Na polach większości rolników susza staje się coraz większym problemem. W mediach pojawiają się informacje o preparatach, które mają pomóc w jej zwalczaniu. Tymczasem zamiast specyfików warto postawić na sprawdzone metody i wdrożyć na swoich polach uprawę bezpłużną.
Czy uprawa bezorkowa coś daje?
Wśród rolników w Polsce od lat gorące dyskusje wywołuje przez cały czas temat uprawy bezorkowej. Jest pewna grupa, która uważa, iż to wciąż tylko pewnego rodzaju ciekawostka i nie sprawdzi się na dłuższą metę. A z drugiej strony znajdziemy w kraju nad Wisłą gospodarstwa, które niedługo będą obchodzić 30-lecie „nieorania”. Oczywiście są one jeszcze nieliczne, jednak warto zwrócić uwagę na fakt, iż trzy dekady temu nie było w polskiej prasie rolniczej zbyt wielu informacji na ten temat.
Młodsze pokolenie mogłoby dziś uznać, iż dostęp do wiedzy o tego typu technologiach jest oczywisty – wystarczy sięgnąć do Internetu czy obejrzeć materiał w serwisach wideo. Warto jednak pamiętać, iż jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Po pierwsze, konieczna była znajomość języków obcych, ponieważ narzędzia automatycznego tłumaczenia praktycznie nie funkcjonowały. Po drugie, platformy takie jak YouTube pojawiły się dopiero w 2005 roku, a więc dostęp do materiałów wideo był mocno ograniczony.
Były to czasy pionierskie, w których wiedza o nowych technologiach rolniczych docierała do Europy powoli i z dużymi trudnościami. Jeden z profesorów zajmujących się uprawą bezorkową wspominał, iż gdy rozpoczynał swoje badania i próbował wyszukać w uczelnianej sieci informacje o technologii strip-till, systemy zabezpieczeń traktowały to hasło jako potencjalnie niepożądane i blokowały wyniki wyszukiwania.
Również w środowisku akademickim dominował wówczas sceptycyzm. Podczas studiów rolniczych można było usłyszeć opinie, iż rozwiązania tego typu to jedynie ciekawostka zza oceanu, która z dużym prawdopodobieństwem nie znajdzie zastosowania w warunkach europejskich. Dziś, z perspektywy czasu, widać wyraźnie, jak bardzo te oceny rozmijały się z rzeczywistością.
Zmieniło się postrzeganie na uprawę bezorkową
Wraz z upływem czasu okazało się, iż to, co miało być tylko ciekawostką zza wielkiej wody, sprawdza się także na polskich polach i ma dokładnie taki sam pozytywny wpływ na nasze gleby. Od początku wdrażano głównie uprawę całopowierzchniową wykonywaną przy użyciu kultywatorów ścierniskowych oraz uprawę pasową wykonywaną agregatami do uprawy pasowej.
Uczciwie należy przyznać, iż początkowo uprawa bezorkowa była przedstawiana rolnikom jako sposób na zmniejszenie kosztów uprawy – bo zamiast orki i doprawiania wystarczy jeden przejazd kultywatorem. gwałtownie się jednak okazało, iż system uprawy bezorkowej, to nie tylko mniejsze koszty uprawy i siewu. Bezorka wpływa również na poprawę stanu gleby, która w dłuższym rozrachunku jest ważniejsza niż sama obniżka kosztów.
Co zyskuje gleba dzięki bezorce?
Podczas uprawy bezorkowej nie wyrzucamy bakterii, które czują się lepiej w głębszych jej warstwach, na powierzchnię, a tych z górnych warstw gleby nie zakopujemy tam, gdzie nie ma tlenu. Resztki pożniwne są wymieszane w całym profilu pracy kultywatora. Dodatkowo, na powierzchni gleby zostaje więcej resztek roślinnych, które przykrywają glebę, chroniąc ją przed parowaniem. Osłaniają ją także od szkodliwego oddziaływania promieni słonecznych oraz ograniczają nagrzewanie się gleby, co ogranicza utratę wilgoci. Szacuje się, iż okrycie gleby powoduje zmniejszenie strat wody o około 30% w stosunku do gleby bez okrywy roślinnej. Ponadto podczas deszczu resztki roślinne wyhamowują siłę uderzenia kropel deszczu o podłoże.
