Koniec „wegeboczku”? Komisja PE podjęła decyzję

3 godzin temu

Komisja Parlamentu Europejskiego przegłosowała porozumienie w sprawie wspólnej organizacji rynku produktów rolnych. Ograniczone zostanie stosowanie nazw „boczek” i „kotlet” w stosunku do produktów bezmięsnych.

Zmiany w przepisach mają przede wszystkim na celu wzmocnienie pozycji rolników w łańcuchu dostaw. W ramach konsultacji między Parlamentem Europejskim a Radą UE wynegocjowano jednak także zakaz używania kilku określeń związanych z mięsem do reklamowania produktów roślinnych lub mięsa hodowanego laboratoryjnie.

Z ostatecznego porozumienia, które poparła Komisja PE Rolnictwa i Rozwoju Wsi (AGRI) usunięto najbardziej kontrowersyjne terminy, takie jak „burger” i „kiełbasa”. Nowe przepisy przewidują jednak ograniczenia stosowania takich nazw, jak „boczek” lub „bekon” i „kotlet”/„stek”, będzie ograniczone na mocy nowych przepisów.

Za zmianą głosowało 39 osób, cztery były przeciw, a jedna wstrzymała się od głosu. Tekst trafi teraz pod głosowanie na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego.

Specjalny Komitet ds. Rolnictwa, organ skupiający ekspertów rolnych z państw członkowskich, już zatwierdził porozumienie. Rada UE będzie nad nim głosować prawdopodobnie latem.

Zieloni i liberałowie: Nikt tego nie myli

Nad zmianami w przepisach dotyczących nazewnictwa produktów imitujących mięso Parlament Europejski głosował po raz pierwszy w październiku. Za zakazem stosowania nazw takich jak stek, kiełbasa czy burger w odniesieniu do produktów wegetariańskich i wegańskich, zagłosowało wówczas 355 europosłów, przeciw było 247.

Sprawa ta budzi kontrowersje w państwach UE i wśród samych europosłów, co znalazło odzwierciedlenie w październikowej debacie w Parlamencie Europejskim, poświęconej Wspólnej Polityce Rolnej.

Koniec „wegeboczku”? Komisja PE podjęła decyzję

— Tym niepotrzebnym wnioskiem dotyczącym „wegeburgerów” tylko mydlicie ludziom oczy. Czy naprawdę uważacie, iż ludzie są głupi, kiedy idą do supermarketu i nie potrafią rozpoznać, co jest produktem wegetariańskim, a co nie? Skończcie z tym fetyszyzmem mięsa! — mówił europoseł austriackich Zielonych Thomas Waitz.

— Mogliśmy poświęcić ten czas na debatę o tym, iż nasza planeta płonie, iż na naszych granicach toczy się brutalna wojna, i iż nasze społeczeństwa stają się coraz bardziej rozgniewane i podzielone. A tymczasem, kiedy Europejczycy patrzą na swoich przywódców, co widzą? Widzą, iż dyskutujemy o burgerach — wtórowała mu Anna Strolenberg, holenderska europosłanka partii Volt.

Jej zdaniem to lobby mięsne próbuje osłabić swoich innowacyjnych konkurentów w sektorze żywności. — Próbuje osłabić rolników, a także hodowców zwierząt — wskazała.

— Spory o takie określenia jak „wegański kurczak” są po prostu absurdalne. Nikt nie myli tego z mięsem. Leży to w innym miejscu w supermarkecie, wygląda inaczej i jest skierowane do innej grupy klientów. A jeżeli chodzi o to, co wlewam rano do kawy, nikt nie musi mi tłumaczyć, iż to mleko krowie, a nie mleko matki — mówił z kolei europoseł niemieckiej Partii Postępu Lukas Sieper.

Nowy sezon, nowe wyzwania. Chemirol i Unia pokazują kierunek dla rolnictwa

Centroprawica: Mięso to mięso

W Parlamencie Europejskim nie brakuje jednak też europosłów, którzy uważają, iż kwestia nazewnictwa produktów roślinnych jest ważna.

— Ta debata to nie tylko spór semantyczny; to walka o przejrzystość, o szacunek dla hodowców i o naszą suwerenność żywnościową — wskazała w październikowej debacie francuska republikanka Céline Imart.

— Tak jak uczyniliśmy to w sektorze mleka, nazwy związane z mięsem muszą rzeczywiście odnosić się do mięsa — stwierdził z kolei europoseł portugalskiego Sojuszu Demokratycznego Paulo Do Nascimento Cabral.

Aleksandra Krzysztoszek FocusEurope.pl

Idź do oryginalnego materiału