To dopiero początek problemów. Gospodarstwa na granicy płynności

2 godzin temu

Na pierwszy rzut oka statystyki mogą uspokajać: mniej rolników trafia do rejestru dłużników, a łączna kwota zadłużenia spada. Ale kiedy zajrzymy głębiej, obraz zaczyna się komplikować. W rzeczywistości wielu gospodarzy przez cały czas walczy z finansami – tylko poza oficjalnymi tabelami.

To dopiero początek problemów. Gospodarstwa na granicy płynności

Mniej dłużników, ale to nie znaczy mniej problemów

Na koniec 2025 roku w Krajowym Rejestrze Długów znajdowało się 3415 rolników-przedsiębiorców. To spadek o 5,8% rok do roku.

Brzmi jak dobra wiadomość? Niekoniecznie.

Eksperci wskazują, iż część rolników po prostu znika ze statystyk, a nie z problemów. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w której działalność gospodarcza jest zawieszana lub zamykana, a produkcja rolna trwa dalej – już jako osoba fizyczna.

Efekt jest prosty: zadłużenie przenosi się z NIP na PESEL – i wypada z oficjalnych rejestrów.

Do tego dochodzi specyfika branży. W rolnictwie przez cały czas funkcjonują:

  • rozliczenia barterowe (np. zboże za środki do produkcji),
  • długie terminy płatności,
  • duża „cierpliwość” dostawców.

Dlatego wpis do rejestru dłużników często jest ostatecznością, a nie standardem.

Średni dług stoi w miejscu – i to niepokoi

Łączne zadłużenie rolników wpisanych do KRD wyniosło 230,5 mln zł, czyli mniej niż rok wcześniej. Jednak ważniejszy jest inny wskaźnik: średni dług: 67,5 tys. zł

I tu pojawia się problem – ta kwota praktycznie się nie zmienia.

Eksperci interpretują to jako:

  • stabilizację sytuacji,
  • ale jednocześnie koncentrację zadłużenia wśród części gospodarstw.

Krótko mówiąc: mniej dłużników, ale ci którzy zostają – mają problem, który nie znika.

Rekordowe opóźnienia: ponad 700 dni czekania na pieniądze

Najbardziej niepokojące są jednak dane o terminach spłat.

Przeciętny rolnik zalega z płatnościami aż 707 dni

To niemal dwa lata opóźnienia.

W niektórych regionach sytuacja pozostało trudniejsza:

  • woj. opolskie – 1200 dni,
  • woj. świętokrzyskie – 1005 dni.

To już nie jest zwykłe „przesunięcie płatności”.
To sygnał poważnych problemów finansowych.

Rolnictwo działa na kredycie zaufania

Dlaczego tak długo? Bo rolnictwo rządzi się swoimi prawami.

W praktyce wygląda to tak:

  • sprzedaż sezonowa (dochód raz lub dwa razy w roku),
  • kredyt kupiecki od dostawców,
  • rozliczenia „na później”,
  • uzależnienie od cen skupu i pogody.

Powstaje model, w którym: dług jest elementem funkcjonowania gospodarstwa

Ale gdy opóźnienia sięgają 2–3 lat, przestaje to być strategia – a zaczyna być kryzys.

Czy grozi fala bankructw?

Eksperci nie mają wątpliwości: część gospodarstw wpada w spiralę zadłużenia.

Schemat jest prosty:

  1. zaległości wobec dostawców,
  2. brak płynności,
  3. kolejne zobowiązania na spłatę wcześniejszych,
  4. utrata umiejętności regulowania długów.

W takim scenariuszu rośnie ryzyko:

  • restrukturyzacji,
  • sprzedaży majątku,
  • a choćby bankructw gospodarstw.

Ostatnia deska ratunku – restrukturyzacja

W najtrudniejszych przypadkach możliwe jest wsparcie, m.in. poprzez działania KOWR.

Jednym z rozwiązań jest: przejęcie zadłużenia w zamian za ziemię

To jednak decyzja ostateczna – oznacza realną utratę części majątku.

Szara pleśń i chowacze ruszają wcześniej. Rolnicy muszą przyspieszyć monitoring

Wnioski dla rolnika: nie wszystko widać w statystykach

Choć liczby sugerują poprawę, rzeczywistość jest bardziej złożona.

Najważniejsze wnioski:

  • spadek liczby dłużników nie oznacza poprawy sytuacji całej branży,
  • część zadłużenia „ucieka” poza oficjalne rejestry,
  • dług pozostaje wysoki i długotrwały,
  • rośnie ryzyko narastających problemów w części gospodarstw.

To nie pozostało kryzys całego rolnictwa – ale wyraźny sygnał ostrzegawczy.

Jeśli ceny skupu nie poprawią się, a koszty produkcji pozostaną wysokie, ten „ukryty problem” może w kolejnych latach wyjść na powierzchnię.

Idź do oryginalnego materiału