Jeszcze kilka tygodni temu wielu odbiorców alarmowało: pellet znika ze składów, a ceny przekraczają 3000 zł za tonę. Tymczasem Ministerstwo Klimatu i Środowiska przekonuje, iż żadnego systemowego kryzysu nie ma, a rynek działa stabilnie. Skąd więc to rozjechanie się narracji i rzeczywistości?
Pellet drogi i trudno dostępny? Rząd uspokaja, rynek pokazuje co innegoDrewna nie brakuje – dane są jednoznaczne
Resort wskazuje wprost: podaż surowca drzewnego od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Sprzedaż z Lasów Państwowych oscyluje wokół 40 mln mł rocznie, a różnice między latami są niewielkie i – jak podkreślono – całkowicie naturalne.
W praktyce oznacza to jedno:
problemów z dostępnością drewna jako surowca nie widać w statystykach.
Pellet to nie kłody – klucz tkwi w odpadach
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest przekonanie, iż pellet powstaje z pełnowartościowego drewna. Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej.
Produkcja pelletu opiera się głównie na:
- trocinach,
- wiórach,
- innych produktach ubocznych przemysłu drzewnego.
To oznacza, iż kluczowym czynnikiem nie jest sama ilość drewna, ale skala jego przerobu w tartakach i zakładach.
Zakaz spalania drewna – więcej surowca dla przemysłu
Wprowadzony w 2025 roku zakaz spalania pełnowartościowego drewna w energetyce zawodowej – wbrew obawom – nie uderzył w rynek pelletu.
Wręcz przeciwnie:
- zwiększył dostępność drewna dla przemysłu,
- pośrednio może poprawiać dostęp do surowca dla producentów pelletu,
- nie obejmuje gospodarstw domowych ani samego pelletu.
To istotny sygnał – problem nie leży w regulacjach, ale w bieżących warunkach rynkowych.
Zima zrobiła swoje – popyt wystrzelił
Kluczowy czynnik to pogoda.
Chłodniejszy sezon grzewczy i rosnąca liczba instalacji na pellet sprawiły, że:
- zapotrzebowanie gwałtownie wzrosło,
- zapasy zaczęły się kurczyć szybciej niż zwykle,
- ceny poszły w górę.
Jednocześnie niskie temperatury uderzyły w produkcję:
- tartaki ograniczają pracę,
- spada ilość odpadów drzewnych,
- produkcja pelletu zwalnia.
Efekt? Klasyczny ścisk podażowo-popytowy.
Braki lokalne, nie systemowe
Branża OZE studzi emocje: to, co widzą klienci na składach opału, nie oznacza załamania całego rynku.
W praktyce mamy do czynienia z:
- lokalnymi brakami,
- opóźnieniami w dostawach,
- krótkotrwałymi skokami cen.
To zjawiska dobrze znane w sektorze paliw stałych. System działa, ale jest napięty.
Eksperci radzą: zapas to dziś podstawa
Rynek reaguje na bieżąco, ale nie nadąża za popytem. Dlatego pojawiają się konkretne rekomendacje dla odbiorców:
- kupować z wyprzedzeniem,
- zabezpieczyć zapas na minimum 3–4 tygodnie,
- nie liczyć na szybkie spadki cen.
To podejście coraz częściej staje się standardem wśród użytkowników pelletu.
Stabilność na papierze, napięcie w terenie
Oficjalne komunikaty i dane statystyczne pokazują stabilność. Jednak sytuacja w terenie jest bardziej złożona.
Rynek pelletu w Polsce wszedł w nową fazę:
- większa zależność od pogody,
- rosnąca liczba użytkowników,
- ograniczona elastyczność produkcji.
W efekcie choćby przy stabilnej podaży drewna krótkoterminowe niedobory i wysokie ceny mogą powracać.

2 godzin temu














