Ciągnik z pasji, ale nie tylko do oglądania
W gospodarstwie Roberta Szymczaka, właściciela firmy Nasiona Szymczak i twórcy kanału Posione, park maszynowy robi wrażenie. Niespełna 300 ha, produkcja nasienna i kilka technologii uprawy wymagają sprzętu, który nie stoi wyłącznie dla ozdoby. Jedną z maszyn, która szczególnie przyciąga uwagę, jest ciągnik gąsienicowy John Deere.
Szymczak przyznaje, iż w tym przypadku sama kalkulacja nie była jedynym powodem zakupu.
– To jest od ciągnik od nowości, faktycznie trochę z pasji. Zawsze marzyłem mieć ciągnik na gąsienicach – mówi Robert Szymczak.
Początkowo rozglądał się za używaną maszyną. gwałtownie pojawiła się jednak obawa o koszty remontu podwozia.
– Wiedziałem już z rozmów z rolnikami, iż używane ciągniki na gąsienicach mają dosyć duże koszty remontu podwozia – tłumaczy.
Dlatego rolnik poprosił sprzedawcę o wycenę takiego remontu. Wtedy usłyszał propozycję, która zmieniła decyzję.
– Wycenili remont ciągnika i powiedzieli: My ci kilka drożej sprzedamy Ci nowy. Cena była tak fantastyczna, iż głupio było brać używany. Wziąłem kredyt, który parę lat się spłacało – wspomina.
Na suchym polu robi bardzo dobrą robotę
Po latach Szymczak nie mówi o tej maszynie jak o błędzie. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, iż w odpowiednich warunkach ciągnik gąsienicowy daje dużo satysfakcji z pracy.
– Marzyłem o tym ciągniku i okazało się, iż to bardzo fajna maszyna, jak jest sucho – mówi. I zaraz wyjaśnia:
– najważniejsze są jednak warunki. jeżeli obie gąsienice jadą po podobnym podłożu, wszystko działa bardzo dobrze. Problem zaczyna się wtedy, gdy pole jest nierówne nie tylko fizycznie, ale też pod względem wilgotności.
– choćby jak jest mokro, to najgorsze jest, jak jest mokro i sucho – wyjaśnia rolnik.
I od razu tłumaczy, o co chodzi.
Jedna gąsienica na mokrym, druga na suchym. Tu zaczynają się schody
W dwugąsienicowym ciągniku skręt odbywa się przez różnicę prędkości pracy gąsienic. Jedna strona musi obracać się wolniej, druga szybciej. Gdy obie mają takie samo oparcie, maszyna zachowuje się przewidywalnie.
– Jak jedziemy obydwoma gąsienicami na identycznym podłożu, jest fantastycznie – mówi Szymczak.
Inaczej wygląda sytuacja na polu, gdzie jedna strona trafia w mokry dołek, a druga jedzie po suchym.
– Załóżmy, iż prawa gąsienica złapała mokre, a lewa jest na suchym. Lewa ma fantastyczne oparcie, prawa ma poślizg i ściąga nas w mokre – tłumaczy.
Wtedy próba korekty kierunku nie zawsze pomaga. Gąsienica, która powinna wyciągnąć maszynę, traci przyczepność. Druga ma oparcie, ale nie rozwiązuje problemu.
– I ona staje, a ta się kręci. Ciągnik nie ma w ogóle żadnego uciągu. Gąsienica dwugąsienicowa na bardzo zmienne warunki glebowe to jest kontrowersyjny wybór – przyznaje rolnik.
To mocne zdanie, ale nie oznacza, iż Szymczak przekreśla taką konstrukcję. Raczej jasno pokazuje, gdzie kończą się jej przewagi.
Gąsienice zamiast kół bliźniaczych? Jest jeden istotny argument
Rolnik porównuje ciągnik gąsienicowy z kołami bliźniaczymi. Jego zdaniem bliźniaki mają swoje zalety, ale pojawia się przy nich problem szerokości transportowej.
– Przy dobrych warunkach wilgotnościowych uważam, iż to jest bardzo dobry kompromis do ceny maszyny i do kół bliźniaczych. Koła bliźniacze są lepsze, ale jest główny problem transportowej szerokości – mówi.
Ciągnik na gąsienicach mieści się w dozwolonej szerokości transportowej. Do tego ma mniejszy poślizg, co przekłada się na spalanie. I tu pada ważna opinia:
– Poślizg na gąsienicach jest o wiele mniejszy. To się wiąże później ze spalaniem paliwa. Fajnie się tym pracuje, ja już się tym nauczyłem, lubię tym robić – dodaje Szymczak.
Z czym pracuje ten ciągnik?
To nie jest maszyna kupiona tylko dla spełnienia marzenia. W gospodarstwie wykonuje dużo pracy, przede wszystkim z siewnikiem Horsch Focus.
– Ten ciągnik najwięcej pracy wykonuje z Focusem, bo tym siewnikiem Horsch siejemy wszystkie zboża, rzepak, poplony oraz kukurydzę. Czyli de facto, Focus sieje więcej jak 300 ha co roku – mówi rolnik.
Ciągnik pracuje także przy uprawie ściernisk i głębszej uprawie pod wybrane rośliny.
– Pracuje również z 8-metrowym gruberem Horsch Cruiser XL przy uprawie ściernisk oraz z gruberem 5-metrowym Horsch Terrano FM przy głębokiej uprawie pod buraki, pod poplon – wyjaśnia.
Jak dodaje, głębsza uprawa wykonywana jest głównie tam, gdzie trzeba lepiej poradzić sobie ze słomą i przygotować stanowisko pod wschody.
Nowości w gospodarstwie? Szymczak lubi sprawdzać je sam
W tej historii ważna jest nie tylko sama maszyna, ale też podejście gospodarza. Szymczak nie ukrywa, iż część zakupów wynika z ciekawości, pasji i chęci zdobywania własnych doświadczeń.
– Dużo maszyn u mnie w gospodarstwie jest z pasji, bo lubię czegoś spróbować – mówi.
Nie chodzi jednak o kolekcjonowanie sprzętu. Rolnik chce sprawdzać rozwiązania u siebie, na własnych polach i w swoich warunkach. Tak samo patrzy na ciągnik gąsienicowy. W dobrych warunkach lubi nim pracować. Na bardzo zmiennym podłożu wie już jednak, iż dwie gąsienice potrafią pokazać swoją słabszą stronę.
To nie jest opowieść o maszynie idealnej. Raczej o sprzęcie, który daje dużo satysfakcji i potrafi zrobić robotę, ale tylko wtedy, gdy rolnik wie, gdzie kończą się jego przewagi

2 godzin temu





![Rolnicy kupują tylko po 2 big bagi. Jakie są ceny nawozów w czerwcu 2026? [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/06/08/h_586649_1280.webp)






