problemem, ale stałym elementem krajobrazu branży. Restrykcje sanitarne, likwidacje stad i strefy zapowietrzone skutecznie blokują szybkie odbudowywanie produkcji.

– Branża funkcjonuje na deficycie podaży, bo choroby są obecne permanentnie. To nowa rzeczywistość, do której drobiarstwo wciąż się dostosowuje – zwraca uwagę Katarzyna Gawrońska, prezes Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz.

Polska potęgą eksportową, ale…

Paradoks rynku jaj polega na tym, iż mimo problemów krajowych Polska pozostaje jednym z liderów światowego eksportu. Udział polskich jaj w globalnym handlu może – według prognoz branżowych – przekroczyć 20 procent jeszcze przed końcem dekady. To efekt skali, doświadczenia i jakości.

Cień na ten obraz rzuca jednak import z państw trzecich. Jaja z Ukrainy, Turcji czy Brazylii bywają tańsze nie dlatego, iż produkcja jest tam bardziej efektywna, ale dlatego, iż nie obowiązują tam tak restrykcyjne normy, jakie musi spełniać unijny producent. To rodzi pytania o uczciwą konkurencję i bezpieczeństwo rynku.

Popyt nie zawiedzie, ale ceny tak łatwo nie spadną

Zapotrzebowanie na jaja pozostaje wysokie i stabilne. Święta, przetwórstwo, gastronomia – te segmenty co roku generują skoki popytu, które rynek musi obsłużyć. Problem w tym, iż każdy taki impuls działa dziś szybciej na ceny niż na podaż, bo margines bezpieczeństwa produkcyjnego jest mniejszy niż kiedyś.

Analitycy wskazują dwa możliwe kierunki: albo choroby znów ograniczą produkcję i ceny pójdą w górę, albo przy sprzyjających warunkach pojawi się nadpodaż, obniżając opłacalność hodowli. Który scenariusz zwycięży – zależy od czynników, na które branża ma ograniczony wpływ.

Podwyżki cen węgla. Jesienią było taniej, teraz stawki idą w górę

Czego naprawdę chce branża?

Odpowiedź jest zaskakująco prosta: przewidywalności. Bez nagłych ognisk chorób, bez kolejnych zaostrzeń prawa bez okresów przejściowych i z równymi zasadami gry dla producentów z UE i spoza niej. Tylko wtedy możliwa jest stabilna produkcja, rozsądne ceny dla konsumentów i trwałe wpływy dla państwa.

Czy 2026 rok przyniesie taki scenariusz? Tego nikt dziś nie zagwarantuje. Ale jedno jest pewne: rynek jaj nauczył się przetrwania – teraz walczy o spokój.

Idź do oryginalnego materiału