Pole pokryte resztkami pożniwnymi stanowi przykład praktycznego zastosowania uproszczonych systemów uprawy, sprzyjających ochronie gleby i ograniczaniu jej degradacji. Fot. D. TomaszewskiW systemach uprawy bezorkowej częściej występują praktyki wysiewania poplonów, co chroni glebę przed erozją wodną i wietrzną, bowiem korzenie roślin spajają glebę. W wyniku długoletniej uprawy w tym systemie zwiększa się poziom próchnicy, a każdy jej procent pozwala glebie na zachowanie 10 000 l wody na hektar więcej.
Rezygnacja z uprawy orkowej sprzyja ponadto lepszemu wykształceniu pionowych porów glebowych. Są one odpowiedzialne za prawidłową infiltrację, czyli wchłanianie wody przez glebę, dzięki czemu nie spływa ona po jej powierzchni, ale w głąb, gdzie może zostać zmagazynowana na przyszłe potrzeby. Oczywiście dzieje się tak tylko wtedy, gdy nie ma w glebie podeszwy płużnej. Pory glebowe oraz tunele po dżdżownicach mają pozytywny wpływ na wzrost korzeni, które sięgają głębiej, dzięki czemu rośliny stają się bardziej odporne na susze.
Wszystkie wymienione zalety uprawy bezorkowej pozwalają przetrwać roślinom na polu dłużej, ponadto w lepszej kondycji niż przy uprawie orkowej. Może się okazać, iż z pozoru kilka nieistotnych w całym okresie wegetacji dni, podczas których roślina przetrwa suszę, pozwoli jej doczekać deszczu, co przełoży się na wydanie lepszego planu.
Dobrze wykształcone pory glebowe, będące efektem ograniczenia uprawy orkowej, sprzyjają głębszemu rozwojowi systemu korzeniowego i zwiększają odporność roślin na niedobory wody. M. WołosowiczBrak zrozumienia wśród rolników
W Polsce coraz częściej podkreśla się konieczność ochrony gleby, roślin oraz samych rolników przed skutkami suszy, a także przed erozją wodną i wietrzną. Jednocześnie można odnieść wrażenie, iż tempo wdrażania praktycznych rozwiązań w tym zakresie wciąż pozostaje niewystarczające w stosunku do skali wyzwań, przed jakimi stoi sektor rolny.
Istotnym narzędziem, wspierającym działania prośrodowiskowe, są ekoschematy, które stanowią formę rekompensaty dla rolników podejmujących praktyki korzystne dla klimatu i gleby. W 2024 roku z ekoschematu „Uproszczone systemy uprawy” skorzystało 127 915 rolników, natomiast w 2025 roku liczba ta wzrosła do 144 509. Można więc mówić o rosnącym zainteresowaniu tym konkretnym rozwiązaniem, a trend ten najprawdopodobniej utrzyma się również w kolejnych latach.
Jednocześnie, w ujęciu ogólnym, w 2025 roku liczba rolników korzystających z ekoschematów była niższa o ponad 91 tysięcy w porównaniu z rokiem poprzednim, a powierzchnia objęta tymi działaniami zmniejszyła się o ponad 2 mln hektarów. Na tę sytuację wpływ miały m.in. zmiany w zasadach ich łączenia, w szczególności ograniczenie możliwości stosowania więcej niż dwóch ekoschematów na jednej działce.
W konsekwencji obserwowane spadki mogą być interpretowane nie jako brak zainteresowania działaniami prośrodowiskowymi, ale raczej jako efekt zmian organizacyjnych i finansowych w systemie wsparcia. Warto mieć to na uwadze w kontekście toczącej się debaty publicznej dotyczącej zaangażowania rolników w ochronę środowiska i klimatu.
Zastosowanie brony talerzowej pozwala na efektywne mieszanie resztek pożniwnych z glebą, przyspieszając ich rozkład i poprawiając strukturę warstwy uprawnej. Fot. D. TomaszewskiIle jest bezorki w naszym kraju?
