Jesień życia

Jeszcze cały rok razem… Ostatnio Arkadiusz Iwanowicz nie wychodził sam na ulicę. Nie wychodził odkąd pewnego dnia poszedł do przychodni i zapomniał, gdzie mieszka i jak ma na imię. Wtedy powędrował w zupełnie inną stronę, długo krążył po osiedlu, aż jego wzrok zatrzymał się na dobrze znanym budynku. Okazało się później, iż to była fabryka zegarków, w której Arkadiusz Iwanowicz pracował prawie pięćdziesiąt lat. Patrzył na tę fabrykę, czuł, iż ją zna, ale nie pamiętał dlaczego, ani kim jest, dopóki ktoś nie klepnął go w ramię, podchodząc z tyłu. — Iwanowicz! Pan Arkadiusz, tęskniłeś? Ostatnio wspominaliśmy, jakim byłeś mistrzem i nauczycielem. Nie poznajesz mnie? To ja, Jurek Akułow, to ty, Iwanowicz, zrobiłeś ze mnie człowieka! Coś w głowie Arkadiusza Iwanowicza nagle przeskoczyło, wróciły mu wspomnienia, i poczuł ulgę. Jurek się ucieszył, przytulił swojego dawnego mistrza. — Poznałeś? To przez to, iż zgoliłem wąsy, wyglądam inaczej. Może wpadniesz do nas, chłopaki będą zadowoleni? — Innym razem, Jurek, coś jestem zmęczony — wyznał Arkadiusz. — Mam samochód, zawiozę cię, adres pamiętam — ucieszył się Jurek. Odwieźli go do domu, a odtąd Natalia Lewonowna nie spuszczała męża z oka, choć z pamięcią wszystko już było dobrze. Tylko razem chodzili teraz do parku, do przychodni i na zakupy. Ale kiedyś Arkadiusz się rozchorował — gorączka, kaszel. Żona pobiegła sama do apteki i do sklepu, choć sama źle się czuła. Kupiła leki i zakupy, niby niedużo. Ale dopadła ją dziwna słabość i duszność. Dla niej torba z zakupami była niesamowicie ciężka. Natalia Lewonowna przystanęła, odetchnęła i ruszyła dalej. Po kilku krokach znowu stanęła, położyła ciężką torbę na świeżym śniegu i… nagle usiadła miękko na ścieżce prowadzącej do domu. Ostatnia myśl: po co jej tyle zakupów? Starość, rozum już nie ten! Dobrze, iż sąsiedzi akurat wychodzili, zobaczyli ją leżącą na śniegu, podbiegli i wezwali karetkę… Natalię Lewonowną zabrano do szpitala, a sąsiedzi zabrali jej torbę z lekami i zakupami, wrócili i zaczęli pukać do drzwi. — Mąż Arkadiusz chyba został w domu, może chory, od dwóch dni go nie widziałam — domyślała się Nina Michajłowna, — pewno śpi, Natalia mówiła, iż on też często źle się czuje, ech, starość nie radość, pójdę później… Arkadiusz Iwanowicz słyszał dzwonek, Ale kaszel utrudniał mu oddychanie, chciał wstać, ale od słabości i gorączki zakręciło mu się w głowie i omal nie upadł… Kaszel ustał, Arkadiusz zapadł w dziwny sen, jakby na jawie. Gdzie jest Natalia, czemu tak długo nie wraca? Leżał długo, aż nagle usłyszał delikatne kroki. Przyszła do niego żona, jego Natalia, jak dobrze, iż wróciła. — Arkadiuszu, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstań, wstań — wzywała go żona. Wstał, trzymając się jej dziwnie chłodnej i słabej ręki. — Teraz otwórz drzwi, gwałtownie otwórz — szepnęła Natalia. — Ale po co? — zdziwił się, ale otworzył, skoro prosiła, i do mieszkania weszli sąsiadka Nina Michajłowna i Jurek, jego dawny kolega z pracy. — Iwanowicz, czemu nie otwierasz, dzwonimy, stukamy! — A Natalia, gdzie Natalia, przecież tu była? — spytał Arkadiusz zbladłymi ustami, nie rozumiejąc, gdzie żona nagle zniknęła. — Przecież jest w szpitalu na intensywnej terapii — zdziwiła się Nina Michajłowna. — Chyba majaczy — domyślił się Jurek i