HANWO – chiński ciągnik na wypasie?

15 godzin temu

Przywykliśmy raczej do tego, iż produkty z Chin są w pewnym sensie uzasadnioną ekonomicznie koniecznością, gdy chce się kupić coś nowego. Co jednak, gdy chiński producent wcale nie chce wpisywać się w ten nurt?

Marka HANWO jeszcze nigdy nie gościła na polskich salonach. adekwatnie to w zeszłym roku firma postanowiła zadebiutować w ogóle w Europie, stawiając na targach w Bolonii nieduże stoisko, znacznie mniej okazałe niż to jakie wystawiła firma S-Agro, która stała się w Polsce pierwszym dystrybutorem tych ciągników.

HANWO – coś więcej niż „tani chinol”

Takie skojarzenie jest pierwsze i nie ukrywajmy tego, nierozerwalne gdy tylko widzimy ciągnik z Państwa Środka. Trudno jest temu zaprzeczyć, ukryć czy zanegować, bez względu na to w ilu ciągnikach chińskich miało się okazję siedzieć, pracować czy widzieć je w akcji. Niestety w większości tych przypadków, maszyna nie robiła zbyt dobrego wrażenia; zawsze coś było nie tak i nie mowa tutaj o często bardzo archaicznym wyglądzie czy stylistyce. Jak dowiedzieliśmy się podczas rozmów, HANWO to firma, która ma to myślenie zmienić. A przynajmniej będzie próbowała. Jakie są pierwsze wrażenia?

Ciągnik HANWO 504C

Model 504, serii HWE, to maszyna, która aspiruje do roli ciągnika pomocniczego, choć ciężko go będzie w pełni zestawić z europejskimi odpowiednikami. Tutaj znacznie lepiej sprawdziłaby się seria HWD (90-110KM), jednak ta jeszcze nie została homologowana na potrzeby unijnego rynku.

Model 50 KM, czyli środek oferty serii „E” choć w nazwie jest C, zaś na masce B, fot. GS

Warto nadmienić, iż HANWO ma w swojej ofercie także ciągniki większe: HWC (130-160KM), HWG (160KM+) oraz HWS o mocach ponad 200 KM. Zwłaszcza serie HWG i HWS prezentują się naprawdę okazale. Wróćmy jednak do tego, co mamy w zasięgu ręki, a także portfela. Ale o tym za chwilę.

Ciągnik o mocy 50 koni krzesanych z chińskiego trzylitrowego i czterocylindrowego silnika, plasuje się w środku stawki. Przekładnia jest czysto mechaniczna, o 12 przełożeniach z mechanicznym rewersem. Mniejszy w stawce HWE354C ma 8 przełożeń, ale również oferuje rewers. Do tego dodajmy dwie prędkości wałka 540/1000, 45 l/min wydatku pompy oraz około 2000 kg udźwigu podnośnika zmierzonego na końcówkach i mamy niemal pełen zarys środka serii. Ciągnik waży 3360 kg z kabiną, może rozpędzić się do 25 km/h i oferuje 340 mm prześwitu. A to wszystko w cenie niespełna 100 tys. zł. netto.

Ciągnik HANWO 704C

Większy, a w tej chwili największy brat jest zbudowany na tym samym silniku oraz przekładni. Różni go wyższa moc – 75 KM oraz nieco większy udźwig podnośnika – 2500 kg, choć masa ciągnika według deklaracji producenta jest taka sama -3360 kg. Ciągnik jest jednak dłuższy – 4206 mm wobec 3389 mm w modelu 504, a także szerszy; 1797 mm kontra 1535 mm, wyższy o 200 mm (2715 mm), choć rozstaw osi obydwu wynosi 2050 mm.

Model 75 KM. Do maszyn można domówić TUZ i ładowacz, dostawcą jest firma Intertech, fot. GS

Różnica tkwi oczywiście w ogumieniu. Mniejszy model fabrycznie ma opony 8,3-20 i 14,9-28 zaś większy 9,5-20 i 14,9-30. Wyższa jest również cena – 109 tys. zł netto. Oczywiście patrząc z boku, wszystkie ciągniki HANWO zdradzają swoją budową, iż fabryka wciąż jest mocno zakorzeniona w koncepcji tworzenia ciągników w oparciu o starą szkołę z niepokojąco małymi kołami i dziwnymi proporcjami. Natomiast na plus należy zaliczyć możliwość zmiany rozstawu kół tylnych – są one na osiach umożliwiających prezesów.

Marka, która chce być premium

Co od razu rzuca się w oczy, to mnogość elementów w tzw. złotym ocynku, co trochę przychodzi na myśl ciągniki podszykowane przez handlarzy, ale trudno uznać to za wadę w nowym ciągniku. No chyba, iż ktoś bardzo nie lubi tego efektu, to zdecydowanie odczuje dyskomfort, bowiem ocynkowane jest wszystko, co tylko się dało. Od przewodów hydraulicznych przez cięgła, śruby, sworznie zabezpieczające, bagnet do oleju na nyplach kończąc. A skoro już tak przyglądaliśmy się detalom, to przy okazji nie dało się ukryć, iż Chińczycy naprawdę postarali się, by nie tylko lśniące przewody przyciągały spojrzenia.

