Umowa handlowa z Indiami podpisana: Historyczny przełom, ale korzyść głównie dla przemysłu?

2 godzin temu
Zdjęcie: Umowa handlowa z Indiami


Umowa handlowa z Indiami została oficjalnie sfinalizowana, co Bruksela ogłasza jako największy sukces gospodarczy ostatnich lat. Jednak pod płaszczem optymistycznych komunikatów o „matce wszystkich umów”, polscy producenci rolni i przetwórcy analizują dokumenty z dużą rezerwą. Czy polska wieś nie stała się kartą przetargową w grze o interesy wielkiego przemysłu?

Przeczytaj również – Rekordowe zasiewy pszenicy w Indiach – dlaczego tam uprawa opłaca się najbardziej na świecie?

Dwa bieguny interesów – perspektywa europejska i indyjska

Umowa handlowa z Indiami to dokument o ogromnej skali, który przez każdą ze stron jest postrzegany zupełnie inaczej. Dla Unii Europejskiej to przede wszystkim strategiczne otwarcie rynku liczącego 1,45 mld konsumentów, choć bilans zysków rozkłada się nierównomiernie między sektory.

  • Oczami Europejczyka: Bruksela kładzie nacisk na gigantyczne ułatwienia dla sektora przemysłowego. Największym wygranym jest branża motoryzacyjna i maszynowa – cła na europejskie auta spadną z zaporowego poziomu 110% do zaledwie 10%. Z perspektywy rolniczej, sukcesem UE jest otwarcie Indii na produkty „premium”, takie jak wina, alkohole mocne czy oliwa z oliwek.
  • Oczami Indyjczyka: W Delhi porozumienie jest fetowane jako historyczny skok. Indie zyskują szeroki dostęp do rynku unijnego dla swoich tekstyliów, wyrobów skórzanych oraz farmacji. Co istotne, indyjscy negocjatorzy twardo bronili swojego rolnictwa – udało im się utrzymać bariery dla importu europejskiego nabiału, chroniąc miliony tamtejszych drobnych producentów mleka przed konkurencją z UE.

Sektor rolny: Polska nie skorzysta na eksporcie mięsa

Choć głównym motorem porozumienia był przemysł ciężki, sektor rolno-spożywczy odczuje skutki tej decyzji na kilku poziomach, nie zawsze korzystnych dla polskich rolników.

  1. Szlaban dla polskiego drobiu i wołowiny: Mimo szumnych zapowiedzi o otwieraniu rynków, Polska nie skorzysta na eksporcie mięsa do Indii. Tamtejszy rynek pozostaje szczelnie zamknięty dla europejskiego drobiu czy wołowiny, co wynika zarówno z twardej polityki ochrony własnych producentów, jak i barier kulturowo-religijnych. Dla polskich hodowców ta umowa nie zmienia praktycznie nic w kwestii realnych rynków zbytu.
  2. Ochrona przed importem w dobie nadpodaży: Jedynym pozytywnym aspektem dla producentów surowców jest utrzymanie ceł na indyjski ryż czy cukier. Jest to kluczowe, zwłaszcza iż świat walczy w tej chwili z rekordową podażą zbóż. Przy rekordowych zbiorach pszenicy w Argentynie i doskonałej passie australijskich rolników, dodatkowa konkurencja z kierunku indyjskiego byłaby dla europejskich cen wyjątkowo niebezpieczna.
  3. Szansa dla przetwórstwa: Realną szansę na ekspansję zyskują jedynie polscy producenci słodyczy, soków i żywności przetworzonej, dla których obniżka ceł w Indiach staje się realną szansą na wejście do tamtejszych sieci handlowych.

Czy to umowa „szyta na miarę” niemieckiego przemysłu?

W kuluarach europejskich organizacji rolniczych pojawia się zarzut, iż umowa handlowa z Indiami promuje przede wszystkim eksport przemysłowy Niemiec. Warto jednak spojrzeć na to szerzej: Polska od lat pełni rolę kluczowego zaplecza produkcyjnego dla niemieckich koncernów samochodowych.

Skoro cła na gotowe samochody z UE drastycznie spadają, może to oznaczać zwiększone zamówienia na produkowane w Polsce podzespoły, silniki i komponenty. Paradoksalnie więc, na umowie z Indiami prędzej zarobi polski pracownik fabryki części samochodowych niż właściciel fermy drobiu.

Podsumowanie: Bilans dla polskiej wsi

Umowa handlowa z Indiami to klasyczny przykład geopolitycznego kompromisu, w którym rolnictwo surowcowe zostało przez obie strony potraktowane jako „bezpiecznik”. Dla polskiej wsi bilans jest słodko-gorzki: z jednej strony brak szans na eksport mięsa (w tym drobiu), z drugiej – ochrona przed zalewem tanich produktów z Indii w czasie globalnego przesytu zbożem. Wszystko wskazuje na to, iż prawdziwe zyski popłyną do sektora motoryzacyjnego, podczas gdy rolnicy muszą liczyć na stabilizację cen poprzez ochronę rynku wewnętrznego.

Idź do oryginalnego materiału