ledwo złapał przytomność tracącego kolegę… Wezwali karetkę, okazało się, iż to omdlenie z gorączki… Po dwóch tygodniach Natalię Lewonowną wypisano ze szpitala. Jurek przywiózł ją samochodem do domu, on i sąsiadka pomagali Arkadiuszowi przez ten czas, i on również wracał do zdrowia. Najważniejsze — są jeszcze razem. Kiedy Arkadiusz z żoną zostali sami, powstrzymywali łzy. — Dobrze, iż świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi, Arkadiuszu, Nina to wspaniała kobieta, pamiętasz, jak jej dzieci przychodziły do nas po szkole, karmiliśmy obiadem, robiliśmy z nimi lekcje, a potem Nina odbierała je z pracy. — Tak, ale nie każdy pamięta dobro, a ona nie stwardniała na sercu, to miłe — przyznał Arkadiusz. — I Jurek, kiedyś młody chłopak, byłem dla niego mentorem, pomagałem stanąć na nogi. Młodzi gwałtownie zapominają o starszych, ale on mnie nie zostawił. — Za kilka dni Sylwester, Arkadiuszu, jak dobrze, iż znowu jesteśmy razem — wtuliła się w męża Natalia. — Natalia, powiedz mi lepiej, jak to było, iż przyszłaś do mnie ze szpitala i kazałaś mi otworzyć drzwi moim wybawcom? Bez ciebie prawie tutaj umarłem — odważył się zapytać Arkadiusz. Bał się, iż uzna, iż coś mu się z głową stało, ale Natalia popatrzyła zdziwiona: — Czy to naprawdę tak było? Przecież powiedziano mi, iż miałam śmierć kliniczną, a ja wtedy, jakby we śnie, przyszłam do ciebie? Też to pamiętam — zobaczyłam siebie na OIOM-ie, potem wyszłam ze szpitala i poszłam do ciebie… — Co za cuda przytrafiają się nam na starość, a ja kocham cię jak dawniej, albo i mocniej — Arkadiusz ujął jej dłonie, długo siedzieli razem, patrząc sobie w oczy. Jakby bali się, iż coś znowu ich rozdzieli… Wieczorem, tuż przed Nowym Rokiem, wpadł Jurek, przyniósł gościńce — żona upiekła pierogi. Potem sąsiadka Nina również zajrzała, wspólnie pili herbatę z pierogami, ogarnęło ich ciepło i spokój. Nowy Rok Natalia Lewonowna i Arkadiusz Iwanowicz witali w duecie. — Wiesz, pomyślałam, iż jeżeli razem powitamy ten Nowy Rok, to on będzie nasz. I jeszcze trochę pożyjemy — powiedziała Natalia. I oboje roześmiali się z tej radosnej myśli. Jeszcze cały rok życia razem, to naprawdę dużo, to prawdziwe szczęście.
Rozstrzygnięcie Konkursu „Dziennikarz Medyczny Roku 2025”
Ten mało znany zasiłek z MOPS przysługuje każdemu. Dochód nie ma znaczenia. Można zyskać choćby kilku tysięcy złotych
Jeszcze jeden wspólny rok przed nami… Ostatnio Arkadiusz Janowicz sam nie wychodził z domu. Nie wychodził od czasu, gdy poszedł do przychodni, a potem zapomniał, gdzie mieszka i jak się nazywa. Zamiast wrócić do domu, długo błądził po osiedlu, aż zatrzymał się przed dobrze znanym budynkiem – to była Fabryka Zegarków, w której Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat. Patrzył na tę fabrykę i czuł, iż ją zna, choć nie pamiętał, kim jest, aż ktoś niespodziewanie klepnął go w ramię: – Panie Arkadiuszu! Dawno pana tu nie było, a my, chłopaki z warsztatu, ostatnio wspominaliśmy, jaki był pan mistrzem i nauczycielem. To ja, Jurek Akul, przecież pan uczył mnie fachu! I nagle coś kliknęło w głowie Arkadiusza – wszystko sobie przypomniał, na szczęście… Jurek ucieszył się, przytulił starego mistrza: – Poznał mnie pan? Zgolilem wąsy, może dlatego nie poznał pan od razu. Chce pan zajrzeć do warsztatu? Chłopaki by się ucieszyli. – Może