Tak naprawdę trudno o jednoznaczną deklarację ilości hektarów utrzymywanych w systemie bezorkowym. W ostatnim spisie rolnym nie uwzględniono pytania dotyczącego sposobu uprawy gruntów, co utrudnia precyzyjne oszacowanie skali zjawiska. Pewnym punktem odniesienia mogą być dane z innych państw – dla porównania, nasi zachodni sąsiedzi po raz pierwszy uwzględnili takie pytanie dopiero w 2024 roku.
Uzyskane wyniki okazały się interesujące: jedynie około 1% gruntów uprawianych jest w systemie no-till, natomiast grunty rolne pozostające pod stałą okrywą roślinną stanowią około 10%. Tradycyjną uprawę gleby deklaruje 40% rolników, a systemy konserwujące – 49%, co wskazuje na wyraźne przesunięcie w kierunku ograniczania intensywnej ingerencji w glebę.
W Polsce pewnym przybliżeniem mogą być dane wynikające z realizacji ekoschematu „Uproszczone systemy uprawy”. W ubiegłym roku rolnicy zadeklarowali w jego ramach blisko 3 mln hektarów, co stanowi około 30% gruntów rolnych. Należy jednak pamiętać, iż nie wszyscy rolnicy uwzględniają ten ekoschemat we wnioskach o dopłaty, a jednocześnie możliwe jest takie zaplanowanie zabiegów agrotechnicznych, aby przez cały sezon uniknąć orki, spełniając jednocześnie wymagania programu.
Biorąc pod uwagę te czynniki, można ostrożnie szacować, iż areał uprawy bezorkowej w Polsce wynosi w tej chwili od 25 do 35% gruntów rolnych. Wszystko wskazuje na to, iż udział ten będzie systematycznie wzrastał, przynosząc korzyści zarówno dla gleby, jak i środowiska oraz samych rolników.
Jaka czeka nasz przyszłość?
Coraz częściej pojawiają się opinie, iż rozwój gospodarstw rolnych – w kontekście ich rentowności, odporności na zmiany klimatu oraz wymagań środowiskowych – będzie w coraz większym stopniu powiązany z ograniczaniem intensywnej uprawy gleby. Dzięki działalności polskich producentów maszyn można stwierdzić, iż technologie uprawy bezorkowej stają się coraz bardziej dostępne dla szerokiego grona gospodarstw. Wystarczy zauważyć, iż na krajowym rynku funkcjonuje ponad kilkanaście firm oferujących agregaty do uprawy pasowej, a także liczni producenci kultywatorów czy bron talerzowych.
W praktyce obserwuje się, iż część gospodarstw, które wcześniej stosowały uproszczenia w postaci uprawy całopowierzchniowym kultywatorem, decyduje się na przejście w kierunku technologii pasowej. Należy jednak podkreślić, iż sam dostęp do maszyn nie jest wystarczający. najważniejsze znaczenie ma wiedza – zarówno teoretyczna, wynikająca z badań naukowych, jak i praktyczna, oparta na doświadczeniach rolników.
Wysoka cena maszyn przeznaczonych do nowoczesnych systemów uprawy gleby, stanowiąca barierę dla części rolników, jest przez nich często przezwyciężana poprzez samodzielne tworzenie własnych agregatów maszynowych. Fot. M. WołosowiczIstotną rolę odgrywa także transfer wiedzy pomiędzy rolnikami. Praktyczne przykłady gospodarstw, które z powodzeniem wdrożyły systemy bezorkowe, stanowią jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł informacji. Możliwość bezpośredniej wymiany doświadczeń, zadawania pytań czy obserwacji efektów w terenie znacząco przyspiesza proces adaptacji nowych technologii.
W najbliższych latach coraz większego znaczenia może nabierać również rolnictwo regeneratywne, które zakłada możliwie ścisłą współpracę z naturalnymi procesami zachodzącymi w glebie oraz ograniczanie kosztów produkcji. Siew bezpośredni przez cały czas pozostaje rozwiązaniem stosunkowo rzadko spotykanym, jednak rozwój technologii sprawia, iż coraz więcej producentów oferuje siewniki umożliwiające pracę w resztkach pożniwnych czy w warstwie mulczu. Szczególnie interesującym kierunkiem wydaje się siew w rośliny okrywowe, który może w przyszłości odegrać istotną rolę w dalszym rozwoju systemów uprawy bezorkowej.

1 godzina temu