Silnik to konstrukcja chińska, ale ma trzy litry pojemności i cztery cylindry, a więc tak jak lubią rolnicy w Polsce. Żadnego downsizingu, fot. GS

Wiele elementów, które zwykle są wzięte z najniższej i najtańszej póki, jest w tym ciągniku zrobione, można powiedzieć na wymiar. Weźmy chociażby lampy tylne, w które wkomponowane zostało logo i to dość nienachalnie, nie psując przy tym całkiem ładnej formy samej lampy. Podobnie tylna szyba; nie jest to zwykła cięta z metra tafla szkła chamsko wklejona w ramkę transparentna pokrywa, a wyprofilowana do kształtu kabiny, asymetryczna i przestrzelona siłownikami szyba z wycieraczką z prawdziwego zdarzenia.

Ogółem kabina sprawia wrażanie bardzo schludnie poskładanej i polakierowanej. Może nie jest to jeszcze europejski top, aczkolwiek dwuczęściowy gruby daszek z wkomponowanymi lampami 360 stopni i dwuramienne wycieraczki dają efekt zachęcający do wejścia. Wyjątkowo pominiemy maskę, gdyż jest ona po prostu ładna; nie jest skopiowana z niczego i ma swój charakter. Wsiądźmy zatem do wnętrza.

Wnętrze ciągnika HANWO

We wnętrzu również uderza w nas błysk cynku oraz trzy odcienie plastiku: jasny szary, ciemny szary oraz matowe chromy. Jest też odrobinę czerni, ale poza ogromnymi napisami „Clutch” i „Brake” na mięsistym dywaniku nie ma tutaj zbyt wielu elementów, które sugerowałyby pochodzenie ciągnika. To wnętrze naprawdę jest przyjemne, choć atrapa pokrętła przy dźwigni rewersu jest jednak nieco tandetna.

Wnętrze jak na chiński ciągnik sprawia bardzo dobre wrażenie. Użyte materiały są przyzwoitej jakości, zaś całość jest całkiem nieźle przemyślana pod kątem komfortu, fot. GS

Tandetna za to nie jest praca mechanizmów. Wiadomo, na sucho mimo wszystko zarówno kierunek jazdy jak i wszystkie biegi, ba choćby zakresy, wchodzą gładko i bez zacięć. Czuć, iż droga prowadzenia drążków jest pewna i nie ma tam żadnych słabych punktów. Przynajmniej o ile mowa o nowym ciągniku. Co więcej dźwignie od hydrauliki oraz podnośnika są pod ręką, skierowane wzdłuż osi ciągnika z nieźle wykonanymi główkami.

Do tego przestrzeń wokół operatora została rozumnie zagospodarowana; są liczne uchwyty, kieszenie, miejsce na instrukcję obsługi, półeczki. I to rozumiemy! Również podsufitka została wykonana w sposób, który sugeruje, iż od początku wiadome było, jakie znajdą się tam przyciski, gdzie będą głośniki, a gdzie kratki nawiewu. Nic tutaj nie zostało wycięte „na szybko” nożykiem do tapet, bo trzeba na rynek EU docisnąć gdzieś klimę i radio.

Rozmieszczenie przycisków, dźwigni oraz lewarków od biegów sprawia, iż wszystko jest pod ręką, fot. GS

Oczywiście dźwignia hamulca manualnego mogłaby być zlokalizowana w nieco innym miejscu lub chociażby w innej orientacji – może przeszkadzać przy wsiadaniu. Nie ma również miejsca, ani choćby opcji na dodatkowe siedzenie dla pasażera, ale to w końcu dość mały ciągnik. Są za to skórzane mieszki oraz dwa ekrany, w tym jeden na przedłużeniu konsoli bocznej. Z tego ekranu można obsługiwać część funkcji ciągnika, a także wykorzystać go do różnych systemów, czy np. kamer.

Naturalnie część funkcji wciąż jest opisana po chińsku; jest też staromodny przełącznik świateł oraz manometr, który wygląda jakby był żywcem wyciągnięty z chińskiej lub sowieckiej ciężarówki. Niemniej jest to pierwsze spotkanie i dość szybkie pojawienie się na niechińskim rynku, a więc można się spodziewać, iż jest to stricte ciągnik taki jaki oferowany jest w Azji. Trzeba przyznać, iż jest to maszyna, która sprawia wrażenie naprawdę postaranej, prawie jak dla siebie, w dodatku nieźle wycenionej. Pytanie, jak sprawdzi się w praktyce.

Idź do oryginalnego materiału