kiedy indziej, Jurek, czuję się trochę zmęczony – przyznał Arkadiusz. – Mam auto pod ręką, podwiozę pana – ucieszył się Jurek. I tak Arkadiusz wrócił do domu, a od tej pory żona, Natalia Lubiewska, już nigdzie nie puszczała męża samego, chociaż z pamięcią było już wszystko w porządku. Chodzili razem i na spacer, i do przychodni, i do sklepu. Aż pewnego dnia Arkadiusz rozchorował się: gorączka, silny kaszel. Żona pobiegła sama do apteki i na zakupy, choć sama nie czuła się najlepiej. Kupiła leki i trochę produktów. Nagle poczuła dziwną słabość i duszność, a torba z zakupami wydawała się potwornie ciężka. Stała chwilę, odpoczęła, po czym ruszyła dalej. Kilka kroków od bloku znów musiała się zatrzymać, postawiła torbę na świeżym śniegu i… opadła miękko na chodnik. Ostatnia myśl Natalii: po co tyle kupiła, stara już, rozumu brak! Na szczęście sąsiedzi wychodzili akurat z klatki, zobaczyli Natalię leżącą na śniegu, podbiegli i zadzwonili po pogotowie… Natalia trafiła do szpitala, a sąsiedzi zabrali zakupy i leki, wrócili do jej mieszkania i zaczęli dzwonić do drzwi. – Mąż pewno w domu, może się rozchorował, nie widziałam go kilka dni – domyśliła się pani Nina Michalska – Pewnie śpi, Natalia mówiła, iż jemu też często coś dolega, ech, starość… Zaglądnę później. Arkadiusz słyszał dzwonek. Ale kaszel utrudniał mu oddychanie, próbował wstać, ale osłabienie i gorączka sprawiły, iż zakręciło mu się w głowie i o mało nie upadł… Kaszel ustał, Arkadiusz zapadł w dziwny sen na jawie. Gdzie jest Natalia, czemu tak długo nie wraca? Leżał w półśnie, aż usłyszał lekkie kroki. Nagle przy łóżku pojawiła się żona, Natalia – jakie to szczęście, iż wróciła. – Arkadiusz, podaj mi rękę, trzymaj się mnie, wstań, wstań – wołała cicho. Wstał, trzymając jej chłodną, słabą dłoń. – Otwórz drzwi, gwałtownie – szepnęła Natalia. – Po co? – zdziwił się, ale otworzył, skoro poprosiła. Do mieszkania weszła sąsiadka Nina Michalska i Jurek, młody kolega z pracy: – Panie Arkadiuszu, czemu pan nie otwiera? Dzwoniliśmy i pukaliśmy! – Natalia, gdzie Natalia? Przecież tu była przed chwilą? – szeptem pytał Arkadiusz, próbując zrozumieć, gdzie zniknęła żona. – Ona w szpitalu, na OIOM-ie – zdziwiła się pani Nina. – Chyba ma majaki – domyślił się Jurek, podtrzymując omdlałego przyjaciela… Wezwali karetkę, to był omdlenie przez gorączkę… Po dwóch tygodniach Natalia wyszła ze szpitala. Jurek przywiózł ją autem do domu, przez cały ten czas pomagał i on, i sąsiadka Arkadiuszowi, który też wracał do sił. Najważniejsze, iż są znów razem. Gdy Arkadiusz i Natalia zostali sami, oboje ledwo powstrzymywali łzy. – Dobrze, iż są jeszcze dobrzy ludzie – mówiła Natalia – Pamiętasz, jak dzieci Niny wpadały do nas po szkole, karmiliśmy je obiadem, odrabialiśmy z nimi lekcje, a potem Nina wracała i zabierała je do domu. – Tak. Nie każdy pamięta dobro, a ona nie straciła serca. Dobrze mieć takich sąsiadów – przyznał Arkadiusz. – I Jurek, taki był z niego młody chłopak, nauczyłem go zawodu. Młodzi często zapominają o starszych, a ten nie zapomniał. – Za kilka dni Sylwester, Arkadiusz, jak dobrze, iż znowu jesteśmy razem – przytuliła się Natalia. – Powiedz mi tylko, jak to się stało, iż byłaś wtedy ze mną? Przecież byłem tu sam i to przez ciebie otworzyłem drzwi ratownikom… Bał się, iż znowu uzna, iż