Przyzwyczailiśmy się już do elektrycznej motoryzacji. Najpierw – za sprawą Tesli – prąd przestał być ciekawostką, a stał się pełnoprawnym paliwem. Czy podobnie będzie z traktorami? Jest to możliwe, ale… jak wiadomo, cena to największy argument dla rolnika. Spójrzmy, ile kosztuje elektryczny ciągnik o mocy 90 KM?
Elektryczne auto? Jeszcze do niedawna większość z nas była sceptycznie nastawiona do takiego moto-science-fiction. Aż nastała Tesla i pokazała, iż jak się chce, to można i można dobrze.
Ostatnio jednak zdecydowanie prym w tej dziedzinie wiodą pojazdy z Chin. Są tak dalece zaawansowane technicznie, iż można odnieść wrażenie, iż to właśnie one nadają dziś rytm całej elektrycznej rewolucji na kołach. Czy podobnie będzie z ciągnikami?
Tego jeszcze nie wiadomo. Ale jedno jest pewne – takie maszyny już są… i rozwijają się zaskakująco dynamicznie. Przykładem może być nowy elektryczny ciągnik Xeevo E904i.
Chiński producent z niemiecką wizytówką
Xeevo E904i to dzieło firmy ZSHX Advanced Tractor z Chin. Maszyna została pokazana szerokiej publiczności na targach Agritechnica w Hanowerze i – co ważne – nie była tylko „eksponatem pod szkłem”. Ciągnik przeszedł już serię testów terenowych, głównie w Niemczech. Na rynek europejski ma trafić dzięki współpracy z niemieckim importerem Solis.
Chińskiemu ciągnikowi nie można odmówić technicznej urody, tym bardziej, iż został przystosowany do europejskich gustów rolniczych, fot. Adam ŁadowskiZaprezentowano dwie wersje kolorystyczne: zieloną – stricte rolniczą – oraz pomarańczową, przeznaczoną do zadań komunalnych. Jak widać, Chińczycy od razu celują w różne segmenty rynku.
Co potrafi elektryczny ciągnik Xeevo E904i?
Na pierwszy rzut oka – ciągnik jak ciągnik. Waży około 4 ton, ma normalną kabinę, napęd na cztery koła i komplet elektroniki, do jakiej przyzwyczaiły nas nowoczesne maszyny. Różnica tkwi pod „maską”, bo zamiast silnika Diesla pracują tu dwa niezależne silniki elektryczne:
- jeden obsługuje napęd jazdy,
- drugi napędza WOM (540 i 1000 obr./min).
Moc znamionowa ciągnika to 90 KM (66 kW), ale producent przewidział coś w rodzaju elektrycznego „dopalacza”. Przez 30 sekund maszyna może oddać choćby 122 KM (89,5 kW) – przydatne przy ruszaniu z ciężkim agregatem czy krótkim przeciążeniu.
Energię dostarcza akumulator o pojemności około 103–105 kWh (ogniwa CATL – jednego z największych producentów baterii na świecie). Według deklaracji producenta pozwala to na:
- 6–7 godzin pracy w normalnych warunkach,
- 4–5 godzin przy dużym obciążeniu.
Szybkie ładowanie prądem stałym o mocy do 120 kW trwa około 1 godziny. Architektura instalacji ma 600 V, więc nie jest to zabawka z gniazdka w garażu, tylko pełnoprawny sprzęt przemysłowy.
Pod względem użytkowym niczego tu nie brakuje: hydraulika jest całkiem rozbudowana, a WOM odda choćby 120 KM, fot. Adam ŁadowskiNa liście wyposażenia znajdziemy m.in.:
- napęd 4×4,
- klimatyzowaną, inteligentną kabinę z klimatyzacją,
- zgodność z ISOBUS – co nie jest takie oczywiste w chińskich ciągnikach,
- ekran dotykowy,
- elektroniczne sterowanie hydrauliką,
- niezależną pracę WOM od prędkości jazdy – co w praktyce daje dużą elastyczność przy pracy z maszynami.
Producent zapowiada też kolejne modele: mniejszy – około 50 KM, oraz większy – około 140 KM. No dobrze, a teraz zastanówmy się…
Czy elektryczny ciągnik to przyszłość rolnictwa?
No właśnie. Czy za kilka lat wszyscy będziemy ładować traktory jak telefony? Raczej nie tak szybko. Elektryczny ciągnik to dziś bardziej alternatywna ścieżka rozwoju, a nie bezpośredni sukcesor diesla.
Taka maszyna świetnie pasuje do:
- gospodarstw sadowniczych i warzywniczych,
- prac komunalnych,
- pracy w budynkach i tunelach (brak spalin),
- gospodarstw z własną fotowoltaiką lub tanim prądem.
Cisza, brak spalin, wysoki moment obrotowy od zera, mniejsza liczba części eksploatacyjnych – to realne zalety. Z drugiej strony: czas pracy ograniczony pojemnością baterii, konieczność mocnej infrastruktury ładowania i wciąż wysoka cena.
Do ciężkiej orki na kilkuset hektarach? Jeszcze nie. Do precyzyjnej, codziennej pracy w gospodarstwie specjalistycznym? Jak najbardziej – i tu elektryki mogą znaleźć swoje miejsce.
W kabinie całkiem europejsko i klimatycznie i wygodnie. Możemy się zacząć zastanawiać, kto tu wiedzie prym, fot. Adam ŁadowskiOpłacalność: kalkulator w dłoń
Koszty eksploatacji elektryka mogą być atrakcyjne:
- brak paliwa,
- brak oleju silnikowego, filtrów,
- mniej serwisu mechanicznego.
Jeśli gospodarstwo ma własną instalację PV lub dostęp do taniej energii – rachunek zaczyna wyglądać całkiem rozsądnie. Problemem pozostaje jednak koszt zakupu oraz żywotność baterii, które po kilku–kilkunastu latach mogą wymagać kosztownej wymiany.
Nie jest to więc ciągnik „dla każdego i do wszystkiego”. Ale jako narzędzie wyspecjalizowane – już dziś ma sens, ale za ile ten sens?
Ile kosztuje chiński elektryczny ciągnik o mocy 90 KM?
No i dochodzimy do pytania z tytułu. Xeevo E904i w Europie ma kosztować około 100 000 euro. Czy to dużo?
Oczywiście. Zwłaszcza iż – jak wszem i wobec wiadomo – w Chinach podobny ciągnik kosztowałby prawdopodobnie połowę, a może choćby jedną trzecią tej kwoty. Europejskie certyfikacje, transport, marże importerów i serwis robią swoje podbijając cenę. Widać tak w Europie chcemy.
Za sto tysięcy euro można dziś kupić bardzo solidnego diesla o podobnej mocy. Ale elektryk oferuje coś innego: ciszę, zero emisji lokalnej i technologiczną ciekawostkę, która jeszcze kilka lat temu brzmiała jak science fiction.
Czy to się opłaci? To już każdy rolnik musi policzyć sam. Jedno jest pewne – prąd wjechał do rolnictwa na dobre. I wygląda na to, iż nigdzie się nie wybiera.

2 godzin temu
