coś mu się zdrowo pomieszało, ale Natalia spojrzała na niego zaskoczona: – To naprawdę się wydarzyło? Lekarze mówili, iż miałam kliniczną śmierć, ale miałam wrażenie, iż właśnie wtedy byłam przy tobie, we śnie, czułam, jak idę z OIOM-u do domu… – Widzisz, jakie cuda potrafią się zdarzyć na starość. Kocham cię tak bardzo jak dawniej, a może choćby mocniej – powiedział Arkadiusz, biorąc jej ręce w swoje, i długo patrzyli na siebie bez słowa. Jakby bali się, iż coś znów ich rozdzieli… W wieczór przed Sylwestrem odwiedził ich Jurek, przywiózł domowe ciasto od żony. Potem przyszła Nina, pili wszyscy razem herbatę z ciastem, a w duszy było ciepło i dobrze. Nowy Rok Natalia Lubiewska i Arkadiusz Janowicz świętowali we dwoje. – Wiesz, pomyślałam sobie, iż jeżeli razem przywitamy ten Nowy Rok, cały rok będzie nasz. I jeszcze trochę razem pożyjemy – powiedziała Natalia do męża. Oboje się roześmiali z tej radosnej myśli. Jeszcze jeden wspólny rok życia – to przecież tak dużo, to szczęście.
Bezpieczna jazda zimą do sanatorium i do lekarza
Gdy pamięć zaczyna znikać zbyt wcześnie. Historia, która zmienia nasze myślenie o chorobie Alzheimera
Mój syn obiecał mi dom na wsi w prezencie – gdy tam dotarliśmy, ziemia zaczęła się pode mną zapadać.
Rwa kulszowa: objawy i bezpieczne sposoby łagodzenia bólu
Gmina Karsin
Ten mało znany zasiłek z MOPS przysługuje każdemu, a dochód nie ma znaczenia. Można zyskać od kilkuset do choćby kilku tysięcy złotych
Najpierw wielka miłość, potem długi i choroba. Niepokojące informacje dotyczące Haliny Kowalskiej
Mój brat nie chce, by mama zamieszkała w domu opieki, ale sam nie zabierze jej do siebie — w jego mieszkaniu nie ma dla niej miejsca!
GERIATRIA Z ZABURZENIAMI RZĄDZI ŚWIATEM
Pomoce dla seniora w codziennej higienie
Posada dla działacza PSL. Kierował DPS-em, zasiada w zarządzie spółki Orlenu
KRAKÓW ODCINA MNIE OD WNUCZKI
Mój brat stanowczo sprzeciwia się umieszczeniu mamy w domu opieki, ale nie chce jej także przyjąć do siebie – twierdzi, iż nie mają miejsca w mieszkaniu!
Zimowa magia Gdyni
Mieliśmy ogromne marzenie: mama przejdzie na emeryturę, wyprowadzi się na wieś, a nam zostawi swoje przestronne trzypokojowe mieszkanie w mieście!
ZAPRASZAMY BILETY PO 120ZŁ DLA ZUTW
Ruszyła rejestracja na XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych 2026
Gmina Iława Przyjazna Seniorom
Jeszcze jeden wspólny rok… Ostatnio Arkadiusz Janowicz sam nie wychodził na dwór. Nie odkąd pewnego razu poszedł do przychodni, zapomniał, gdzie mieszka i jak się nazywa. Ruszył wtedy w zupełnie inną stronę, błąkał się długo po osiedlu, aż jego wzrok zatrzymał się na bardzo znanym budynku. Później okazało się, iż to była fabryka zegarków, w której Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat. Patrzył na ten budynek, wiedział, iż go zna, ale nie mógł sobie przypomnieć dlaczego i kim jest, aż ktoś klepnął go po ramieniu, podchodząc niezauważenie z tyłu, – Janowicz! Panie Arkadiuszu, co pan przyszedł, zatęsknił? A my tu ostatnio pana wspominaliśmy, jaki był z pana mistrz i mentor. Arkadiusz Janowicz, nie poznaje pan mnie? To ja, Jurek Akulowski, to pan ze mnie człowieka zrobił! Coś nagle zaskoczyło w głowie Arkadiusza i przestała być pusta, wszystko sobie przypomniał, dzięki Bogu… Jurek ucieszył się, uściskał swojego starego mistrza, – Poznał pan? To przez to, iż zgoliłem wąsy, jestem niepodobny do siebie. Niech pan wpadnie do nas, chłopaki się ucieszą! – Może innym razem, Jurek, jakoś się zmęczyłem – przyznał Arkadiusz. – Mam tutaj samochód, podrzucę pana, pamiętam przecież adres – ucieszył się Jurek. Odwiózł go do domu, a od tej pory pani Natalia nie wypuszczała męża samego, choć jego pamięć wróciła do normy. Chodzili wszędzie razem – do parku, do przychodni, do sklepu. Ale kiedyś Arkadiusz się rozchorował – gorączka, silny kaszel. Żona poszła sama do apteki i sklepu, choć też źle się czuła. Kupiła leki, trochę jedzenia, ale dziwna słabość ją opanowała, dostała zadyszki. Wydało jej się, iż torba z zakupami waży strasznie dużo. Natalia odpoczęła chwilę, ruszyła dalej. Zrobiła jeszcze kilka kroków, znów się zatrzymała. Zostawiła ciężką torbę na świeżym śniegu i… łagodnie osunęła się na chodnik prowadzący do domu. Jej ostatnia myśl była – po co ona tyle wszystkiego na raz kupiła, starszy człowiek, a rozumu mało… Na szczęście sąsiedzi wychodzili właśnie z klatki, zobaczyli ją na śniegu, podbiegli i wezwali karetkę… Natalia została zabrana do szpitala, a sąsiedzi wzięli jej siatkę z zakupami i lekami, wrócili i zaczęli pukać do drzwi. – Mąż Arkadiusz pewnie w domu, może chory, nie widziałam go ze dwa dni – zgadywała pani Nina, – Pewnie śpi, Natalia mówiła, iż on ostatnio też się źle czuje, ech, starość to nie radość, później jeszcze zajrzę… Arkadiusz słyszał dzwonek. Ale kaszel nie pozwalał mu oddychać, chciał wstać, ale ze słabości i gorączki zakręciło mu się w głowie i prawie się nie przewrócił… Kaszel ustał, a sam Arkadiusz zapadł w dziwny sen, podobny do jawy. Gdzie jest jego Natalia, czemu tak długo nie wraca? Leżał długo na wpół śpiąc, aż nagle usłyszał lekkie kroki. Podszedła do niego żona, Natalia, tak dobrze, iż wróciła. – Arkadiusz, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, wstawaj – wołała. Wstał, trzymając się jej dziwnie zimnej i słabej ręki. – Teraz otwórz drzwi, gwałtownie – szepnęła Natalia. – Po co? – zdziwił się Arkadiusz, ale otworzył, skoro żona prosiła. Do mieszkania weszła sąsiadka Nina i Jurek, jego kolega z pracy, – Janowicz, czemu nie otwierasz, dzwoniliśmy i pukaliśmy! – Natalia, gdzie Natalia? Przed chwilą tu była – zapytał blednącymi wargami Arkadiusz, próbując zrozumieć, gdzie zniknęła żona. – Przecież ona jest w szpitalu – zdziwiła się Nina. – Chyba majaczy – domyślił się Jurek, ledwo złapał przytomność padającego staruszka… Sąsiadka i Jurek wezwali karetkę, to był omdlały od gorączki… Po dwóch tygodniach Natalia wróciła ze szpitala. Jurek przywiózł ją autem, a on i sąsiadka przez cały czas pomagali Arkadiuszowi, aż wrócił do sił. Najważniejsze, iż wciąż są razem. Gdy Natalia i Arkadiusz wreszcie zostali sami, oboje ledwie powstrzymywali łzy. – Na szczęście świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi, Arkadiusz, Nina to dobra kobieta, pamiętasz, kiedy jej dzieci po szkole do nas przychodziły, karmiliśmy je obiadem, robiliśmy lekcje, potem Nina wracała z pracy i je zabierała. – Tak, ale nie każdy dobro pamięta, a ona nie stwardniała na duszy, to naprawdę miłe – przyznał Arkadiusz, – I Jurek, był taki młody, byłem jego mentorem, pomogłem mu stanąć na nogi. Młodzi gwałtownie zapominają o starszych, a on widzisz, nie zostawił mnie. – Za kilka dni Sylwester, Arkadiuszu, jak dobrze, iż znowu jesteśmy razem – przytuliła się do męża Natalia. – Natalia, powiedz mi, jak to było, iż zjawiałaś się u mnie ze szpitala, zmusiłaś mnie do otwarcia drzwi moim wybawcom? Bez ciebie prawie bym tu umarł – w końcu odważył się zapytać żonę Arkadiusz. Bał się, iż pomyśli, iż coś z nim nie tak, ale Natalia spojrzała na niego zaskoczona, – To naprawdę się stało? Przecież powiedzieli mi, iż miałam śmierć kliniczną, a ja w pół śnie szłam do ciebie? Pamiętam to, widziałam siebie leżącą na oddziale, wyszłam ze szpitala, poszłam do ciebie… – Cuda się z nami dzieją na starość, kocham cię, jak dawniej, może choćby mocniej – Arkadiusz wziął jej ręce w swoje i długo siedzieli w ciszy, patrząc sobie w oczy. Jakby bali się, iż cokolwiek może ich znowu rozłączyć… Wieczorem, tuż przed Sylwestrem, wpadł Jurek, przyniósł smakołyki – żona upiekła ciasta. Zaraz potem przyszła sąsiadka Nina, pili razem herbatę z ciastem, w sercu zrobiło się ciepło i dobrze. Sylwestra Natalia i Arkadiusz spędzili we dwoje. – Wiesz, pomyślałam, iż jeżeli spędzimy razem ten Nowy Rok, to będzie nasz. Jeszcze trochę pożyjemy – powiedziała mężowi Natalia. I oboje zaśmiali się z tej radosnej myśli. Jeszcze cały rok życia razem, to przecież bardzo dużo, to szczęście.
Pan Bogdan znosił do domu śmieci, w końcu zamieszkał na parkingu. Sąsiedzi są bezradni
„Gazeta Senior” – luty 2026 [02/2026]: Sprawdź, co w numerze!
Simmering – co to jest i jaką funkcję pełni w mechanice?
Uwielbiamy nasze wnuki, ale nie mamy już sił, by harować na kolejne dzieci córki – gdzie kończy się rodzicielska pomoc, a zaczyna życie dla siebie?
Emerytka ze łzami wyznaje: „Ostatni raz widziałam syna ponad sześć lat temu…” – Gdy spytałam sąsiadkę, od kiedy jej syn z nią nie rozmawia, serce mi pękło. Opowiedziała mi, jak po przeprowadzce syna z żoną kontakt całkiem się urwał, jak ostatni raz przyszła z ciastem na urodziny, a synowa oświadczyła jej w drzwiach, iż nie jest tam mile widziana, a syn nie stanął w jej obronie… Później zadzwoniła tylko raz, gdy sprzedawała trzypokojowe mieszkanie i kupowała mniejsze — syn przyjechał podpisać dokumenty, wziął pieniądze i więcej nie zadzwonił. Czy czuje się samotna? „Radzę sobie. Syn był moim całym światem po tym, jak mąż zostawił mnie dla innej. Wychowałam go sama i myślałam, iż na starość będziemy sobie bliscy… Ale jego żona postawiła na swoim. Dziś piję rano herbatę na balkonie, patrząc na budzące się miasto, choć wyobrażałam sobie starość inaczej. Zwierząt nie biorę — nie wybaczyłabym sobie, gdyby musiały zostać beze mnie. Dzieci, nigdy nie zostawiajcie swoich rodziców! Jesteście ich częścią — jak ich zabraknie, was też zabraknie…”
Miałyśmy z mężem wielkie plany: mama na emeryturze miała wyprowadzić się na wieś, a nam zostawić swoje przestronne trzypokojowe mieszkanie w mieście!
W Polsce adoptuje się dzieci z domów dziecka, a ja postanowiłam odebrać babcię z domu opieki – sąsiedzi kręcili głowami i pytali, po co mi taki kłopot, ale dziś wiem, iż to była najlepsza decyzja.
Enklawy długowieczności w Polsce i na świecie
MOPS może przyznać to świadczenie niezależnie od dochodu. Nie zawsze jednak wypłaca pieniądze do ręki
Zdrowie i dobre samopoczucie po 60. roku życia – jak dbać o organizm na co dzień?
Spokój i cień w ogrodzie – dlaczego aluminiowa pergola to idealne rozwiązanie dla seniorów
Anna Nowak siedziała na ławce w szpitalnym parku i płakała. Dziś skończyła 70 lat, ale ani syn, ani córka nie przyjechali, nie złożyli życzeń. Prawdę mówiąc, współlokatorka z sali, pani Genowefa, pamiętała i choćby dała jej drobny prezent. A jeszcze salowa Marysia poczęstowała ją jabłkiem z okazji urodzin. Dom opieki był porządny, ale personel ogólnie obojętny. Wiadomo było, iż tu rodziny oddawały starszych rodziców, gdy ci stawali się dla nich ciężarem. I Annę tutaj również przywiózł syn, tłumacząc, iż to tylko na odpoczynek i dla zdrowia, a naprawdę przeszkadzała synowej. Przecież mieszkanie było jej – potem namówił, by przepisała wszystko na niego, obiecując, iż będzie mogła przez cały czas mieszkać w domu. Rzeczywistość okazała się inna: cała rodzina wprowadziła się do niej i zaczęła się walka z synową. Ciągle była niezadowolona: a to źle ugotowane, a to zostawiona plama w łazience i tak w kółko. Syn najpierw ją bronił, potem sam zaczął pokrzykiwać. W końcu Anna zauważyła, iż coś knują za jej plecami, a gdy tylko weszła do pokoju, zapadała cisza. Pewnego ranka syn zaczął rozmowę, sugerując, iż matce przydałby się wypoczynek i leczenie. Spojrzała mu w oczy i zapytała z goryczą: – Do domu opieki mnie oddajesz, synku? Zaczerwienił się i speszony odpowiedział: – Mamo, to tylko sanatorium, spędzisz tam miesiąc i wrócisz do domu. Przywiózł ją, gwałtownie podpisał papiery i pośpiesznie wyjechał, obiecując, iż zaraz wróci. Pojawił się tylko raz: przyniósł dwa jabłka, dwie pomarańcze, zapytał jak się czuje i nie wysłuchawszy do końca, wybiegł. Tak żyje Anna tu już drugi rok. Kiedy minął miesiąc, a syn nie odbierał telefonów, zadzwoniła do siebie do domu – odebrali obcy ludzie. Okazało się, iż syn sprzedał mieszkanie i nie wiadomo, gdzie teraz go szukać. Anna kilka nocy płakała, ale wiedziała, iż już do domu nie wróci, więc po co łzy. Najbardziej boli ją to, iż kiedyś skrzywdziła córkę dla dobra syna. Anna urodziła się na wsi. Tam też wyszła za mąż za Piotra, kolegę ze szkoły. Mieli duży dom i gospodarstwo, żyli skromnie, ale nie biedowali. Pewnego razu sąsiad z miasta zaczął namawiać Piotra na lepsze życie w mieście – dobra pensja, własne mieszkanie. No i przekonał. Sprzedali wszystko i przeprowadzili się do Krakowa. Sąsiad nie okłamał – mieszkanie dostał od razu, kupili meble i starą syrenkę. To właśnie w tej syrenie Piotr miał wypadek. W szpitalu zmarł na drugi dzień. Po pogrzebie Anna została sama z dwójką dzieci. By ich utrzymać, sprzątała klatki schodowe wieczorami. Myślała, iż dzieci wyrosną i jej pomogą – ale nie wyszło. Syn wplątał się w kłopoty, musiała brać pożyczki, by nie trafił do więzienia, a spłacała je dwa lata. Potem córka Daria wyszła za mąż i urodziła dziecko. Wszystko było dobrze do roku, potem syn Darii zaczął chorować. Musiała odejść z pracy, by biegać po szpitalach; lekarze długo nie mogli postawić diagnozy. W końcu znaleźli rzadką chorobę, którą leczono w jednym tylko instytucie. Tam jednak była długa kolejka, a mąż od niej odszedł – dobrze, iż chociaż zostawił mieszkanie. Daria poznała w szpitalu wdowca z córką z podobną chorobą. Polubili się i zamieszkali razem. Po kilku latach on sam zachorował, potrzebna była operacja. Anna miała pieniądze, które planowała dać synowi na wkład własny do mieszkania. Gdy córka poprosiła o pomoc, było jej szkoda przeznaczać pieniądze na „obcego”, syn przecież ważniejszy. I odmówiła. Daria bardzo się wtedy na nią obraziła i na pożegnanie powiedziała: „Dla mnie już nie jesteś matką, nie zwracaj się do mnie, gdy będziesz potrzebować pomocy”. I tak już dwadzieścia lat nie rozmawiają. Daria wyzdrowiała, zabrała dzieci i razem z nowym mężem wyjechała nad morze. Gdyby można było cofnąć czas, Anna postąpiłaby inaczej, ale przeszłości nie zmieni. Anna wolno wstała z ławki i skierowała się do budynku. Wtedy usłyszała: – Mamo! Serce zabiło mocniej. Odwróciła się powoli. To była ona. Daria. Nogi się pod nią ugięły, ale córka zdążyła ją złapać. – Wreszcie Cię znalazłam… Brat nie chciał podać adresu, ale postraszyłam go sądem, iż nielegalnie sprzedał mieszkanie, od razu zmiękł… Weszły razem do budynku i usiadły na kanapie. – Przepraszam, mamo, iż tak długo nie miałyśmy kontaktu. Najpierw byłam zła, potem odwlekałam, aż wstyd mi było. Ale tydzień temu śniłaś mi się: chodziłaś po lesie i płakałaś. Wstałam z łóżka, a w sercu zrobiło się ciężko, opowiedziałam wszystkiego mężowi, a on kazał mi natychmiast jechać i pogodzić się z Tobą. Pojechałam pod Twój stary adres – obcy ludzie, nic nie wiedzą. Długo szukałam kontaktu do brata i w końcu znalazłam. I jestem tu. Pakuj się, jedziesz ze mną. Dom mamy duży, nad samym morzem. Mąż mówił, iż jak tylko matce będzie źle, to przywieźć ją do nas. Anna z wdzięcznością wtuliła się w córkę i rozpłakała się – ale tym razem były to łzy szczęścia. Czcij ojca swego i matkę swoją, aby Ci się dobrze powodziło i abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg Twój, Ci daje.
Dramat w Lęborku. 19-letnia matka i jej partner zatrzymani za znęcanie się nad 1,5-roczną dziewczynką
Nowi partnerzy Ogólnopolskiej Karty Seniora w Radomsku
Oderwałam się od swojej rodziny – i po raz pierwszy czuję, iż oddycham pełną piersią
Domy Wczasowe „Halka” i „Rybniczanka-Wanda” należące do Funduszu Wczasów Pracowniczych Sp. z o.o. Partnerem Ogólnopolskiej Karty Seniora!
Ten mało znany zasiłek z MOPS przysługuje każdemu, bo dochód nie ma znaczenia. Możesz zyskać od kilkuset do choćby kilku tysięcy złotych
Odmówiłam opieki nad chorą matką męża i postawiłam mu ultimatum – wybieraj: profesjonalna pomoc albo rozstanie
5 rzeczy, których najczęściej żałujemy na starość – jak żyć, aby czerpać satysfakcję z życia?
Odmówiła opieki nad chorą matką męża i postawiła mu ultimatum: albo wspólnie zatrudnimy opiekunkę lub znajdziemy dom opieki, albo się rozwodzę – historia, która zmieniła życie naszej sąsiadki Lucyny jesienią, gdy wszystko zaczęło się od zawału teściowej z podkarpackiej wsi
„Poślubiłam swojego sąsiada, który ma osiemdziesiąt dwa lata… żeby nie trafił do domu opieki.”
SENIORZY W ZIMIE LICZĄ NA WSPARCIE
Zbiórka WOŚP w DPS-ie w Gdańsku. Na pierwszym planie władze miasta
Noworoczne spotkanie starosty wieluńskiego. Wspólnota, dialog i kooperacja na rzecz rozwoju powiatu (zdjęcia)
Seniorzy powinni jeść całą zimę. Poprawia pamięć, reguluje pracę jelit i chroni organizm w mroźne dni
– Nie zamierzam dożywać życia z jakąś starą ruiną! – burknął mąż. Gorzka prawda o rozstaniu, młodszej sąsiadce i walce o szczęście w polskich realiach. Historia Walentyny i Igora: czy po odejściu mężczyzny można odnaleźć nową młodość w wieku 53 lat? Przemiana, literacki klub, wsparcie mamy i droga do akceptacji siebie – opowieść o sile kobiet, odwadze i redefinicji szczęścia po polsku.